-
Czekając na barbarzyńców
Od samego początku pełnoskalowej inwazji przeciwko Ukrainie polityka władz Rosji ma na celu zmianę świadomości i struktury społecznej w kraju. Część działań musi budzić realny niepokój – władze rosyjskie wzmocniły system cenzury prewencyjnej oraz poziom indoktrynacji wśród społeczeństwa. Dziś już w wielu przedszkolnym Rosjanie są nasycani nienawiścią wobec Zachodu.

Treści, ukryte pod hasłem edukacji patriotycznej, mówią Rosjanom o rzekomych zagrożenia z Zachodu a także o dziejowej, historycznej misji Rosji, która w przeszłości i dziś musi się bronić. W połączeniu z praktycznymi ćwiczeniami choćby z obsługi broni czy walki wręcz, które zaczynają się już na wczesnych etapach szkolnych, stanowi to miks wybuchowy, który będzie rzutował na przyszłe podejście rosyjskiego społeczeństwa do Zachodu. Ćwiczenia i indoktrynacja czasu przedszkolno-szkolnego, uzupełniona wszechobecną propagandą nienawiści, ma zbudować na lata społeczeństwo przekonane o potrzebie ratowania Rosji, poświęcenia się dla wielkich idei i zawierzenia elitom państwowym, które muszą ratować kraj przed wrogami.
Widoczny dziś bardzo mocno przekaz stanowić będzie zagrożenia dla NATO, w szczególności krajów członkowskich z Europy Środkowej, na lata. Buduje bowiem w kolejnych pokoleniach nie tylko akceptację, ale wręcz oczekiwanie, by Rosja była wielka i rzuciła świat na kolana. Dlatego do dziś duża część społeczeństwa popiera wojnę przeciwko Ukrainie, a większość nie widzi miejsca na inną politykę Rosji niż imperialna. Przejawem zmian społecznych jest również wciąż duża popularność armii w rosyjskim społeczeństwie. Dla ludzi żyjących na rosyjskiej prowincji nawet służba na froncie jest wizją kuszącą – nie tylko finansowo – wobec braku alternatyw. Także dlatego, że jest szansą na włączenie się w „wielką dziejową misję”, o znaczeniu której zwykły Rosjanin jest informowany niemal na co dzień. Działania struktur propagandowych w Rosji oraz decyzja, by jeszcze mocniej odciąć się informacyjnie od świata, przynosi więc fatalne i realne skutki. Rosjanie stają się społeczeństwem barbarzyńskim, które popiera wojnę jako metodę działań politycznych i oczekuje wręcz od elit agresji wobec świata. Sprytnie podsycana nostalgia wobec historii „wielkiej wojny ojczyźnianej”, nadbudowa metafizyczna, działania rosyjskiej Cerkwi prawosławnej – kuszą rosyjskie społeczeństwo i sprawiają, że za naszymi granicami rośnie zagrożenie o charakterze krytycznym.
O tym, że Rosja się zmienia, a agresja staje się nie tylko sednem polityki, ale i głównym wątkiem formowania nowego rosyjskiego społeczeństwa mówimy na Zachodzie zbyt rzadko. Na stronach Fundacji Instytut Bezpieczeństwa Narodowego omawialiśmy ten problem już kilkakrotnie. Ale zagrożenia są bagatelizowane. Tymczasem można mieć obawy, że dotychczasowe działania wojenne Rosji przeciwko Ukrainie, które ewidentnie mają charakter początku długofalowej agresji na arenie międzynarodowej, doprowadziły do poważnych zmian społecznych w Rosji. I na trwałe ugruntowały nowe mechanizmy psychologicznego i refleksyjnego zarządzania. Mówił o tym Aleksander Dugin w jednym z ostatnich swoich wystąpień. Jego słowa przytacza ppłk. Maciej Korowaj analizujący na bieżąco sytuację w Rosji. Dugin wskazał w swoim radiowym komentarzu, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie pozwoliła „osiągnąć znaczną część celów wewnętrznych Rosji”. – Właściwie rozpoczęliśmy proces odbudowy (podczas wojny z Ukrainą)….Wróciliśmy do siebie… Znaczna część wewnętrznych celów specjalnej operacji wojskowej (propagandowa nazwa pełnoskalowej wojny – red) została osiągnięta. To już Rosja, która postrzega siebie jako niezależne państwo-cywilizację, zupełnie inne społeczeństwo niż Zachód….To, co wydarzyło się w naszym społeczeństwie, jest zwycięstwem, z którego możemy być dumni… To wydarzenie historyczne, całe nasze społeczeństwo zmienia się we właściwym kierunku – tłumaczył Dugin.
Te słowa na pewno w części mają charakter tuszowania faktu, że wojna nie poszła po myśli Kremla, czy też częściowego rozgoryczenia, że Ukraina nie została jeszcze pokonana. Jednak inne, opisane powyżej czynniki, wskazują, że Dugin może mieć rację – Rosja wykorzystała czas wojny do formatowania społeczeństwa wyizolowanego przesiąkniętego ideologią agresji wymierzonej w Zachód. Jeśli proces, o którym mówił Dugin, się dokonał, jeśli Rosja zbudowała nowe społeczeństwo – nasza sytuacja jest bardzo niepokojąca. Widzimy bowiem narastającą agresję Rosji, widzimy państwo budujące siłę militarną, wzmacniające potencjał działań agresywnych wobec innych, państwo prowadzące pełnoskalową wojnę przeciwko Ukrainie, ale również wojnę wywiadowczą przeciwko NATO. Jednocześnie Rosja formatuje społeczeństwo, które – nawet godząc się na rolę mięsa armatniego, będzie oczekiwało realizowania agresywnej agendy przeciwko Zachodowi. Zdaje się, że dziś Zachód kwestie społecznej przemiany w Rosji bagatelizuje. A będą one miały skutki bardzo niebezpieczne. Rośnie społeczeństwo barbarzyńców, którzy będą czekać na rozkaz swojego przywódcy. A może nawet go wymuszać…
Jaka powinna być nasza odpowiedź w związku ze zmianami społecznymi i państwowymi w Rosji? Dalsze sankcje, wzmacnianie własnego potencjału militarnego, rozbudowa potencjału odstraszania i zerwanie z mrzonkami o resecie z Rosją. Zachód powinien mocniej naciskać na Rosję gospodarczo i politycznie, odciąć raz na zawsze współpracę energetyczną z Rosją i przestać finansować wojenny budżet w jakimkolwiek stopniu. Kraje NATO muszą pokazać siłę i determinację do walki o własne interesy. Silnych, świadomych i zjednoczonych w walce o własne bezpieczeństwo Rosja nie będzie atakować. Zachód musi wreszcie zrozumieć, że Rosja stała się krajem o wrogich zamiarach, które zamierza wcielać w życie. Indoktrynacja społeczna to jeden z elementów rosnącego zagrożenia.
Stanisław Żaryn
WIĘCEJ NA TEN TEMAT

-
Walka z Trumpem przesłania realną ocenę
Jedno z pytań zadanych przez polskiego dziennikarza w czasie niedawnego spotkania Prezydenta Polski Karola Nawrockiego z Prezydentem USA Donaldem Trumpem wywołało reakcję gospodarza i miało spory oddźwięk w polskich mediach społecznościowych. Może być ono symbolem tego, że ludzie piszący o polityce międzynarodowej i przybliżający te zagadnienia Polakom zupełnie nie potrafią czytać sytuacji międzynarodowej ani wyciągać wniosków. Sytuacja jest niepokojąca bowiem chodzi o sprawy, które mają realne przełożenie na politykę bezpieczeństwa, w tym bezpieczeństwo Polski.

Pytanie Trumpa dlaczego nie zrobił niczego wobec działań Putina, choć jednocześnie przyznaje, że się nim „rozczarował”, jest na tyle oderwane od rzeczywistości, że wręcz kompromitujące dla zadającego je dziennikarza. Takie pytanie może zadać jedynie ktoś zacietrzewiony albo kompletnie nie potrafiący czytać gry i wydarzeń na arenie międzynarodowej. Donald Trump wprowadził nowe porządki w działaniach USA – dużą ofensywność, jeśli chodzi o interesy ekonomiczne Stanów, nowe podejście do zwalczania zagrożeń wewnętrznych, w tym masowe deportacje, uszczelnianie granicy z Meksykiem, a ostatnio dał zielone światło, by Stany użyły militarnych środków bojowych przeciwko przemytnikom narkotyków – zostali zaatakowani, gdy płynęli łodzią w stronę Stanów Zjednoczonych. Ten rodzaj brutalności politycznej jest oczywistym sygnałem o znacznie bardziej ofensywnych działaniach podejmowanych przez USA niż do tej pory. Ma to przełożenie na zmianę symboliczną – Prezydent rozważa zmianę nazwy kluczowego resortu na „Ministerstwo Wojny”.
Ma to swoje przełożenie również na działania stricte militarne. To właśnie Donald Trump przeprowadził niszczące ataki bojowe na Iran, co było sytuacją precedensową w stosunku do ostatnich lat. W tych atakach zniszczono dużą część infrastruktury nuklearnej Iranu oraz środki militarne. Należy zadać sobie także pytanie, czy przełom w działaniach strony ukraińskiej wynika z polityki nowego prezydenta? Wiemy, że nawet w okresie pełnoskalowej wojny administracja Joe Bidena miała zachowawcze podejście do działań agresywnych i ofensywnych podejmowanych przez Kijów. To realnie wpływało na ograniczanie możliwości ataków Ukrainy na rosyjskie cele. Dziś to wygląda zupełnie inaczej, co – należy zakładać – dzieje się przy akceptacji Amerykanów. Wydaje się to oczywiste. Wszystko wskazuje na to, że zmiana Prezydenta USA uwolniła ręce Ukraińcom, co pozwoliło zniszczyć wiele elementów infrastruktury energetycznej Rosji, przeprowadzić ataki na cele położone głęboko w Rosji – być może miało to swoje znaczenie dla słynnej już operacji „Pajęczyna”, dzięki której uszkodzono część strategicznego lotnictwa rosyjskiego. Ta realna zmiana sposobu działania Ukrainy, większa ofensywność i agresywność ataków nie wzięła się znikąd. Ktoś musiał dać na to przyzwolenie.
Faktem jest, że jednocześnie Donald Trump prowadzi rozmowy z Władimirem Putinem, które dają Rosji korzyści propagandowe. Rosja wychodzi z izolacji, wraca do gry i zyskuje możliwości rozgrywania Zachodu, wracając na salony. Niestety, to też realizacja polityki USA i Donalda Trumpa. Jednak jednocześnie Trump wykorzystuje narzędzia finansowe, by uderzyć w rosyjski budżet wojenny. Najlepszym tego przykładem jest decyzja o sankcjach w formie cła nałożonego na niektóre produkty z Indii. Wprost przywódca USA wskazał, że to rodzaj kary za kupowanie przez Indie ropy z Rosji, co skutkuje finansowaniem działań militarnych Kremla przeciwko Ukrainie. Większość ceł ma dla USA znaczenie wewnętrzne – chodzi o interesy gospodarcze Stanów. Jednak w przypadku Indii decyzja ma charakter strategiczny. Jest przykładem ograniczania pola manewru rosyjskiemu przemysłowi paliwowemu, co będzie miało realny wpływ na sytuację rosyjskiego budżetu.
Kilka dni po ogłoszeniu przez Donalda Trumpa deklaracji, że amerykańscy żołnierze nie będą wycofywani z Polski, media w USA publikują „nieoficjalne doniesienia” o możliwej redukcji tej obecności w innych państwach wschodniej flanki NATO. Sytuacja przywodzi na myśl, że możemy mieć do czynienia z typową wrzutką, której celem jest zmiana ciężaru dyskusji w tym wątku. Wiadomo, że w Ameryce trwają analizy dotyczące zaangażowania w Europie, w tym te dotykające geografii tej obecności. Jednak dla Polski – ten przekaz pojawia się kolejny raz – administracja amerykańska ma specjalną rolę. Obecność wojskowa USA u nas ma być rozwijana. Czekamy na szczegóły i konkretne decyzje operacyjne, ale dziś nie ma powodów do uznania, że Prezydent Trump kłamie w sprawie współpracy wojskowej z Polską. Od początku wysyłał sygnały, że jest zainteresowany wręcz rozwijaniem tego obszaru współdziałania.
Polityka amerykańskiego prezydenta jest bardziej złożona i prowadzona na różnych poziomach aktywności. Tymczasem Polakom próbuje się przedstawiać zacietrzewiony obraz Donalda Trumpa, który ma budzić poczucie zawodu i rozczarowania. Część przekazów nawet prowadzi do podważania gwarancji sojuszniczych, które rzekomo mają obecnie mniej ważyć. Takie tezy zawierają manipulacje, bazują na niechęci ideologiczno-politycznej wobec Prezydenta USA, a w niektórych przypadkach nawet pomagają rosyjskiej propagandzie w jej operacjach wobec NATO poprzez choćby podważanie gwarancji sojuszniczych Sojuszu. Istnieje obawa, że te zjawiska w polskich mediach będą się nasilać. Bowiem niechęć do Trumpa widoczna w części krajów Europy Zachodniej staje się coraz bardziej widoczna, a próby włączania rządu Tuska w antyTrumpowską fobię są oczywiste. Te działania będą miały wpływ na sposób prezentowania polityki prezydenta Trumpa. A już dziś w tych działaniach widać braki profesjonalnej wiedzy i umiejętności albo brak uczciwości intelektualnej. To warunki szkodliwe dla bezpieczeństwa informacyjnego Polski, bowiem zwiększa to podatność na manipulacje, również dotykające bezpieczeństwa narodowego. Rzetelna analiza faktów pokazuje, że polityka Trumpa jest znacznie bardziej złożona niż prezentuje się ją Polakom. Typowy przykład zarządzania emocjami społecznymi, które wpływa na percepcję polskiego społeczeństwa.
Stanisław Żaryn

-
Symbol kapitulacji wobec interesów Berlina
Po serii publikacji medialnych oraz zarzutach dotyczących łamania zasad, a nawet łamania prawa, prof. Krzysztof Ruchniewicz został odwołany z funkcji Dyrektora Instytutu Pileckiego. Niestety przez miesiące ten człowiek był utrzymywany na stanowisku, a kierowana przez niego instytucja degenerowana. Przymykanie oczu na działania Ruchniewicza to nie tylko działania szkodzące Polsce w obszarze polityki historycznej – to sygnał o strategicznej porażce i niemocy wobec interesów niemieckich. Dlatego ta sprawa jest tak niepokojąca.

Kontrowersje dotyczące Ruchniewicza wiążą się jeszcze z okresem, gdy stał on na czele Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego. Jak donosiły media, przeprowadzony w tej jednostce audyt wykazał skrajną niegospodarność, brak transparentności w zawieraniu umów, nieprawidłowości w rejestracji dokumentów finansowych oraz potencjalny konflikt interesów. Jeden z przykładów – założone przez samego Ruchniewicza Europejskie Stowarzyszenie Badań Niemcoznawczych miało wystawić kierowanemu przez niego Centrum im. Willy’ego Brandta faktury na 748 tys. zł.
Po objęciu władzy przez rząd Donalda Tuska, prof. Ruchniewiczowi powierzono w 2024 r. dwa stanowiska – dyrektora Instytutu Pileckiego oraz pełnomocnika MSZ do spraw współpracy polsko-niemieckiej. Z tej drugiej funkcji został niedawno odwołany w atmosferze skandalu, gdy wyszło na jaw, że zamierzał zorganizować seminarium badawcze poświęcone zwrotowi przez Polskę dóbr kultury innym państwom, w tym Niemcom. Sprawa odbiła się bardzo szerokim echem, co zmusiło MSZ do wycofania się z nominacji dla Ruchniewicza – jego stanowisko zostało zlikwidowane. Niestety w Instytucie Pileckiego sam Ruchniewicza nadal trwał, niszcząc dorobek i wizerunek tej instytucji. Został odwołany dopiero, gdy wyszło na jaw, że wykonał serię represji wobec sygnalistki, która przekazała do resortu kultury sygnały o nieprawidłowościach w zarządzani jednostką publiczną. To przelało czarę goryczy, a Ruchniewicz kolejnego skandalu tym razem nie przetrwał.
Niestety za tą sprawą kryją się jednak poważniejsze problemy – Krzysztof Ruchniewicz wielokrotnie w mediach prezentował niemiecki punkt widzenia. Prowadził nawet działania, które były wprost szkodliwe dla interesów RP. W jednym z wywiadów Ruchniewicz mówiąc o reparacjach dla Polski powtarzał wprost stanowisko kanclerza Niemiec Friedricha Merza, według którego kwestia reparacji dla Polski z prawnego punktu widzenia jest zamknięta. W jednym z wywiadów Ruchniewicz doradzał nawet Niemcom, jak powinni rozwiązać ten problem w relacjach z Polakami, odwołując się do psychologii. „Długoterminowe inwestycje w bezpieczeństwo Polski i Niemiec – mam na myśli energetykę i wojsko – składają się na dużą sumę, której potrzebujemy psychologicznie. Tylko duża suma pieniędzy jest w stanie przekonać społeczeństwo z obu stron, że kwestia reparacji i odszkodowań, ponad 80 lat po zakończeniu wojny, została ostatecznie rozwiązana” – dowodził. Jak dodawał, w polskiej świadomości wciąż obecna jest suma reparacji wyliczona przez PiS. „To, czego potrzebujemy, to nie tylko rozwiązanie starych konfliktów, ale także nowa narracja” – stwierdził Ruchniewicz. Jednocześnie polski urzędnik winą za “pogorszenie relacji z Niemcami” w okresie rządów D. Tuska obarczył PiS. W ocenie Ruchniewicza, kwestia reparacji i odszkodowań została tak mocno rozdmuchana przez poprzedni rząd, że obecne władze nie mogą z niej wprost rezygnować. Słowem, kwestia reparacji została przez Ruchniewicza przedstawiona jako pułapka na obecne władze. Jednoznacznie w rozmowach z niemieckimi mediami wyrażał on antypaństwowe poglądy przekonując, że Polska za poprzedniego rządu wywołała kryzys relacji z Niemcami, co rzutować miało nawet na stosunki między Premierem Tuskiem i kolejnymi niemieckimi kanclerzami.
Powołanie i utrzymywanie prof. Ruchniewicza na stanowiskach kluczowych dla relacji polsko-niemieckich stanowi poważne zagrożenie dla interesów RP. Instytut Pileckiego w sposób naturalny skoncentrowany jest na działaniach sprzecznych z interesami Niemiec. Taka jest biografia patrona tej ważnej instytucji. Historia Pileckiego przypomina niemieckie bestialstwo, o którym dzisiejsze Niemcy tak często próbują zapomnieć. Instytut Pileckiego dla Niemiec zawsze będzie w jakimś zakresie niewygodny. Jednocześnie Ruchniewicz, jako pełnomocnik MSZ ds. współpracy polsko-niemieckiej, musi mocno stawiać oczekiwania i postulaty Polski w zakresie współdziałania z RFN. Urzędnik państwowy działający na styku polsko-niemieckim nie może działać, myśleć i mówić jak lobbysta spraw niemieckich, nie może prezentować w mediach niemieckiej perspektywy wprost wymierzonej w polskie interesy. To sprzeczne z zadaniami, jakie państwo polskie stawia temu człowiekowi. To rodzaj zdrady racji stanu.
Niestety tak właśnie działał przez szereg miesięcy Ruchniewicz. W sytuacji dbałości polskiego rządu o interesy narodowe, taka osoba powinna zostać już dawno odwołania. Jeśli pojawia się cień wątpliwości, że działania funkcjonariusza publicznego RP nie są zbieżne z interesami Polski, ktoś taki natychmiast powinien zostać zdymisjonowany. Dlaczego nie został? Trudno spekulować Jednak w tej sprawie ważniejsze wydaje się co innego. Sprawa Ruchniewicza może być bowiem symbolicznym podsumowaniem działań rządu Donalda Tuska na forum międzynarodowym. W obszarze polityki pamięci rząd postawił na człowieka, który publicznie prezentuje niemiecki punkt widzenia. Jeśli tak, to jasny symbol, że Polska pod rządami Tuska nie jest w stanie walczyć o swoje interesy sprzeczne z interesami Niemiec. Jeśli taka osoba, jak Ruchniewicz była na froncie relacji z RFN to dowód braku zdolności władz Polski do asertywnej postawy w relacjach z Niemcami, a także proniemiecką Unią Europejską. Inne działania rządu – choćby kapitulacja ws. umowy UE-Mercosur – potwierdzają to, o czym piszę. Polski rząd nie jest w stanie działać dziś w sposób odważny i stanowczy wobec partnerów w Berlinie. To realny problem, który kryje się za sprawą Ruchniewicza. Niestety jego zwolnienie – wymuszone na rządzących – nie zwiastuje zmiany paradygmatów polskiej polityki wobec Niemiec. Tu zachodzą dużo poważniejsze uwikłania i zobowiązania.
Marcin Lidka

-
Rosyjskie prowokacje coraz groźniejsze
W 2023 roku Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wykryła nowy modus operandi rosyjskiego wywiadu, neutralizując natychmiast siatkę szpiegowską prowadzoną według rozwijanej taktyki. Rosyjskie służby przygotowały działania dywersyjne, akty sabotażu, terroru, a także rozwijały działania propagandowe obliczone na destabilizację wewnętrzną Polski (promowano za rosyjskie pieniądze hasło „J***ć PiS”). Sukces ABW z czasów płk. Krzysztofa Wacławka pozwolił Polsce zrozumieć, w jakim momencie wojny wywiadowczej się znajdujemy. Stało się oczywiste, że rosyjskie służby specjalne dostały rozkaz wzmocnienia działań przeciwko RP, już z użyciem metod wojny asymetrycznej. Sytuacja stała się bardzo wymagająca, co natychmiast zrozumiały struktury odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa polskiego. Było oczywiste, że Rosjanie rozpoczynają nową fazę działań, nie zapominając o klasycznym szpiegostwie opartym na dotychczasowych metodach. Ale nowy sposób działania podniósł poprzeczkę kontrwywiadowi. Bowiem rosyjskie służby zaczęły werbować ludzi „na ogłoszenie”. Szybkie, proste (na początek) zlecenia były wystawiane w mediach społecznościowych, wykonanie zadania dokumentowano przy pomocy komunikatorów, a płatność odbywała się za pomocą kryptowaluty. Bardzo tani, bezpieczny i – jak się okazało – skuteczny sposób prowadzenia wojny wywiadowczej przeciwko RP.
W 2023 roku ABW rozpoznała modus operandi. Mieliśmy to „rozklepane”, dzięki ogromnej pracy polskiego kontrwywiadu cywilnego. Udawało się wychwycić operacje rosyjskie i zadziałać na czas. Oczywiste było jednak, że rosyjskie działania będą ewoluowały. Eksperci z ABW opracowali natychmiast scenariusze przyszłych działań Rosji, przewidując jak Kreml może eskalować operacje przeciwko Polsce. Bazując na rozpoznaniu i ówczesnych ustaleniach ABW, wskazywano na ryzyko prowadzenia przez Rosję sabotaży, pożarów, pobić czy zabójstw na zlecenie, a także aktów terroru wymierzonych w społeczeństwo czy infrastrukturę państwową. Już wtedy było wiadomo, że rosną również zagrożenia dla osób publicznych, funkcjonujących w Polsce na różnych poziomach życia społecznego i państwowego. Słowem – analitycy z ABW w 2023 roku sygnalizowali, że zmienia się architektura działań rosyjskich przeciwko Polsce, a rosyjska wojna wywiadowcza staje się poważnym, krytycznym zagrożeniem. Niestety po zmianach władzy w 2023 roku Polska stała się mniej wydolna w zakresie zabezpieczenia kontrwywiadowczego. Jesteśmy do dziś łatwiejszym celem dla służb rosyjskich, a Kreml – o czym wielokrotnie mówił Premier Tusk i jego ministrowie – zaczął prowadzić skuteczne ataki na RP.
Seria pożarów w Polsce, realizowane zlecenie Rosji dot. pobić czy próby zabójstw (choćby na Litwie), ataki na infrastrukturę krytyczną, cyberwojna – to wszystko pokazuje, że przewidywania analityków z czasów poprzedniego rządu okazały się trafne. Niestety jednak obecne władze nie były i nie są w stanie znaleźć skutecznego rozwiązania tego problemu. Czy Rosja jest lepsza w swoich działaniach, czy my straciliśmy skuteczność? Trudno oceniać, ale niestety polityka osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo Polski dowodzi, że daleko nam dziś do profesjonalnego zarządzania służbami specjalnymi i całym sektorem bezpieczeństwa narodowego.
Służby specjalne zostały włączone w działania o charakterze politycznym i partyjnym, w grudniu 2023 roku podjęto często bardzo złe decyzje kadrowe, co rzutowało na efektywność działań służb. Kuriozalnymi wytycznymi politycy sparaliżowali ofensywne działania, przekierowując jednocześnie część potencjału służb na cele wprost związane z partyjną wojną i walką rządu z opozycją. Jednocześnie rząd prowadzi – rękami posłów koalicji, czy prokuratury – czynności paraliżujące funkcjonariuszy i służby. Nagonka na służby specjalne przy okazji tzw. Pegazusa (dziś wiemy, że kłamliwa, ale wciąż prowadzona), kuriozalne śledztwa przeciwko funkcjonariuszom służb specjalnych, zarzuty za fikcyjne przewiny, tropienie obrońców granicy RP z Białorusią, represje wobec żołnierzy czy funkcjonariuszy dbających o bezpieczeństwo Polski, rządowe nominacje dla osób przechodzących w śledztwach (również kontrwywiadowczych), granie materiałami niejawnymi w mediach, czy upartyjnienie zagrożeń o charakterze szpiegowskim – to widoczne sygnały patologii i degeneracji polskiego sektora bezpieczeństwa narodowego. To odpowiedzialność Rządu, w szczególności zaś Premiera Donalda Tuska. W tej atmosferze trudno o szanse na skuteczne działania polskiego państwa i funkcjonariuszy służb specjalnych. Ich dziś sprowadzono do roli urzędników, którzy mają się nie wychylać, nie podejmować ryzyka, nie prowadzić działań ofensywnych – bo władzy – tej albo przyszłej – to może się nie spodobać i będą problemy. Atmosfera, jaką wytworzył obecny rząd, to przepis na paraliż sektora bezpieczeństwa narodowego w Polsce. Wytworzenie mechanizmów, w ramach których polskie państwo samo siebie paraliżuje w tym obszarze – to wielki prezent dla naszych wrogów.
Powyższa analiza działań z ostatnich miesięcy jest konieczna, jako tło ostatnich zdarzeń. W nocy z 19 na 20 sierpnia w Polsce doszło bowiem do eksplozji drona – jak przyznał publicznie wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak Kamysz mieliśmy do czynienia z rosyjską prowokacją. Według polskiego rządu, Rosja dokonała celowego ataku wojskowym dronem bojowym na terenie Polski. Według nieoficjalnych doniesień, dron przebywał w polskiej przestrzeni powietrznej nawet dwie godziny, a spadł i wybuchł 50 kilometrów od bazy wojskowej, w której 20 sierpnia wizytę miał zaplanowaną Władysław Kosiniak Kamysz. Trudno to czytać inaczej niż sygnał o kolejnym etapie rosyjskich działań przeciwko Polsce. Wygląda to jak przejście na kolejny poziom wojny hybrydowej przeciwko RP.
To wydarzenie powinno zapalić czerwone lampki. Ludzie i struktury odpowiedzialne za bezpieczeństwo narodowe powinny natychmiast dokonać analizy i opracować kolejną analizę dotyczącą drabiny eskalacyjnej, żeby ocenić w jakim momencie działań rosyjskich przeciwko Polsce jesteśmy dziś – ponad dwa lata od pierwszych dowodów, że rosyjskie służby przygotowują wojnę asymetryczną przeciwko naszej Ojczyźnie. Rosyjski dron wysłany przeciwko Polsce to mogła być próba skompromitowania W. Kosiniaka Kamysza przy pomocy operacji z użyciem środków aktywnych. A może sygnał, że rosyjskie działania zaczną za chwilę opierać się na środkach bojowych i militarnych. A może próba podgrzania emocji i zastraszenia Polski i Polaków na chwilę przed rosyjskimi ćwiczeniami ZAPAD. A może próba celowego ataku na Polskę w związku z chęcią eskalacji ze strony Rosji. A może test, który ma oceniać stopień przygotowania polskich systemów obronnych. Takie analizy powinny być już dawno wykonane, scenariusze dalszej eskalacji opracowane, a rządzący powinni znać sposób na mitygowanie i neutralizację zagrożeń rosyjskich. Bowiem one znów stały się bardziej agresywne względem Polski. Brak reakcji struktur odpowiedzialnych za bezpieczeństwo Polski i polityków (nota protestacyjna to kpina, a nie reakcja) nie tylko będzie napędzać rosyjskie operacje agresywne, ale również podważać naszą wiarygodność w oczach sojuszników.
Niestety budowana przez lata rządów PiS pozycja Polski, jako kraju ofensywnego wobec rosyjskich interesów i zagrożeń oraz najsilniejszego członka NATO na wschodniej flance – została w ostatnich miesiącach w części roztrwoniona. Trzeba ją odbudowywać. Bez profesjonalnego podejścia do zagrożeń i ofensywnego ich zwalczania – będzie to raczej niemożliwe. Rząd musi przewartościować swoje podejście do zarządzania służbami specjalnymi oraz bezpieczeństwem narodowym. Bez tego Polska będzie atakowana coraz mocniej. Dziś wojna wywiadowcza przeciwko RP trwa w najlepsze.
Stanisław Żaryn

-
Wielowarstwowa operacja obronna na wczoraj!
Od połowy 2021 roku trwa wymierzona w Polskę operacja hybrydowa, przy pomocy której Rosja i Białoruś destabilizują całą wschodnią flankę NATO. Na granicy polsko-białoruskiej organizowane są ataki na polskie patrole, a zorganizowane grupy migrantów są wykorzystywane do penetrowania polskiego terytorium. Część z nich jest w stanie przedrzeć się do Polski, w celu dalszej podróży na Zachód. Sytuacja do dziś jest trudna i realnie zagraża Polsce oraz polskim funkcjonariuszom i żołnierzom. Ostatnio kolejny polski żołnierz został ranny w wyniku jednego z ataków.

Statystyki Straży Granicznej pokazują, że sytuacji nie udało się ustabilizować pomimo propagandy sukcesu prowadzonej przez polski rząd. Modernizacja bariery granicznej, wprowadzenie strefy buforowej nie rozwiązały problemu mimo sugestii rządowego przekazu. Ostatnie dane z granicy wskazują wręcz, że duże grupy migrantów skutecznie przedzierają się do Polski i znikają. Można jedynie mieć nadzieję, że udaje się tych ludzi wyłapać w dalszych regionach Polski. Jednak pewności nie ma – mamy do czynienia z cyniczną grą służb specjalnych Rosji i Białorusi, które wciąż próbują destabilizować Polskę i testować nasze systemy bezpieczeństwa, również te związane z kryzysem na granicy z Białorusią. Wyłapują luki i z nich korzystają.
Niestety działania przy użyciu sztucznego, w pełni kontrolowanego szlaku migracyjnego, okazały się skuteczne. Doszło do wytworzenia stałego zagrożenia dla suwerenności terytorialnej Polski, zbudowano mechanizm testowania polskich systemów bezpieczeństwa, udało się związać siły wojskowe i służb mundurowych w konkretnym obszarze Polski, a wśród społeczeństwa rozpoczęto ogromną operację informacyjno-psychologiczną, której ostrze wymierzone jest w Polaków oraz polskie państwo. Do dziś niektóre środowiska uważają, że Polska powinna bezrefleksyjnie przyjmować migrantów oraz atakują wszelkie próby stawiania tamy operacji rosyjsko-białoruskiej. Jednocześnie rząd prowadzi – w imieniu państwa – działalność szkodliwą dla RP, poprzez hołdowanie „aktywistom”. Mają oni zgodę na przebywanie w strefie przygranicznej oraz prowadzenie szkodliwej i niebezpiecznej działalności, a prokuratura wykorzystywana jest do represjonowania żołnierzy i funkcjonariuszy strzegących granicy. Przy okazji ataków rosyjsko-białoruskich na granicę Polski udało się uwikłać część polskiego społeczeństwa, a nawet instytucji publicznych, w walkę przeciwko polskiej racji stanu i interesom RP.
Ta operacja będzie trwała, bowiem Rosji się opłaca, a dodatkowo jest tania, a nawet dochodowa. Dużą część zadań wzięła na siebie Białoruś, która z operacji hybrydowej zrobiła także stałe źródło dochodu. Oznacza to, że Polska swoje działania obronne powinna planować na dużej. Świadczy o tym choćby ostatnia decyzja Mińska, by sięgnąć po kolejną dużą grupę migrantów. Tym razem Aleksander Łukaszenka wyciąga rękę do Pakistanu i liczy na przyjazd nawet 150 tysięcy pakistańskich „pracowników”. Część z nich ma trafić do zachodnich obwodów Białorusi. Taktyka ukrywania ruchu migracyjnego pod fasadą jest stosowana przez Mińsk od dawna. Wizy „studenckie”, „pracownicze”, czy „turystyczne” były już wykorzystywane, by ściągać na Białoruś cudzoziemców wykorzystywanych właśnie do ataków na polskie państwo. Wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z analogiczną sytuacją.
Doniesienia z Białorusi powinny zapalić lampkę ostrzegawczą w polskim rządzie i polskich służbach. Otwarcie kanału migracyjnego między Białorusią i Pakistanem zwiększy bowiem możliwości ataków na granicę RP. To zwiastuje coraz poważniejsze problemy na polskiej granicy. A już w obecnej sytuacji mamy poważne problemy z odpieraniem ataków – i to na wielu poziomach. Fizyczne ataki, prowadzenie walki informacyjnej, operacje wywiadowcze, generowanie wewnętrznych zagrożeń, penetrowanie systemów bezpieczeństwa Polski – to wszystko dzieje się w ramach operacji hybrydowej przeciwko Polsce. Niektóre zagrożenia nie są w ogóle należycie analizowane. Rządzącym daleko do profesjonalizmu. Wielowarstwowa operacja obronna Polski jest zaś potrzebna na wczoraj!
Stanisław Żaryn


Instytut Bezpieczeństwa Narodowego
Numer KRS: 0001117730
NIP: 1182288207
REGON: 52923234700000
Adres: Aleja Zjednoczenia 50/U1
01-801 Warszawa
e-mail: kontakt@fibn.pl


