-
Cyberatak na energetykę większy niż zakładano
O cyberataku na sektor energetyczny w Polsce pisaliśmy na początku tego roku. Było to bezprecedensowe działanie wymierzone w bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju, które miało na celu doprowadzić do blackoutów oraz istotnych przerw w dostawach prądu. Już dziś wiemy, że atak z 29 grudnia 2025 roku był większy niż początkowo zakładano i mógł pozbawić ciepła dodatkowo 50 tys. mieszkańców.

W ostatnich dniach CERT Polska opublikował „Uzupełnienie raportu z incydentu w sektorze energii 29 grudnia 2025”, który omawia incydent bezpieczeństwa wymierzony w jedną z mniejszych elektrociepłowni w Polsce, która dostarcza ciepło dla 50 tys. mieszkańców. Cyberatak miał na tyle niestandardowy charakter, że początkowo sama elektrociepłownia zakładała po prostu „błąd” jednego z podwykonawców, ale sprawę zgłosiła do CERT i wtedy też incydent ten – w związku z zbieżnością dat – powiązano z cyberatakami na farmy wiatrowe, elektrociepłownie i podmiot z sektora produkcyjnego. Mimo iż atak miał zupełnie innych przebieg okazuje się, że był elementem tego samego szeroko zaplanowanego cyberataku na polską infrastrukturę krytyczną.
Przypomnijmy, 29 grudnia 2025 roku dokonano skoordynowanego cyberataku na polską infrastrukturę energetyczną. Incydent ten składał się z wielu równoległych działań przeciw różnym elementom systemu krytycznego. „Cyberoperacja” dotknęła: ponad 30 farm wiatrowych i fotowoltaicznych, elektrociepłownię dostarczającą ciepło dla prawie pół miliona odbiorców w Polsce oraz spółkę prywatną z sektora produkcyjnego. Atakujący na długo przed atakiem działali w sieciach energetycznych, uzyskując dostęp do kont uprzywilejowanych. Uzyskane w toku analizy dane techniczne pozwalają wiązać atak z działaniami prowadzonymi przez klastry aktywności znane pod nazwami: Static Tundra, Berserk Bear, Ghost Blizzard oraz Dragonfly.
Dziś wiemy, że atakiem została objęta także inna elektrociepłownia. W raporcie opublikowanym przez CERT czytamy: „W wyniku ataku doszło do zatrzymania turbiny parowej oraz stacji uzdatniania wody do celów technicznych, co doprowadziło do przerwania procesu kogeneracji. Dzięki szybkiej reakcji obsługi elektrociepłowni incydent spowodował jedynie krótkotrwały przestój instalacji i nie doprowadził do przerw w dostawach ciepła do odbiorców.”
Jak zatem wyglądał schemat działań cyberprzestępców w tym przypadku? Ustalono, że urządzeniem, z którego atakujący prowadził działania – był sterownik WAGO PFC200 z wbudowanym modemem komórkowym. „Od 18 grudnia 2025 roku atakujący kilkukrotnie skanował sieć prywatnego APN w poszukiwaniu usług VNC oraz HTTP, a także protokołów przemysłowych S7 i Modbus. Jednym z urządzeń, które atakujący odnalazł w sieci prywatnego APN, był wspomniany wcześniej sterownik WAGO PFC200. Sterownik ten posiadał panel administracyjny WWW udostępniony na interfejsie WAN – dostępnym z sieci APN – i wykorzystywał domyślne poświadczenia dla konta „admin”. (…) Atakujący w pierwszej kolejności korzystał z panelu WWW, a w dalszej kolejności z protokołu SSH – prawdopodobnie usługa ta została włączona z wykorzystaniem panelu webowego. Na podstawie przebiegów czasowych posiadanych logów z sieci APN oraz z sieci lokalnej elektrociepłowni stwierdzamy, że atakujący najprawdopodobniej wykorzystywał tunelowanie SSH w celu uzyskania dostępu do sieci OT elektrociepłowni” – wynika ze śledztwa przeprowadzonego przez CERT. Tymczasem, w dniu 29 grudnia 2025 roku atakujący wykorzystał zdobyte wcześniej dostępy oraz wiedzę posiadaną z rozpoznania do zakłócenia działania sterowników PLC oraz innych urządzeń przemysłowych.
Co istotne – jak wskazuje CERT – działania naprawcze prowadzone przez zaatakowany podmiot rozpoczęły się jeszcze, gdy atakujący był obecny w sieci.
Jak wynika z opublikowanego uzupełnienia raportu, pracownicy elektrociepłowni zauważyli że sterowniki zostały przełączone w tryb STOP i zabezpieczone hasłem, które uniemożliwiało zmianę ich trybu pracy oraz modyfikację oprogramowania. „W ramach czynności mających na celu przywrócenie sprawności obsługa przywróciła urządzenia do stanu fabrycznego i wgrała posiadane kopie oprogramowania. To działanie pozwoliło na skrócenie czasu awarii, ale doprowadziło również do usunięcia logów ze sterowników” – czytamy.
To jednak nie koniec, gdyż atakujący dokonał również zmian konfiguracyjnych na siedmiu serwerach portów szeregowych oraz trzech przełącznikach sieciowych firmy Moxa (podobnie jak w obiektach OZE).
CERT Polska w omówieniu incydentu szczegółowo informuje o przebiegu, charakterze, działaniach zaradczych i skutkach wywołanych przez podmioty atakujące. W raporcie znalazły się także rekomendacje dla podmiotów korzystającym z rozwiązań opartych na prywatnym APN. Stwierdzono także, że opisane zdarzenie z wykorzystaniem dostępu do sieci OT za pomocą prywatnego APN było pierwszym tego typu przypadkiem zaobserwowanym podczas rzeczywistego ataku. Tymczasem błędna konfiguracja, która stała się „oknem” dla atakującego jest często spotykaną konfiguracją w Polsce oraz jest to również powszechnie stosowana konfiguracja w innych krajach na świecie.
A zatem podsumowując należy podkreślić, że koniecznym jest wzmocnienie ochrony infrastruktury krytycznej oraz wprowadzenie obowiązkowych standardów cyberbezpieczeństwa dla sektora energii. Oprócz działań technicznych ważne jest odstraszanie to znaczy międzynarodowa współpraca, przypisywanie ataków sprawcom i stosowanie sankcji wobec grup powiązanych z państwami.
Patrycja Bryt

-
Obowiązkowa służba – konieczność czy fanaberia?
Temat obowiązkowej służby wojskowej w Polsce wraca co jakiś czas w polskiej debacie publicznej. Jednak wciąż trudno uznać, że jest traktowany poważnie. Tymczasem ostatni sondaż opinii publicznej wskazuje na realną potrzebę dyskusji i przekonywania do tego pomysłu. Według najnowszego badania przeciwko przywróceniu obowiązkowej służby wojskowej jest aż 51,1proc. badanych. To bardzo niepokojące dane biorąc pod uwagę naszą sytuację międzynarodową i geopolitykę.

Temat powrócił w najnowszym sondażu IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej” w którym zadano pytanie: czy Pani(a) zdaniem powinna zostać przywrócona obowiązkowa służba wojskowa ze względu na obecną sytuację międzynarodową? W odpowiedzi czytamy, że przeciwko przywróceniu zasadniczej służby wojskowej jest 51,1 proc. badanych, za – 37,7 proc., a nie ma zdania 11,2 proc. Jedynie co trzeci Polak jest skłonny zgodzić się na przywrócenie poboru wojskowego i to pomimo że w pytaniu powiązano tę decyzję z pogarszającą się sytuacją międzynarodową Polski.
W komentarzu do badania podkreślono, że „najczęściej sprzeciwiają się poborowi kobiety (54 proc.), trzydziestolatkowie (65 proc.), niemal w równym stopniu mieszkańcy dużych miast (59 proc.), jak i małych miejscowości (58 proc.), osoby z wyższym wykształceniem (60 proc.)”. Optymistyczne jednak jest to, że sondaż pokazał dość wysoki poziom akceptacji ws. udziału w szkoleniach wojskowych organizowanych dla kobiet i mężczyzn. „Za” wprowadzeniem obowiązkowych szkoleń wojskowych dla kobiet i mężczyzn jest aż 76,6 proc. badanych, przeciwko 17,6 proc., a nie ma zdania 5,8 proc. badanych – wskazuje badanie sondażowe. Jak wskazuje „Rz”, Polska ma obecnie 216 tys. żołnierzy (w tym 155 tys. zawodowych). „To oczywiście zbyt mało na wypadek agresji Rosji. Służba wojskowa w Polsce oparta jest teraz – w przeciwieństwie do Ukrainy, Rosji, a także krajów bałtyckich – na ochotnikach” – wymienia dziennik.
Informacje o sondażu warto byłoby wykorzystać jako pretekst do powrotu do rozmów o armii poborowej oraz większych obowiązkach na rzecz bezpieczeństwa Polski. W Polsce temat uchodzi za problematyczny, a przez lata był wręcz tabu. I to pomimo narastającego napięcia w Europie Środkowej i Wschodniej odczuwającej presję ze strony Rosji. Tymczasem w wielu krajach naszego regionu albo w ogóle nie zrezygnowano z poboru, albo został on przywrócony. Estonia nigdy nie zawiesiła obowiązkowej służby wojskowej. Z kolei, Litwa i Łotwa przywróciły powszechny pobór wojskowy, kolejno w 2015 roku i 2023 roku. Kraje skandynawskie – Norwegia, Szwecja – mają system, który można nazwać obowiązkową służbą wojskową, choć w rzeczywistości pobór jest selektywny i armia powołuje tylko ułamek rocznika czyli ochotników o najwyższych kwalifikacjach. W obu krajach obowiązek dotyczy zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Dania także ma obowiązkową służbę wojskową dla kobiet i mężczyzn i choć służba wojskowa jest w świetle przepisów powszechna, to de facto dobrowolna i pierwszeństwo mają zgłaszający się do niej ochotnicy. Jeśli brakuje ochotników, o tym, kto ostatecznie trafi do jednostki, decyduje system losowania. Z kolei Finlandia nigdy nie zniosła obowiązkowej służby wojskowej i utrzymała skoncentrowaną na obronie własnego terytorium armię poborową. Finlandia, ze względu na swoje położenie geograficzne i historię, rozwinęła silną odpowiedzialność społeczną za obronę swojego terytorium. Niespełna 6 milionowy kraj dysponuje gigantyczną rezerwą mobilizacyjną liczącą blisko 900 tysięcy obywateli. Ten fiński fenomen na skalę europejską jeśli chodzi pobór wojskowy wynika z ogromnego poparcia społecznego oraz traktowania służby wojskowej jako elementu tradycji oraz wychowania obywatelskiego.
Zarówno Finlandia jak i kraje skandynawskie, a także kraje bałtyckie są dowodem, że nowoczesna armia z poboru nie musi oznaczać przymusowego i masowego wcielania do wojska wszystkich obywateli, lecz precyzyjny dobór najlepiej przygotowanych kandydatów i kandydatek oraz ochotników, których we wszystkich ww. krajach nie brakuje. Wszystkie te państwa rozwinęły w swoich społeczeństwach wysoki stopień odpowiedzialności za własny kraj. Obowiązkowa służba wojska ma więc podwójne znaczenie – zapewnia państwu kolejne roczniki silnie wyszkolonych poborowych, a więc i rezerwy na wypadek wojny, ale także kształtuje w obywatelach poczucie odpowiedzialności i powinności wobec państwa na wypadek kryzysu bezpieczeństwa.
W Polsce powszechny pobór wojskowy został zawieszony w 2008 roku i od tamtego momentu dramatycznie spadła liczba przeszkolonych rezerwistów zdolnych do natychmiastowej mobilizacji. Istnieje już duża luka pokoleniowa wśród tych, którzy mieli jakikolwiek kontrakt z armią. Państwo zidentyfikowało już jakiś czas temu tę lukę, ale nie podjęło potrzebnej acz trudnej decyzji o powrocie poboru. Rozwijamy zamiast tego system dobrowolnych szkoleń oraz przyciągamy ludzi do Wojsk Obrony Terytorialnej. Jednak to nie może zastąpić w pełni procesu poboru, który daje państwu lepszą kontrolę i metody zarządzania szkoleniami wojskowymi, by proces ten zapewniał państwu potrzebne zasoby.
Warto więc wskazać na potrzebę rozmowy, przekonywania i działania na rzecz poboru. To nie tylko zapewnienie państwu większego potencjału obronnego, szansa na edukację i kształtowanie postaw obywatelskich, ale też jasny sygnał do naszych potencjalnych wrogów. Decyzja o powrocie armii poborowej miałaby znaczenie dla polityki odstraszania. Powszechny pobór to sygnał wysokich kosztów potencjalnej agresji i okupacji. Powszechne przymusowe szkolenia zapewniają, że każdy przeszkolony ma umiejętności walki, obsługi broni, techniki czynnego oporu, co agresor zawsze bierze pod uwagę. Powrót do tematu obowiązkowej służby wojskowej w Polsce wydaje się więc koniecznością, a wynik najnowszego sondażu udowadnia, że już należy uruchomić kampanię informacyjną na temat skali zagrożeń dla Polski i tłumaczyć, dlaczego armia poborowa w dzisiejszych czasach jest nam potrzebna.
Patrycja Bryt

-
Kadrowe roszady ze skazą
Kolejne nominacje kadrowe dotyczące służb mundurowych budzą poważne wątpliwości. SOP znów w zawieszeniu z nowym p.o. Komendantem, Szef cyberpolicji bez doświadczenia w ściganiu cyberprzestępczości, wiceszef CBA bez związków ze ściganiem korupcji i nowy budzący kontrowersję Komendant CBŚP.

Minister Kierwiński wyznaczył nowego p.o. Komendanta SOP. Służba, kluczowa dla ochrony najważniejszych osób w państwie, wciąż tkwi w chaosie, wywołanym odsunięciem od obowiązków gen. Jaworskiego. Od jesieni 2025 roku realnie nie kieruje on Służbą, a SOP pogrąża się w destabilizacji. Rząd nie jest bowiem w stanie (pytanie czy próbował) powołać nowego Komendanta bez zgody Prezydenta RP, w związku z czym Służba ma kolejnego już p.o. Szefa. Sytuacja budzi wątpliwości i stwarza wrażenie niestabilności jednostki. Już na początku tego roku w specjalnym liście do Szefa MSWiA większość ówczesnych Dyrektorów apelowała o przywrócenie gen. Jaworskiego i ustabilizowanie sytuacji w SOP. Do dziś nic takiego nie ma miejsca, a stan niepewności i niestabilności jest przedłużany ze szkodą dla systemu bezpieczeństwa RP. To jednak jedynie element szerszego problemu z kadrami w obszarze służb mundurowych i specjalnych.
Kilka tygodni temu, ówczesny Szef CBŚP Cezary Luba został Zastępcą Szefa CBA. Nowy wiceszef Biura Antykorupcyjnego nie ma żadnego doświadczenia w zwalczaniu korupcji, a jego służba związana była przez lata z zagranicznymi misjami i współpracą międzynarodową. Do CBA Luba przychodzi z funkcji Komendanta CBŚP, którym został – jak wielu uważa – na wyrost. Nominacja w strukturach Policji była ponad kompetencję Luby, ale jak się zdaje najważniejszym dla jego odejścia było to, że nie był powiązany z Komendantem Głównym Policji Markiem Boroniem. Ten był zainteresowany wypchnięciem Luby z Policji, żeby powołać nowego Szefa CBŚP. Sam Luba nie zasłyną w CBŚP niczym szczególnym, brakowało mu doświadczenia i merytorycznego i w zarządzaniu tak dużą jednostką. W CBA też zapewne nie wniesie niczego nowego, bowiem nigdy nie zajmował się walką z łapownictwem czy przestępstwami gospodarczymi.
Powołanie Luby do CBA uruchomiło oczywistą potrzebę powołania nowego Szefa CBŚP. Postawiono na Kamila Borkowskiego. I znów mamy do czynienia z poważnymi wątpliwościami. Borkowski był do niedawna Komendantem Wojewódzkim w Białymstoku, na to stanowisko został powołany w chwili powrotu do służby po ponad 3-letnim okresie emerytury (od 2020). Jak wynika z doniesień medialnych, zastosowano w tym przypadku sztuczkę prawną, która budzi wątpliwości dot. legalności. W przypadku powrotu z emerytury do służby po tak długim czasie Ustawa o Policji wymusza przejście częściowego procesu naboru, więc żeby to ominąć… unieważniono decyzję z 2020 roku. Dzięki zastosowaniu kpa udało się przywrócić Kamila Borkowskiego do służby w Policji (ciekawe jak wyglądało wyrównanie pensji i zwrot emerytury), po którym objął on stanowisko w Białymstoku. Już to powołanie budzi więc kontrowersje dotyczące zastosowanej procedury (nota bene podobne wątpliwości wzbudza powołanie do KGP Tomasza Michułki – również emeryta ściągniętego na Zastępcę KGP). Kpa wskazuje na przesłanki, które muszą zaistnieć, by decyzja mogła zostać unieważniona. Wydaje się, że w tym przypadku one nie zachodzą. A dodatkowo, Ustawa o Policji jasno opisuje procedurę powrotu do służby emeryta. I to ta procedura, a nie kpa, powinna być zastosowana. Ona jednak stawia ograniczenia i wymagania… więc wybrano łatwiejszą drogę. Nominacja Borkowskiego ma jednak jeszcze inny wymiar – znacznie poważniejszy. Borkowski do 2020 roku pełnił kierownicze funkcje w Komendzie Mazowieckiej w Radomiu. To jemu podlegała jednostka, w której doszło do nieprawidłowości w zarządzaniu… funduszem operacyjnym. Jak pisały media, z tajnego funduszu zniknęło wtedy ponad 250 tysięcy złotych. Tajny fundusz policyjny jak uznała prokuratura był wykorzystywany niezgodnie z przeznaczeniem – w tej sprawie kilku funkcjonariuszy usłyszało zarzuty. Borkowski nie był zamieszany bezpośrednio w te działania (według medialnych doniesień sam po fakcie miał założyć zawiadomienie), ale sprawa rzuciła cień na niego jako nadzorującego jednostkę, w której dochodziło do patologii. Cała sprawa rzutowała na ocenę działań Kamila Borkowskiego jako nadzorującego pion, w którym doszło do nadużyć. Nominacja Kamila Borkowskiego do CBŚP budzi więc wątpliwości w zakresie legalności jego powrotu do Policji a także w zakresie możliwości sprawowania przez niego funkcji kierowniczej i nadzorczej w tak ważnym Biurze jakim jest CBŚP. Wydaje się, że jego obsadzenie w tej roli wpłynąć może niekorzystnie na funkcjonowanie elitarnego biura. Sam Borkowski jest kojarzony ze środowiskiem Marka Boronia, czyli Komendanta Głównego, który wywodzi się z CBŚP. Wydaje się więc, że ta znajomość może przeważać nad merytorycznymi wątpliwościami…
Podobne odczucia można mieć przy ocenie powołania w CBZC – elitarnej jednostki Policji, która ściga dziś cyberprzestępczość. Biurem kierował gen. Adam Cieślak, który stworzył specjalistyczną jednostkę o dużej renomie. Jednak, znów – nie był akceptowany ani dla obecnego rządu, ani dla Komendanta Głównego. Od dawna mówiło się o próbach jego odwołania. Ostatecznie do tego doszło, a miejsce Cieślaka zajął mł. insp. Wojciech Olszowy. To kolejny policyjny emeryt ściągnięty do służby – najpierw do Komendy Głównej, a potem do CBZC. Olszowy to doświadczony funkcjonariusz – wskazuje Policja, ale problem w tym, że nigdy nie pracował w pionach związanych z cyberprzestęczością. Służył w pionach kryminalnych, zajmował się przestępczością ekonomiczną, ale obszar cyber był poza jego zadaniami. Teraz kieruje najważniejszą jednostką cyber w Policji. Jak się zdaje również z uwagi na środowiskowe powiązania, a nie merytoryczne przygotowanie do pracy.
Wskazane działania prowadzone pod parasolem MSWiA wskazują na umacnianie się Komendanta Głównego Policji, który swoich nominatów wprowadza na kolejne kluczowe stanowiska w ważnych jednostkach policyjnych. I to pomimo wątpliwości w zakresie przygotowania, statusu funkcjonariuszy oraz pytań o sytuacje z przeszłości. Służby są dziś obiektem gier, a karuzela kadrowa wskazuje, że nie mamy do czynienia z umacnianiem, ale osłabianiem kluczowych struktur dla bezpieczeństwa wewnętrznego RP.
Stanisław Żaryn

-
Błąd taktyczny czy brak potencjału?
ABW zidentyfikowała obywateli Ukrainy oraz Białorusi, którzy mieli realizować zadania na rzecz rosyjskiego wywiadu. Opis dowodzi, że ich działania wpisują się w wojnę wywiadowczą prowadzoną przy pomocy środków aktywnych. Jak informuje ABW, zatrzymani „posiadali powiązania w Rosji i Białorusi”, a od „jesieni 2025 r. rekrutowali i opłacali uczestników demonstracji organizowanych wśród ukraińskich uchodźców przebywających w Polsce”. Agencja zidentyfikowała, że uczestnicy protestów „otrzymywali wynagrodzenie za udział, a środki na ten cel pochodziły z Federacji Rosyjskiej”. Polski kontrwywiad wskazuje, że „celem organizatorów było stopniowe wpływanie na środowisko ukraińskich uchodźców w Polsce i wykorzystywanie tej grupy do promowania haseł o charakterze politycznym”. W ramach działań zidentyfikowanych i opisanych przez ABW wykorzystywano nośne politycznie hasła mające związek z aktualną sytuacją na Ukrainie, w tym informacje o korupcji czy tematach istotnych dla wewnętrznej debaty politycznej.

Podobne modus operandi po raz pierwszy ABW zidentyfikowała jeszcze w 2023 roku. Informowaliśmy wtedy, że siatki szpiegowskie zakładane przez rosyjskie służby zajmowały się również działaniami propagandowymi wpływającymi na społeczne nastroje oraz percepcję sytuacji międzynarodowej. W ramach tych zadań na ulicach polskich miast malowano napisy o charakterze politycznym oraz zakładano strony internetowe czy kanały w mediach społecznościowych. Działania te koncentrowały się na budowaniu zakładanego przez Rosję przekazu politycznego – przeciwko ówczesnemu rządowi, NATO, Ukrainie, Prezydentowi RP. Wydaje się, że aktualne informacje o działaniach ABW dotyczą tego samego, rozpoznanego już wcześniej typu działań wywiadowczych.
Opisana działalność rosyjskiego wywiadu wprost została przez ABW zaklasyfikowana do metod walki wywiadowczej. Agencja pisze o działaniach poniżej „progu klasycznej agresji”. Trudno się z tym nie zgodzić. Sytuacja jest poważna, a działania opisane w komunikacie wprost wskazują na operację obcego wpływu realizowaną przez wywiad Rosji. Tym bardziej więc dziwi, że prokuratura nie zdecydowała się w tej sprawie postawić zarzutów. ABW i Straż Graniczna zatrzymały zidentyfikowane osoby, a potem doszło do ich wydalenia z Polski.
To decyzje budzące poważne wątpliwości. Nowelizacja art. 130 Kodeksu karnego z 2023 roku wprowadziła możliwość postawienia zarzutów za działania dezinformacyjne prowadzone na zlecenie i na rzecz obcego wywiadu. Grozi za to minimum 8 lat pozbawienia wolności. Sabotaż, dywersja i działania terrorystyczne zagrożone są karą od 10 lat pozbawienia wolności. W ramach uszczelniania systemu prawnego przyjęto również przepisy sankcjonujące działania wywiadowcze prowadzone w Polsce, które nie dotyczą bezpośrednio interesów RP. Wydaje się więc naturalne, że zidentyfikowana przez ABW siatka powinna usłyszeć zarzuty i zostać osądzona w Polsce. Wydalenie tych ludzi jest mniej drastyczną sankcją. I zapewne nie będzie działać odstraszająco ani na tych zidentyfikowanych już przez Agencję ludzi, ani na kolejnych, którzy działają lub będą działać w podobny sposób przeciwko Polsce.
Decyzje podejmowane w tym przypadku budzą poważne wątpliwości. Naturalnym sposobem działania w tym przypadku, zarówno prokuratury jak i ABW, powinno być zidentyfikowanie działań i wykonawców, ustalenie możliwie dużo okoliczności działań sprawców, a potem ich osądzenie. To pozwoliłoby na zgromadzenie wszechstronnej wiedzy potrzebnej do dalszych działań ochronnych wobec RP. Możliwości te zapewniłoby postawienie zatrzymanym zarzutów i osądzenie ich w Polsce. Proces dałby szanse na dodatkowe ustalenia. Wydalenia oznaczają utratę tych możliwości. Powstaje więc pytanie dlaczego się na to zdecydowano, skoro ABW jednoznacznie opisuje działania zatrzymanych jako element wojny wywiadowczej przeciwko Polsce? Powstaje sugestia, że materiał dowodowy w tej sprawie był wystarczający na wniosek o wydalenie, ale zbyt słaby na proces. Jeśli tak było, działania Agencji po raz kolejny sugerują, że Polska ma problem ze skutecznym neutralizowaniem zagrożeń ze strony obcych służb specjalnych. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą rządzący, który od grudnia 2023 roku konsekwentnie prowadzą politykę niszczącą potencjał polskich służb specjalnych – osłabiają morale funkcjonariuszy, potencjał technologiczny polskich służb, zasoby kadrowe, sprzętowe i nie zarządzają służbami w sposób profesjonalny. Miejmy nadzieję, że nastąpi wzmocnienie tego kluczowego dziś obszaru państwa.
Stanisław Żaryn

-
Tracimy technologię bezpieczeństwa
Ataki hybrydowe, które mają obecnie miejsce i destabilizują Polskę, to kolejne wyzwanie dla służb specjalnych oraz policyjnych, w którym krytycznym zasobem jest kwestia przewagi technologicznej nad sprawcami wrogich operacji. Niestety mści się na polskim potencjalne w tej sprawie sposób zarządzania służbami specjalnymi i policyjnymi. Twarzą tej skandalicznej postawy są twarze najważniejszych osób w rządzie, ale też posłów zasiadających w Komisji ds. Pegasusa.

To jedynie symboliczny przykład, ale jakże wymowny – w chwili, gdy polskie służby mierzą się z wyzwaniem i starają się namierzać sprawców ataków (rząd w tej sprawie obudził się po ponad 2 tygodniach) i mają neutralizować zagrożenia dla RP, Komisja ds. Pegasusa szykuje raport końcowy mający być zwieńczeniem działań opresyjnych wobec służb specjalnych za korzystanie z nowoczesnych technik wykrywania i neutralizowania zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa! W prokuraturze prowadzone są śledztwa mające na celu ukaranie tych, którzy stosowali legalne, zasądzone przez Sądy działania w ramach kontroli operacyjnej. Przez miesiące rządzący, w tym najważniejsze osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo RP, przekonywały publicznie, że tzw. Pegazus jest z gruntu nielegalny, a jego stosowanie – bez względu na zarządzenia wydane przez sądy – musi być traktowane jako poważne przestępstwo. Sytuacja jest kuriozalna i szkodliwa dla państwa. W momencie gdy możliwości zapewnienia Polsce bezpieczeństwa coraz częściej zależą od przewagi technologicznej (doświadczenia takie mają również inne państwa), Polska wciąż pogrąża się w politycznym spektaklu, który niszczy właśnie potencjał technologiczny służb RP.
Na pierwszy rzut oka sprawa może nie mieć wpływu na bieżące działania służb RP i poziom bezpieczeństwa, ale niestety ma. W służbach wytwarza się przekonanie, że lepiej zrobić mniej niż narażać się na (o)presję polityczną i represje w przyszłości. Co więcej, wprost w służbach od grudnia 2023 roku sygnalizuje się funkcjonariuszom, że sprawy mają być prowadzone wolno i bez pośpiechu, a służby zamieniają się w urzędy czynne jedynie w wyznaczonych godzinach. Polityczne wytyczne jeszcze mocniej wykrzywiają ten system, wikłając go w działaniach stricte partyjne. Koniec końców odbijać się to musi na efektywności polskiego państwa w zakresie bezpieczeństwa i zwalczania obcych zagrożeń. Szczególnie w dobie powszechnej wojny wywiadowczej, w której trzeba działać elastycznie, natychmiastowo i w inteligentny sposób dobierając dostępne, legalne narzędzia. Potencjał ludzki i technologiczny jest niestety obecnie niszczony, co dotyka m. in. najważniejszej służby, czyli ABW i odciska się na państwie polskim. W połączeniu z brakiem presji na wyniki i merytoryczne działania – skutkuje to poważnym osłabieniem naszych zdolności, co niestety dzieje się w momencie zwiększenia zagrożeń dla RP.
Za ten stan rzeczy odpowiada rząd Donalda Tuska, w tym minister Tomasz Siemoniak, minister Władysław Kosiniak-Kamysz oraz minister Marcin Kierwiński. Atmosfera obecna w rządzie sprzyja osłabianiu potencjału polskich służb specjalnych. Podobnie jest z drugą kluczową jednostką, która obecnie jest na froncie. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości (nota bene obecnie lepiej wyposażone niż polski kontrwywiad!) ma ogromną odpowiedzialność i powinno mieć wsparcie rządu. Zamiast tego nad CBZC wisi widmo… likwidacji. Rząd ogłosił jakiś czas temu plan rozmycia CBZC w nowej jednostce, która będzie zdominowana przez CBŚP. To już spowodowało poważny kryzys w służbie i sprawiło, że wielu funkcjonariuszy odeszło. Odwołano również Komendanta CBZC, gen. Adama Cieślaka, a dziś Biurem zarządza… wieloletni funkcjonariusz prewencji i oddziałów kryminalnych Wojciech Olszowy, który ze zwalczaniem cyberprzestępczości nie miał nigdy na poważnie do czynienia. Ściągnięto go z emerytury, wszystko na to wskazuje, do zrealizowania politycznych planów powołania nowej jednostki, tj. likwidacji CBZC jako odrębnej struktury. W wyniku sposobu zarządzania Policją mamy więc na czele najważniejszego elitarnego Biura człowieka, który nie nadaje się do pełnienia tej funkcji. A już na pewno nie w momencie bieżącej wojny w cyberprzestrzeni, która powinna być priorytetem dla Policji.
Powtarzam i będę powtarzał – w służbach jest wielu bardzo doświadczonych funkcjonariuszy, służby mają potencjał, by działać na rzecz bezpieczeństwa Polski i Polaków. Jednak ten rząd podejmuje od początku szereg decyzji, które osłabiają i destabilizują cały system bezpieczeństwa Polski. Przestrzegam od dawna przed skutkami tych działań. Bo one zawsze odbijają się na poziomie bezpieczeństwa naszej Ojczyzny i naszych rodakach. Przy tak zarządzanym systemie bezpieczeństwa jesteśmy skazani na poważny kryzys. Dziś widać, że dotyka on i będzie dotykać całe państwo.
Stanisław Żaryn


Instytut Bezpieczeństwa Narodowego
Numer KRS: 0001117730
NIP: 1182288207
REGON: 52923234700000
Adres: Aleja Zjednoczenia 50/U1
01-801 Warszawa
e-mail: sekretariat@fibn.pl


