-
Rząd ignoruje postulaty związków
W ostatnich latach służby mundurowe są szczególnie ważnym elementem zapewnienia bezpieczeństwa Polski. W związku z rosyjską inwazją przeciwko Ukrainie oraz operacją hybrydową destabilizującą granicę z Białorusią – zmieniła się mapa zagrożeń i wyzwań, których zwalczaniem zajmują się także służby mundurowe. Do tego dochodzi coraz większa liczba zagrożeń wewnętrznych, które coraz mocniej obciążają polskie służby. Mimo trudnej sytuacji rząd ignoruje postulaty związków zawodowych dotyczące wzrostu uposażeń. To może odcisnąć się na całym procesie modernizacji służby mundurowych, która wchodzi w kolejną fazę.

Ale zacznijmy od początku: Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji opracowało projekt ustawy „Program modernizacji Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Ochrony Państwa na lata 2026-2029” i jest to już czwarty program zapewniający modernizację formacji w zakresie wyposażenia technicznego i potencjału ludzkiego. Jak wynika z informacji resortu „Program modernizacji Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Ochrony Państwa w latach 2026-2029” ma na celu stworzenie stabilnych warunków do pełnej realizacji ustawowych zadań przez formacje bezpieczeństwa i porządku publicznego oraz istotną poprawę skuteczności działania tych formacji, warunkującą zapewnienie bezpieczeństwa Państwa oraz obywateli. Co więcej, MSWiA dostrzega konieczność wzmocnienia służb ochraniających granicę i stwierdza: „wśród przedsięwzięć, które obejmuje Program, wskazuje się także wzmocnienie kadrowe funkcjonariuszy dedykowane w głównej mierze wzmocnieniu ochrony wschodniej granicy Polski/UE/NATO oraz pracowników cywilnych do wsparcia komórek organizacyjnych, pełniących rolę wspomagającą w Policji i SG”.
Tymczasem, NSZZ Funkcjonariuszy Straży Granicznejkrytycznie ocenia ten projekt ustawy głownie ze względu na brak mechanizmu zapewniającego stabilny i systematyczny wzrost uposażeń funkcjonariuszy w całym okresie trwania programu tj. w latach 2026-2029. „Brak tego rozwiązania stanowi poważny mankament, który niweczy podstawowy cel programu modernizacyjnego, jakim jest wzmocnienie potencjału służb odpowiedzialnych za ochronę granic i bezpieczeństwo państwa” – czytamy w oświadczeniu związku, który wystosował do MSWiA oficjalne pismo z negatywną oceną zaproponowanego przez resort programu.
Związkowcy podkreślają, że nowy projekt skupia się głównie na sprzęcie i infrastrukturze, pomijając aspekt wynagrodzeń funkcjonariuszy. Nie sposób nie zgodzić się z argumentami, że „brak gwarancji wzrostu uposażeń w obliczu rosnących kosztów życia oznacza realny spadek wynagrodzeń funkcjonariuszy, co może prowadzić do zwiększenia liczby wakatów, odpływu doświadczonych kadr oraz osłabienia skuteczności działań Straży Granicznej – szczególnie w warunkach presji migracyjnej, zagrożeń hybrydowych i konieczności czasowego przywracania kontroli granicznych”.
Również NSZZ Pracowników Pożarnictwa wyraził zdecydowany sprzeciw wobec projektu: „niestety całkowicie pominięto w nim kwestie podwyżek uposażeń i wynagrodzeń dla obecnie pełniących służbę funkcjonariuszy oraz pracowników cywilnych PSP”. Podkreślono, że Straż Pożarna codziennie naraża życie i zdrowie w służbie społeczeństwu, tymczasem w projekcie nie zagwarantowano wzrostu wynagrodzeń mimo ciągle rosnących kosztów życia.
Także negatywne zdanie na temat projektu wyraża NSZZ Pracowników Policji, który podkreśla że dokument nie zabezpiecza w żadnym stopniu interesów pracowników Policji. „Niedopuszczalne jest aby kluczowy instrument rozwojowy formacji jakim jest ten Program, pomijał jej najważniejszy element – potencjał ludzki, co z łatwością można dostrzec w przesłanym projekcie!” – czytamy w oświadczeniu związkowców Policji.
Bardzo ważnym aspektem jest również brak woli resortu uwzględnienia w programie postulatów zawartych w porozumieniu z 6 marca 2025 r. między NSZZ Funkcjonariuszy Straży Granicznej a MSWiA, w którym zagwarantowano mechanizmy podwyżek.
Warto nadmienić, że wcześniejsze programy modernizacyjne, zarówno w latach 2017–2020 jak i 2022–2025, zawierały rozwiązania gwarantujące sukcesywne podnoszenie wynagrodzeń funkcjonariuszy służb mundurowych.
Niestety takie działania obecnego rządu wobec funkcjonariuszy Policji, Straży Granicznej czy Państwowej Straży Pożarnej muszą niepokoić. Bezpieczeństwo Polaków w dużej mierze zależy od zaangażowania i poświęcenia funkcjonariuszy służb mundurowych. W sytuacji gdy za naszą granicą trwa wojna, a działania hybrydowe są wymierzone w integralność naszego kraju każda ze służb odpowiadających za nasze bezpieczeństwo powinna mieć zagwarantowane godne i stabilne wynagrodzenie.
Patrycja Bryt

-
Propagandowy sukces i… blamaż
ABW zatrzymała wczoraj 19-latka, który miał szykować w Polsce zamach. Rząd chwali się sukcesem, którym było zneutralizowanie zagrożenia o charakterze terrorystycznym. Tylko tylko, że obszerne wypowiedzi rzecznika Ministra Koordynatora sugerują, że w tej sprawie mamy do czynienia z blamażem.

1. Z komentarza rzecznika Koordynatora wynika jednoznacznie, że ABW wchodząc do mieszkania 19-latka podejrzanego o związki z terroryzmem, nie wiedziała po kogo idzie. Czy planowano zatrzymanie czy tylko przeszukanie? To kluczowe pytanie, w związku z wypowiedzią cytowaną dziś przez „Rzeczpospolitą”. Wynika z niej, że funkcjonariusze ABW pojawili się w mieszkaniu na polecenie prokuratury i dopiero w czasie swoich czynności zobaczyli, że „istnieje uzasadnione podejrzenie, że w mieszkaniu są materiały niebezpieczne, może nawet materiały wybuchowe”. W związku z tym już w czasie trwania czynności ABW wezwano wsparcie, w tym służby, które dokonały zabezpieczeń. Pan rzecznik wprost przyznaje w swojej wypowiedzi, że ABW szła do wskazanego 19-latka ślepa, nie wiedząc co może zastać w tym domu. Nie mając nawet właściwie – jak się okazało – przygotowanej mapy zagrożeń i ryzyk związanych z tymi czynnościami. Wygląda to bardzo słabo.
2. Jeszcze gorzej wygląda fakt, że zatrzymany mężczyzna to czwarty nastolatek zatrzymany w tej samej sprawie. Trzech pozostałych zatrzymano w połowie czerwca. Jak tłumaczył rzecznik, cytowany przez „Rz”, szykowali oni zamach terrorystyczny, wzorowali się na masowych mordercach, którzy dokonywali wcześniej takich ataków. I wszyscy trzej „byli uczniami jednej ze szkół”, co sugeruje, że się znali i mieli ze sobą stały kontakt. Nie wiadomo, czy czwarty z nich również był uczniem tej samej szkoły. Tym niemniej wygląda to bardzo niedobrze – ABW zatrzymała trzech ludzi szykujących zamach w Polsce. Jak wynika z wypowiedzi rzecznika Koordynatora – czwarta osoba wpadła po kilku miesiącach. I, jak się przypadkiem okazało, miała u siebie w domu materiały wybuchowe, które mogły posłużyć do aktu terroru. Należy zapytać, co działo się w międzyczasie? Dlaczego na jego trop służby i prokuratura nie wpadły wcześniej? Co udało się ustalić już po zatrzymaniu trzech osób w czerwcu?
Sytuacja buzi realne obawy o to, co stałoby się, gdyby zatrzymany ostatnio mężczyzna miał determinację do ataku. Widząc publiczne informacje o zatrzymaniach mógł dalej się radykalizować i przystąpić do realizacji planu. Czy służby miałyby szansę go zatrzymać? Okoliczności działań ABW w Olsztynie, ale i fatalna komunikacja Ministra Koordynatora, budzą wątpliwości.
Cała sprawa przypomina, że Polska jest zagrożona terroryzmem, a ABW jest dedykowana do tego, by zabezpieczyć Polskę i Polaków przed tymi zagrożeniami. Funkcjonariusze Agencji mają doświadczenie w tej sprawie. Mam wrażenie, że w tym przypadku liczyliśmy jednak głównie na szczęście. Sytuacja wskazuje również na nieodpowiedzialność decyzji Premiera i Ministra Siemoniaka, którzy doprowadzili do zlikwidowania Centrum Prewencji Terrorystycznej ABW – bardzo ważnej jednostki szkoleniowej, która miała duże zasługi w prewencji i podnoszeniu świadomości społecznej w Polsce. Ta decyzja powinna zostać zmieniona, a jednostka odtworzona. Przypomina o tym także opisywana historia. Trzeba wzmocnić Centrum Antyterrorystyczne ABW. Wobec tej jednostki w kierownictwie ABW snuto absurdalne plany dotyczące podziału i rozbicia jej potencjału, zaś zmienione niedawno kierownictwo wciąż nie gwarantuje pracy na adekwatnym poziomie. Należy również wzmocnić realne działania służb, które powinny się skupiać na zwalczaniu najważniejszych zagrożeń, a nie realizowaniu politycznych wytycznych związanych z walką rządu z oponentami. Od wikłania służb specjalnych w rządową walkę polityczną Polska nie będzie bezpieczniejsza. A tego dziś mają prawo oczekiwać i żądać Polacy.
Stanisław Żaryn

-
Czekając na barbarzyńców
Od samego początku pełnoskalowej inwazji przeciwko Ukrainie polityka władz Rosji ma na celu zmianę świadomości i struktury społecznej w kraju. Część działań musi budzić realny niepokój – władze rosyjskie wzmocniły system cenzury prewencyjnej oraz poziom indoktrynacji wśród społeczeństwa. Dziś już w wielu przedszkolnym Rosjanie są nasycani nienawiścią wobec Zachodu.

Treści, ukryte pod hasłem edukacji patriotycznej, mówią Rosjanom o rzekomych zagrożenia z Zachodu a także o dziejowej, historycznej misji Rosji, która w przeszłości i dziś musi się bronić. W połączeniu z praktycznymi ćwiczeniami choćby z obsługi broni czy walki wręcz, które zaczynają się już na wczesnych etapach szkolnych, stanowi to miks wybuchowy, który będzie rzutował na przyszłe podejście rosyjskiego społeczeństwa do Zachodu. Ćwiczenia i indoktrynacja czasu przedszkolno-szkolnego, uzupełniona wszechobecną propagandą nienawiści, ma zbudować na lata społeczeństwo przekonane o potrzebie ratowania Rosji, poświęcenia się dla wielkich idei i zawierzenia elitom państwowym, które muszą ratować kraj przed wrogami.
Widoczny dziś bardzo mocno przekaz stanowić będzie zagrożenia dla NATO, w szczególności krajów członkowskich z Europy Środkowej, na lata. Buduje bowiem w kolejnych pokoleniach nie tylko akceptację, ale wręcz oczekiwanie, by Rosja była wielka i rzuciła świat na kolana. Dlatego do dziś duża część społeczeństwa popiera wojnę przeciwko Ukrainie, a większość nie widzi miejsca na inną politykę Rosji niż imperialna. Przejawem zmian społecznych jest również wciąż duża popularność armii w rosyjskim społeczeństwie. Dla ludzi żyjących na rosyjskiej prowincji nawet służba na froncie jest wizją kuszącą – nie tylko finansowo – wobec braku alternatyw. Także dlatego, że jest szansą na włączenie się w „wielką dziejową misję”, o znaczeniu której zwykły Rosjanin jest informowany niemal na co dzień. Działania struktur propagandowych w Rosji oraz decyzja, by jeszcze mocniej odciąć się informacyjnie od świata, przynosi więc fatalne i realne skutki. Rosjanie stają się społeczeństwem barbarzyńskim, które popiera wojnę jako metodę działań politycznych i oczekuje wręcz od elit agresji wobec świata. Sprytnie podsycana nostalgia wobec historii „wielkiej wojny ojczyźnianej”, nadbudowa metafizyczna, działania rosyjskiej Cerkwi prawosławnej – kuszą rosyjskie społeczeństwo i sprawiają, że za naszymi granicami rośnie zagrożenie o charakterze krytycznym.
O tym, że Rosja się zmienia, a agresja staje się nie tylko sednem polityki, ale i głównym wątkiem formowania nowego rosyjskiego społeczeństwa mówimy na Zachodzie zbyt rzadko. Na stronach Fundacji Instytut Bezpieczeństwa Narodowego omawialiśmy ten problem już kilkakrotnie. Ale zagrożenia są bagatelizowane. Tymczasem można mieć obawy, że dotychczasowe działania wojenne Rosji przeciwko Ukrainie, które ewidentnie mają charakter początku długofalowej agresji na arenie międzynarodowej, doprowadziły do poważnych zmian społecznych w Rosji. I na trwałe ugruntowały nowe mechanizmy psychologicznego i refleksyjnego zarządzania. Mówił o tym Aleksander Dugin w jednym z ostatnich swoich wystąpień. Jego słowa przytacza ppłk. Maciej Korowaj analizujący na bieżąco sytuację w Rosji. Dugin wskazał w swoim radiowym komentarzu, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie pozwoliła „osiągnąć znaczną część celów wewnętrznych Rosji”. – Właściwie rozpoczęliśmy proces odbudowy (podczas wojny z Ukrainą)….Wróciliśmy do siebie… Znaczna część wewnętrznych celów specjalnej operacji wojskowej (propagandowa nazwa pełnoskalowej wojny – red) została osiągnięta. To już Rosja, która postrzega siebie jako niezależne państwo-cywilizację, zupełnie inne społeczeństwo niż Zachód….To, co wydarzyło się w naszym społeczeństwie, jest zwycięstwem, z którego możemy być dumni… To wydarzenie historyczne, całe nasze społeczeństwo zmienia się we właściwym kierunku – tłumaczył Dugin.
Te słowa na pewno w części mają charakter tuszowania faktu, że wojna nie poszła po myśli Kremla, czy też częściowego rozgoryczenia, że Ukraina nie została jeszcze pokonana. Jednak inne, opisane powyżej czynniki, wskazują, że Dugin może mieć rację – Rosja wykorzystała czas wojny do formatowania społeczeństwa wyizolowanego przesiąkniętego ideologią agresji wymierzonej w Zachód. Jeśli proces, o którym mówił Dugin, się dokonał, jeśli Rosja zbudowała nowe społeczeństwo – nasza sytuacja jest bardzo niepokojąca. Widzimy bowiem narastającą agresję Rosji, widzimy państwo budujące siłę militarną, wzmacniające potencjał działań agresywnych wobec innych, państwo prowadzące pełnoskalową wojnę przeciwko Ukrainie, ale również wojnę wywiadowczą przeciwko NATO. Jednocześnie Rosja formatuje społeczeństwo, które – nawet godząc się na rolę mięsa armatniego, będzie oczekiwało realizowania agresywnej agendy przeciwko Zachodowi. Zdaje się, że dziś Zachód kwestie społecznej przemiany w Rosji bagatelizuje. A będą one miały skutki bardzo niebezpieczne. Rośnie społeczeństwo barbarzyńców, którzy będą czekać na rozkaz swojego przywódcy. A może nawet go wymuszać…
Jaka powinna być nasza odpowiedź w związku ze zmianami społecznymi i państwowymi w Rosji? Dalsze sankcje, wzmacnianie własnego potencjału militarnego, rozbudowa potencjału odstraszania i zerwanie z mrzonkami o resecie z Rosją. Zachód powinien mocniej naciskać na Rosję gospodarczo i politycznie, odciąć raz na zawsze współpracę energetyczną z Rosją i przestać finansować wojenny budżet w jakimkolwiek stopniu. Kraje NATO muszą pokazać siłę i determinację do walki o własne interesy. Silnych, świadomych i zjednoczonych w walce o własne bezpieczeństwo Rosja nie będzie atakować. Zachód musi wreszcie zrozumieć, że Rosja stała się krajem o wrogich zamiarach, które zamierza wcielać w życie. Indoktrynacja społeczna to jeden z elementów rosnącego zagrożenia.
Stanisław Żaryn
WIĘCEJ NA TEN TEMAT

-
Walka z Trumpem przesłania realną ocenę
Jedno z pytań zadanych przez polskiego dziennikarza w czasie niedawnego spotkania Prezydenta Polski Karola Nawrockiego z Prezydentem USA Donaldem Trumpem wywołało reakcję gospodarza i miało spory oddźwięk w polskich mediach społecznościowych. Może być ono symbolem tego, że ludzie piszący o polityce międzynarodowej i przybliżający te zagadnienia Polakom zupełnie nie potrafią czytać sytuacji międzynarodowej ani wyciągać wniosków. Sytuacja jest niepokojąca bowiem chodzi o sprawy, które mają realne przełożenie na politykę bezpieczeństwa, w tym bezpieczeństwo Polski.

Pytanie Trumpa dlaczego nie zrobił niczego wobec działań Putina, choć jednocześnie przyznaje, że się nim „rozczarował”, jest na tyle oderwane od rzeczywistości, że wręcz kompromitujące dla zadającego je dziennikarza. Takie pytanie może zadać jedynie ktoś zacietrzewiony albo kompletnie nie potrafiący czytać gry i wydarzeń na arenie międzynarodowej. Donald Trump wprowadził nowe porządki w działaniach USA – dużą ofensywność, jeśli chodzi o interesy ekonomiczne Stanów, nowe podejście do zwalczania zagrożeń wewnętrznych, w tym masowe deportacje, uszczelnianie granicy z Meksykiem, a ostatnio dał zielone światło, by Stany użyły militarnych środków bojowych przeciwko przemytnikom narkotyków – zostali zaatakowani, gdy płynęli łodzią w stronę Stanów Zjednoczonych. Ten rodzaj brutalności politycznej jest oczywistym sygnałem o znacznie bardziej ofensywnych działaniach podejmowanych przez USA niż do tej pory. Ma to przełożenie na zmianę symboliczną – Prezydent rozważa zmianę nazwy kluczowego resortu na „Ministerstwo Wojny”.
Ma to swoje przełożenie również na działania stricte militarne. To właśnie Donald Trump przeprowadził niszczące ataki bojowe na Iran, co było sytuacją precedensową w stosunku do ostatnich lat. W tych atakach zniszczono dużą część infrastruktury nuklearnej Iranu oraz środki militarne. Należy zadać sobie także pytanie, czy przełom w działaniach strony ukraińskiej wynika z polityki nowego prezydenta? Wiemy, że nawet w okresie pełnoskalowej wojny administracja Joe Bidena miała zachowawcze podejście do działań agresywnych i ofensywnych podejmowanych przez Kijów. To realnie wpływało na ograniczanie możliwości ataków Ukrainy na rosyjskie cele. Dziś to wygląda zupełnie inaczej, co – należy zakładać – dzieje się przy akceptacji Amerykanów. Wydaje się to oczywiste. Wszystko wskazuje na to, że zmiana Prezydenta USA uwolniła ręce Ukraińcom, co pozwoliło zniszczyć wiele elementów infrastruktury energetycznej Rosji, przeprowadzić ataki na cele położone głęboko w Rosji – być może miało to swoje znaczenie dla słynnej już operacji „Pajęczyna”, dzięki której uszkodzono część strategicznego lotnictwa rosyjskiego. Ta realna zmiana sposobu działania Ukrainy, większa ofensywność i agresywność ataków nie wzięła się znikąd. Ktoś musiał dać na to przyzwolenie.
Faktem jest, że jednocześnie Donald Trump prowadzi rozmowy z Władimirem Putinem, które dają Rosji korzyści propagandowe. Rosja wychodzi z izolacji, wraca do gry i zyskuje możliwości rozgrywania Zachodu, wracając na salony. Niestety, to też realizacja polityki USA i Donalda Trumpa. Jednak jednocześnie Trump wykorzystuje narzędzia finansowe, by uderzyć w rosyjski budżet wojenny. Najlepszym tego przykładem jest decyzja o sankcjach w formie cła nałożonego na niektóre produkty z Indii. Wprost przywódca USA wskazał, że to rodzaj kary za kupowanie przez Indie ropy z Rosji, co skutkuje finansowaniem działań militarnych Kremla przeciwko Ukrainie. Większość ceł ma dla USA znaczenie wewnętrzne – chodzi o interesy gospodarcze Stanów. Jednak w przypadku Indii decyzja ma charakter strategiczny. Jest przykładem ograniczania pola manewru rosyjskiemu przemysłowi paliwowemu, co będzie miało realny wpływ na sytuację rosyjskiego budżetu.
Kilka dni po ogłoszeniu przez Donalda Trumpa deklaracji, że amerykańscy żołnierze nie będą wycofywani z Polski, media w USA publikują „nieoficjalne doniesienia” o możliwej redukcji tej obecności w innych państwach wschodniej flanki NATO. Sytuacja przywodzi na myśl, że możemy mieć do czynienia z typową wrzutką, której celem jest zmiana ciężaru dyskusji w tym wątku. Wiadomo, że w Ameryce trwają analizy dotyczące zaangażowania w Europie, w tym te dotykające geografii tej obecności. Jednak dla Polski – ten przekaz pojawia się kolejny raz – administracja amerykańska ma specjalną rolę. Obecność wojskowa USA u nas ma być rozwijana. Czekamy na szczegóły i konkretne decyzje operacyjne, ale dziś nie ma powodów do uznania, że Prezydent Trump kłamie w sprawie współpracy wojskowej z Polską. Od początku wysyłał sygnały, że jest zainteresowany wręcz rozwijaniem tego obszaru współdziałania.
Polityka amerykańskiego prezydenta jest bardziej złożona i prowadzona na różnych poziomach aktywności. Tymczasem Polakom próbuje się przedstawiać zacietrzewiony obraz Donalda Trumpa, który ma budzić poczucie zawodu i rozczarowania. Część przekazów nawet prowadzi do podważania gwarancji sojuszniczych, które rzekomo mają obecnie mniej ważyć. Takie tezy zawierają manipulacje, bazują na niechęci ideologiczno-politycznej wobec Prezydenta USA, a w niektórych przypadkach nawet pomagają rosyjskiej propagandzie w jej operacjach wobec NATO poprzez choćby podważanie gwarancji sojuszniczych Sojuszu. Istnieje obawa, że te zjawiska w polskich mediach będą się nasilać. Bowiem niechęć do Trumpa widoczna w części krajów Europy Zachodniej staje się coraz bardziej widoczna, a próby włączania rządu Tuska w antyTrumpowską fobię są oczywiste. Te działania będą miały wpływ na sposób prezentowania polityki prezydenta Trumpa. A już dziś w tych działaniach widać braki profesjonalnej wiedzy i umiejętności albo brak uczciwości intelektualnej. To warunki szkodliwe dla bezpieczeństwa informacyjnego Polski, bowiem zwiększa to podatność na manipulacje, również dotykające bezpieczeństwa narodowego. Rzetelna analiza faktów pokazuje, że polityka Trumpa jest znacznie bardziej złożona niż prezentuje się ją Polakom. Typowy przykład zarządzania emocjami społecznymi, które wpływa na percepcję polskiego społeczeństwa.
Stanisław Żaryn

-
Symbol kapitulacji wobec interesów Berlina
Po serii publikacji medialnych oraz zarzutach dotyczących łamania zasad, a nawet łamania prawa, prof. Krzysztof Ruchniewicz został odwołany z funkcji Dyrektora Instytutu Pileckiego. Niestety przez miesiące ten człowiek był utrzymywany na stanowisku, a kierowana przez niego instytucja degenerowana. Przymykanie oczu na działania Ruchniewicza to nie tylko działania szkodzące Polsce w obszarze polityki historycznej – to sygnał o strategicznej porażce i niemocy wobec interesów niemieckich. Dlatego ta sprawa jest tak niepokojąca.

Kontrowersje dotyczące Ruchniewicza wiążą się jeszcze z okresem, gdy stał on na czele Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego. Jak donosiły media, przeprowadzony w tej jednostce audyt wykazał skrajną niegospodarność, brak transparentności w zawieraniu umów, nieprawidłowości w rejestracji dokumentów finansowych oraz potencjalny konflikt interesów. Jeden z przykładów – założone przez samego Ruchniewicza Europejskie Stowarzyszenie Badań Niemcoznawczych miało wystawić kierowanemu przez niego Centrum im. Willy’ego Brandta faktury na 748 tys. zł.
Po objęciu władzy przez rząd Donalda Tuska, prof. Ruchniewiczowi powierzono w 2024 r. dwa stanowiska – dyrektora Instytutu Pileckiego oraz pełnomocnika MSZ do spraw współpracy polsko-niemieckiej. Z tej drugiej funkcji został niedawno odwołany w atmosferze skandalu, gdy wyszło na jaw, że zamierzał zorganizować seminarium badawcze poświęcone zwrotowi przez Polskę dóbr kultury innym państwom, w tym Niemcom. Sprawa odbiła się bardzo szerokim echem, co zmusiło MSZ do wycofania się z nominacji dla Ruchniewicza – jego stanowisko zostało zlikwidowane. Niestety w Instytucie Pileckiego sam Ruchniewicza nadal trwał, niszcząc dorobek i wizerunek tej instytucji. Został odwołany dopiero, gdy wyszło na jaw, że wykonał serię represji wobec sygnalistki, która przekazała do resortu kultury sygnały o nieprawidłowościach w zarządzani jednostką publiczną. To przelało czarę goryczy, a Ruchniewicz kolejnego skandalu tym razem nie przetrwał.
Niestety za tą sprawą kryją się jednak poważniejsze problemy – Krzysztof Ruchniewicz wielokrotnie w mediach prezentował niemiecki punkt widzenia. Prowadził nawet działania, które były wprost szkodliwe dla interesów RP. W jednym z wywiadów Ruchniewicz mówiąc o reparacjach dla Polski powtarzał wprost stanowisko kanclerza Niemiec Friedricha Merza, według którego kwestia reparacji dla Polski z prawnego punktu widzenia jest zamknięta. W jednym z wywiadów Ruchniewicz doradzał nawet Niemcom, jak powinni rozwiązać ten problem w relacjach z Polakami, odwołując się do psychologii. „Długoterminowe inwestycje w bezpieczeństwo Polski i Niemiec – mam na myśli energetykę i wojsko – składają się na dużą sumę, której potrzebujemy psychologicznie. Tylko duża suma pieniędzy jest w stanie przekonać społeczeństwo z obu stron, że kwestia reparacji i odszkodowań, ponad 80 lat po zakończeniu wojny, została ostatecznie rozwiązana” – dowodził. Jak dodawał, w polskiej świadomości wciąż obecna jest suma reparacji wyliczona przez PiS. „To, czego potrzebujemy, to nie tylko rozwiązanie starych konfliktów, ale także nowa narracja” – stwierdził Ruchniewicz. Jednocześnie polski urzędnik winą za “pogorszenie relacji z Niemcami” w okresie rządów D. Tuska obarczył PiS. W ocenie Ruchniewicza, kwestia reparacji i odszkodowań została tak mocno rozdmuchana przez poprzedni rząd, że obecne władze nie mogą z niej wprost rezygnować. Słowem, kwestia reparacji została przez Ruchniewicza przedstawiona jako pułapka na obecne władze. Jednoznacznie w rozmowach z niemieckimi mediami wyrażał on antypaństwowe poglądy przekonując, że Polska za poprzedniego rządu wywołała kryzys relacji z Niemcami, co rzutować miało nawet na stosunki między Premierem Tuskiem i kolejnymi niemieckimi kanclerzami.
Powołanie i utrzymywanie prof. Ruchniewicza na stanowiskach kluczowych dla relacji polsko-niemieckich stanowi poważne zagrożenie dla interesów RP. Instytut Pileckiego w sposób naturalny skoncentrowany jest na działaniach sprzecznych z interesami Niemiec. Taka jest biografia patrona tej ważnej instytucji. Historia Pileckiego przypomina niemieckie bestialstwo, o którym dzisiejsze Niemcy tak często próbują zapomnieć. Instytut Pileckiego dla Niemiec zawsze będzie w jakimś zakresie niewygodny. Jednocześnie Ruchniewicz, jako pełnomocnik MSZ ds. współpracy polsko-niemieckiej, musi mocno stawiać oczekiwania i postulaty Polski w zakresie współdziałania z RFN. Urzędnik państwowy działający na styku polsko-niemieckim nie może działać, myśleć i mówić jak lobbysta spraw niemieckich, nie może prezentować w mediach niemieckiej perspektywy wprost wymierzonej w polskie interesy. To sprzeczne z zadaniami, jakie państwo polskie stawia temu człowiekowi. To rodzaj zdrady racji stanu.
Niestety tak właśnie działał przez szereg miesięcy Ruchniewicz. W sytuacji dbałości polskiego rządu o interesy narodowe, taka osoba powinna zostać już dawno odwołania. Jeśli pojawia się cień wątpliwości, że działania funkcjonariusza publicznego RP nie są zbieżne z interesami Polski, ktoś taki natychmiast powinien zostać zdymisjonowany. Dlaczego nie został? Trudno spekulować Jednak w tej sprawie ważniejsze wydaje się co innego. Sprawa Ruchniewicza może być bowiem symbolicznym podsumowaniem działań rządu Donalda Tuska na forum międzynarodowym. W obszarze polityki pamięci rząd postawił na człowieka, który publicznie prezentuje niemiecki punkt widzenia. Jeśli tak, to jasny symbol, że Polska pod rządami Tuska nie jest w stanie walczyć o swoje interesy sprzeczne z interesami Niemiec. Jeśli taka osoba, jak Ruchniewicz była na froncie relacji z RFN to dowód braku zdolności władz Polski do asertywnej postawy w relacjach z Niemcami, a także proniemiecką Unią Europejską. Inne działania rządu – choćby kapitulacja ws. umowy UE-Mercosur – potwierdzają to, o czym piszę. Polski rząd nie jest w stanie działać dziś w sposób odważny i stanowczy wobec partnerów w Berlinie. To realny problem, który kryje się za sprawą Ruchniewicza. Niestety jego zwolnienie – wymuszone na rządzących – nie zwiastuje zmiany paradygmatów polskiej polityki wobec Niemiec. Tu zachodzą dużo poważniejsze uwikłania i zobowiązania.
Marcin Lidka


Instytut Bezpieczeństwa Narodowego
Numer KRS: 0001117730
NIP: 1182288207
REGON: 52923234700000
Adres: Aleja Zjednoczenia 50/U1
01-801 Warszawa
e-mail: sekretariat@fibn.pl


