• Wielowarstwowa operacja obronna na wczoraj!

    Od połowy 2021 roku trwa wymierzona w Polskę operacja hybrydowa, przy pomocy której Rosja i Białoruś destabilizują całą wschodnią flankę NATO. Na granicy polsko-białoruskiej organizowane są ataki na polskie patrole, a zorganizowane grupy migrantów są wykorzystywane do penetrowania polskiego terytorium. Część z nich jest w stanie przedrzeć się do Polski, w celu dalszej podróży na Zachód. Sytuacja do dziś jest trudna i realnie zagraża Polsce oraz polskim funkcjonariuszom i żołnierzom. Ostatnio kolejny polski żołnierz został ranny w wyniku jednego z ataków.

    Statystyki Straży Granicznej pokazują, że sytuacji nie udało się ustabilizować pomimo propagandy sukcesu prowadzonej przez polski rząd. Modernizacja bariery granicznej, wprowadzenie strefy buforowej nie rozwiązały problemu mimo sugestii rządowego przekazu. Ostatnie dane z granicy wskazują wręcz, że duże grupy migrantów skutecznie przedzierają się do Polski i znikają. Można jedynie mieć nadzieję, że udaje się tych ludzi wyłapać w dalszych regionach Polski. Jednak pewności nie ma – mamy do czynienia z cyniczną grą służb specjalnych Rosji i Białorusi, które wciąż próbują destabilizować Polskę i testować nasze systemy bezpieczeństwa, również te związane z kryzysem na granicy z Białorusią. Wyłapują luki i z nich korzystają.

    Niestety działania przy użyciu sztucznego, w pełni kontrolowanego szlaku migracyjnego, okazały się skuteczne. Doszło do wytworzenia stałego zagrożenia dla suwerenności terytorialnej Polski, zbudowano mechanizm testowania polskich systemów bezpieczeństwa, udało się związać siły wojskowe i służb mundurowych w konkretnym obszarze Polski, a wśród społeczeństwa rozpoczęto ogromną operację informacyjno-psychologiczną, której ostrze wymierzone jest w Polaków oraz polskie państwo. Do dziś niektóre środowiska uważają, że Polska powinna bezrefleksyjnie przyjmować migrantów oraz atakują wszelkie próby stawiania tamy operacji rosyjsko-białoruskiej. Jednocześnie rząd prowadzi – w imieniu państwa – działalność szkodliwą dla RP, poprzez hołdowanie „aktywistom”. Mają oni zgodę na przebywanie w strefie przygranicznej oraz prowadzenie szkodliwej i niebezpiecznej działalności, a prokuratura wykorzystywana jest do represjonowania żołnierzy i funkcjonariuszy strzegących granicy. Przy okazji ataków rosyjsko-białoruskich na granicę Polski udało się uwikłać część polskiego społeczeństwa, a nawet instytucji publicznych, w walkę przeciwko polskiej racji stanu i interesom RP.

    Ta operacja będzie trwała, bowiem Rosji się opłaca, a dodatkowo jest tania, a nawet dochodowa. Dużą część zadań wzięła na siebie Białoruś, która z operacji hybrydowej zrobiła także stałe źródło dochodu. Oznacza to, że Polska swoje działania obronne powinna planować na dużej. Świadczy o tym choćby ostatnia decyzja Mińska, by sięgnąć po kolejną dużą grupę migrantów. Tym razem Aleksander Łukaszenka wyciąga rękę do Pakistanu i liczy na przyjazd nawet 150 tysięcy pakistańskich „pracowników”. Część z nich ma trafić do zachodnich obwodów Białorusi. Taktyka ukrywania ruchu migracyjnego pod fasadą jest stosowana przez Mińsk od dawna. Wizy „studenckie”, „pracownicze”, czy „turystyczne” były już wykorzystywane, by ściągać na Białoruś cudzoziemców wykorzystywanych właśnie do ataków na polskie państwo. Wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z analogiczną sytuacją.

    Doniesienia z Białorusi powinny zapalić lampkę ostrzegawczą w polskim rządzie i polskich służbach. Otwarcie kanału migracyjnego między Białorusią i Pakistanem zwiększy bowiem możliwości ataków na granicę RP. To zwiastuje coraz poważniejsze problemy na polskiej granicy. A już w obecnej sytuacji mamy poważne problemy z odpieraniem ataków – i to na wielu poziomach. Fizyczne ataki, prowadzenie walki informacyjnej, operacje wywiadowcze, generowanie wewnętrznych zagrożeń, penetrowanie systemów bezpieczeństwa Polski – to wszystko dzieje się w ramach operacji hybrydowej przeciwko Polsce. Niektóre zagrożenia nie są w ogóle należycie analizowane. Rządzącym daleko do profesjonalizmu. Wielowarstwowa operacja obronna Polski jest zaś potrzebna na wczoraj!

    Stanisław Żaryn

  • Niemcy „uczcili” nowego Prezydenta Polski

    Kanclerz Niemiec Frederich Merz komentując wyniki wyborów w Polsce przyznał otwarcie, że wybór Polaków nie przypadł mu do gustu. Odpowiadając na pytanie o zwycięstwo Karola Nawrockiego Merz powiedział, że „nie robi tajemnicy z tego, że liczył na inny wyników wyborów prezydenckich w Polsce”. Jednocześnie wskazał, że wygrana Nawrockiego jest w jego ocenie „wyzwaniem dla Unii Europejskiej”. „To też rodzi rozważania na temat tego, czy w oczach obywatelek i obywateli, UE jest w stanie naprawdę rozwiązać problemy naszych czasów. Rozumiem tę krytykę Unii Europejskiej. Jest dużo biurokracji, czasem reagujemy za wolno, ale w kryzysach potrafimy działać” — tłumaczył Merz. Jawna krytyka pod adresem wybranego przez Polaków Prezydenta była czymś niespotykanym. Uderzenie w Prezydenta kraju sąsiedniego oznacza jawny sygnał o prowokacyjnym podejściu do relacji politycznych z nowym Prezydentem Polski.

    Każdy, kto obserwował niemiecką debatę publiczną w czasie kampanii wyborczej w Polsce, uznać musi, że słowa Merza nie są zaskoczeniem. Pisaliśmy wielokrotnie w Raportach Fundacji Instytut Bezpieczeństwa Narodowego, że niemieckie media, instytucje rządowe oraz Fundacje w sposób jaskrawy włączały się w kampanię wyborczą, wspierając Rafała Trzaskowskiego. Nasza Fundacja wskazywała wielokrotnie, że Niemcy zainwestowali dużo, by wygrał przedstawiciel rządu Donalda Tuska. Przekaz jednostronny i manipulujący obrazem Polski i polskiej polityki był normą i codziennością.

    Nie jest więc także zaskoczeniem to, w jaki sposób Niemcy „przywitali” Prezydenta Polski Karola Nawrockiego. Straszenie nim rozpoczęło się na kilka dni przed zaprzysiężeniem. „Niemcy, uważajcie: Po Dudzie nadchodzi ten” – w ten sposób artykuł zapowiadający zaprzysiężenie promował niemiecki „Bild”. I dodał, że inauguracja nowego Prezydenta w Polsce to „raczej nie będzie święto dla Berlina i Brukseli, ponieważ Nawrocki opowiada się za mniejszą rolą Unii Europejskiej, a większą Polski”. „Podczas kampanii wyborczej przyjął też antyniemiecki ton. Zapowiedział, że ponownie na agendę trafi kwestia reparacji” – pisała niemiecka gazeta. Przerzucając na Polskę domniemany kryzys w relacjach polsko-niemieckich „Bild” oskarżał: „innymi słowy, mało prawdopodobne jest, aby między Polską a Niemcami zapanowała większa harmonia”. Oczywiście, z powodu polskiego prezydenta. Inna z gazet „Tagesschau” promowała z kolei te same manipulacje, którymi atakowano Prezydenta Andrzeja Dudę. Nawrockiego nazwano „kolejnym blokującym prezydentem dla Polski”. Ostrze krytyki wymierzone w Nawrockiego skupiało się na wskazaniu, że „utrudni on życie rządowi Tuska”. Ten styl pisania o polskiej polityce dowodzi, jak mocno Niemcy utożsamiają swoje interesy z sukcesem i skutecznością polityki rządu Donalda Tuska. Przez całą kampanię, na co wskazywała Fundacja IBN wiele razy, Niemcy bardzo mocno obawiali się, że ktoś może zablokować politykę obecnego rządu w Warszawie. Oskarżano o takie blokady Prezydenta Dudę, a teraz Nawrockiego.

    Kolejny tytuł manipulujący rolą Prezydenta RP zamieścił „FAZ” wskazując, że Karol Nawrocki będzie „nieprzewidywalny”. Niemiecka gazeta próbuje polaryzować Prezydenta Andrzeja Dudę oraz Prezydenta Karola Nawrockiego, wskazując, że „Duda był uważany za „długopis” lidera partii”. Ten sposób oczerniania Prezydenta Dudy niemieckie media zaczerpnęły z polskiej debaty publicznej. Tego typu ataki przez lata prowadzili politycy opozycyjni wobec Prezydenta Dudy, głównie związani z Platformą Obywatelską. Niemieckie media korzystają z tego typu ataków. Inną taktykę opisywania dwóch prezydentów Polski realizował „Welt”, strasząc wręcz Nawrockim. „Andrzej Duda odcisnął piętno na polskiej polityce przez kontrowersyjną reformę sądownictwa. Teraz jego następcą jest prezydent, który będzie realizował jego agendę jeszcze bezwzględniej. Kraj stoi przed próbą – a Duda jeszcze przez długi czas nie zamierza się wycofać” – pisze gazeta, próbując wzbudzać w odbiorcach poczucie strachu oraz wrogości wobec Prezydenta Polski.

    W niemieckich mediach pojawiały się również przekazy, sugerujące, że Karol Nawrocki nie jest w pełni legalnym Prezydentem, bowiem nad jego prezydenturą jest rzekomo jakiś cień niejasności. „Z prawnego punktu widzenia wynik ten jest jednak sporny. Został on zatwierdzony przez Sąd Najwyższy w Warszawie – standardową procedurę po wyborach w Polsce. Jednak izba odpowiedzialna za tę decyzję została utworzona w ramach przebudowy sądownictwa przez PiS i nie jest nawet organem legalnym w świetle prawa europejskiego” – pisze jeden z niemieckich autorów.

    I wprost przywołuje działania polityczne koalicji rządowej, wskazując, że kilka części obozu rządzącego premiera Donalda Tuska (PO) również kwestionowało legalność wyboru Nawrockiego: „(…) wybór Nawrockiego odzwierciedla konstytucyjny chaos, który panuje w Polsce od 2015 roku i którego nawet Tusk nie był w stanie opanować od momentu objęcia władzy w grudniu 2023 roku.” Działania niemieckich mediów są więc spójne i współbrzmiące z działaniami obecnej koalicji rządzącej, która próbowała po wyborach podważyć legitymizację Prezydenta RP oraz zasiać w Polakach cień wątpliwości dotyczących wiarygodności wyborów w Polsce.

    Prowokacyjny styl narracji utrzymany został także po zaprzysiężeniu. Wystąpienie Prezydenta RP Karola Nawrockiego w Sejmie niemiecka prasa prezentowała, jako dowód na agresywną politykę nowego prezydenta oraz prowokacyjne podejście do rządu Donalda Tuska. „SZ” w tytule wybił niczym oskarżenie słowa pod adresem Prezydenta Nawrockiego: „atakuje od samego początku”. Jednocześnie, co dość znamienne, niemiecka gazeta łączyła zaprzysiężenie Prezydenta Nawrockiego ze… zlikwidowaniem w MSZ funkcji pełnomocnika ds. relacji z Niemcami. „Nowy prezydent Polski Nawrocki mówi o jedności w pierwszym dniu swojej kadencji, ale zaraz potem atakuje rząd. Tymczasem Ministerstwo Spraw Zagranicznych po cichu likwiduje stanowisko pełnomocnika ds. relacji z Niemcami”. Pełnomocnikiem tym był Krzysztof Ruchniewicz, którego skandaliczne zachowania jako Dyrektora Instytutu Pileckiego odbiły się w Polsce szerokim echem, wywołując poważny kryzys polityczny wokół rządu – likwidacja stanowiska była próbą wyjścia z kryzysu wizerunkowego. Ale dla Niemców to oczywiście powód do krytyki, co nie może zaskakiwać – raczej dowodzi trafności oceny, że Ruchniewicz prezentuje bardziej niemiecki niż polski punkt widzenia. Na zbieżność inauguracji nowego Prezydenta Polski oraz likwidacji stanowiska Ruchniewicza wskazuje także „Tagesspiegel”, twierdząc, że „to zła wiadomość”. „Równolegle z inauguracją narodowo-populistycznego prezydenta Nawrockiego, rząd odwołuje nagradzanego wrocławskiego historyka Krzysztofa Ruchniewicza” – pisze niemiecka gazeta. Utrzymywanie tej narracji wskazuje, że niemieckie media traktują te dwa wydarzenia jako dowód na pogorszenie relacji polsko-niemieckich i zagrożenie dla swoich interesów. A te są dziś związane z obozem rządowym, co wynika z kolejnego zmanipulowanego tekstu – tym razem „Siegiela”. Jego przekaz skupia się na krytyce pod adresem Nawrockiego za to, że zaatakował on rząd w swoim sejmowym wystąpieniu. „Polska zmierza w złym kierunku, twierdzi nowy prezydent Karol Nawrocki w swoim przemówieniu inauguracyjnym. Krytykuje on wymiar sprawiedliwości, nielegalną migrację i wzywa do uchwalenia nowej konstytucji” – prezentuje kpiąco niemiecka gazeta.

    Spójny przekaz utrzymany przez niemieckie media jeszcze od czasu kampanii wyborczej dowodzi, że niemieckie media przyjęły punkt widzenia niemieckiego rządu, którego szef jasno i wyraźnie wskazał, że stawiał na inny wynik wyborów w Polsce. Analizowane przekazy medialne wpisują się budują spójną linię ataków i nagonki na Prezydenta Karola Nawrockiego, co pokazuje , że będzie on poddawany dalszej presji ze strony Niemiec, które uznają Prezydenturę Karola Nawrockiego za zagrożenie dla swoich interesów.

    Marcin Lidka

    ŹRÓDŁA:

    https://m.bild.de/politik/ausland-und-internationales/deutschland-aufgepasst-nach-duda-kommt-der-da-6891df21f911153c6fd4f9b1?t_ref=https%3A%2F%2Fwww.google.com%2F

    https://www.tagesschau.de/ausland/europa/polen-nawrocki-amtseinfuehrung-100.html

    https://www.faz.net/aktuell/politik/ausland/amtseinfuehrung-in-polen-karol-nawrocki-ist-ein-unberechenbarer-praesident-110623536.html

    https://www.welt.de/politik/ausland/article6890c105a0633c2f78efa9ff/amtsuebergabe-neuer-praesident-alte-agenda-wie-dudas-erbe-in-polen-weiterleben-wird.html

    https://dorzeczy.pl/opinie/763296/zwolennik-teorii-spiskowej-niemcy-uderzaja-w-nawrockiego.html

    https://www.dw.com/pl/polska-bez-koordynatora-ds-niemiec-berlin-zaskoczony/a-73551491

    https://www.sueddeutsche.de/politik/polen-praesident-nawrocki-li.3294900?reduced=true

    https://www.tagesspiegel.de/internationales/polen-schafft-deutschland-beauftragten-ab-das-sind-schlechte-nachrichten-14142491.html

    https://www.spiegel.de/ausland/polen-neuer-praesident-karol-nawrocki-geht-auf-konfrontationskurs-zur-regierung-von-donald-tusk-a-25a08433-b53b-4e50-96d1-91e768b6df85

  • „Prawdziwy alert dla służb”. Premierze, pobudka!

    „Czas ogłosić prawdziwy alert w służbach” – wezwał Pan Premier dziś mówiąc o zagrożeniach ze strony rosyjskich służb specjalnych, prowadzących od wielu lat agresywną wojnę wywiadowczą przeciwko Polsce. Pusty śmiech ogarniać musi każdego, kto wie co dziś – niestety – dzieje się w polskich służbach.

    Najważniejsza polska służba – ABW – jest paraliżowana konfliktem wewnętrznym w kierownictwie. Od wielu miesięcy jeden z wiceszefów – Adam Ciszewski – ryje pod Szefem i sabotuje jego działania oraz rozkazy. Od rozpoczęcia kampanii wyborczej kolportuje przekaz sugerując, że za chwilę zajmie stanowisko Szefa Agencji, najpierw w związku z zakładaną przez niego wygraną R. Trzaskowskiego, a potem – jako skutek rekonstrukcji rządu. Ciszewski jest częścią ekipy K. Bondaryka, która walczy o wpływy z dominującą dziś grupą Siemoniaka i Kujawy. W ABW konflikt o wpływy jest tak silny, że realnie rzutuje na możliwości wypełniania przez Agencję obowiązków. Linia podziałów widoczna jest właściwie w każdej służbie, a patologiczne zjawisko walk frakcyjnych i wewnętrznych księstw jest tolerowany przez Premiera Donalda Tuska.

    Czy sposób zarządzania ABW i służbami jest jedną z przyczyn zbyt opieszałych działań Agencji? Wiele na to wskazuje, skoro Premier dziś ogłasza „prawdziwy alert” w służbach. Wszystko przez to, że problem tarć i napięć wewnętrznych zbiega się z innymi patologiami, które wynikają wprost ze sposobu zarządzania służbami specjalnymi.

    Przypomnę – już w 2023 roku polskie służby zdobyły dowody, że Rosja zaczyna wojnę asymetryczną przeciwko Polsce. Alert w polskich służbach powinien być stałym sposobem zarządzania tymi strukturami od początku istnienia rządu Tuska. W poprzednich latach polskie służby działały w stanie podwyższonej gotowości i alertu od połowy 2021 roku. Gdy politycy PO, z Donaldem Tuskiem na czele, sabotowali ochronę granicy RP z Białorusią, polskie służby opracowywały nowe sposoby walki z zagrożeniami związanymi z większą agresją Rosji i Białorusi. Alert w polskich służbach powinien być wprowadzony przez Premiera Tuska 13 grudnia, gdy wymienił on kierownictwo polskich służb specjalnych. Dziś jego słowa są kpiną! Widoczną szczególnie w zestawieniu z warunkami, w jakich polskie służby działają dziś – pracując często jak zwykłe urzędy.

    Ale sprawa zarządzania służbami w Polsce jest dużo większym problemem. Wystarczy przypomnieć sobie, co dzieje się w zakresie stosowania przez polskie służby nowoczesnych środków kontroli operacyjnej. Rząd do dziś atakuje polskie służby za korzystanie z tzw. Pegazusa, choć sam przyznał, że działania te były prowadzone za zgodą sądów i w sposób zgodny z procedurami. Działania rządu w sposób oczywisty uderzają w skuteczność polskich służb, morale funkcjonariuszy i kierownictwo, które nie jest zainteresowane ofensywnym zwalczaniem zagrożeń, żeby się nie narażać. A dziś skuteczność służb specjalnych zależy w dużej mierze od możliwości szybkiego – natychmiastowego – korzystania z nowoczesnych technologii. Premier ogłosił właśnie sukces – polskie służby ustaliły, przywołując czeskie śledztwo i proces sądowy, że ponad rok temu Kolumbijczyk dokonał w Polsce dwóch aktów dywersji na zlecenie rosyjskiego wywiadu. Potrzeba było ponad roku oraz działań międzynarodowych, by takie ustalenia poczynić. To wygląda dramatycznie. Szczególnie, gdy wsłuchać się w słowa rzecznika Ministra Koordynatora Służb Specjalnych, który powiedział, że zatrzymany w Czechach Kolumbijczyk dokonał w Polsce dwóch aktów dywersji w przeciągu (!) tygodnia. Dlaczego w tym czasie nie został zidentyfikowany i zatrzymany, skoro polskie służby powinny w takich sprawach działać w trybie natychmiastowym? Sytuacja skrajnie niepokojąca. I dowód patologicznego działania służb kontrwywiadowczych. Polska jest trapiona aktami dywersji i pożarami, których nikt z polityków zarządzających służbami nie traktuje poważnie. To jakaś kpina, a nie sukces. Polskie służby przestały działać skutecznie i na czas.

    Przykład, jaki rząd funduje służbom przy pomocy Komisji ds. Pegazusa, czy przy okazji nobilitacji i promowania postaci będących w przeszłości w kręgu zainteresowania służb, a także polityczne wytyczne i oczekiwania obciążają służby na tyle, że nie zajmują się one tym, czym absolutnie powinny. Niestety nie zmieniają się za to oczekiwania polskiego rządu. Dla ekipy D. Tuska nadal najważniejsze są rozliczenia, rewanżyzm i tropienie przeciwników politycznych za ich rzekome przewiny. Do dziś w służbach specjalnych wygrzebuje się nowe sprawy archiwalne w ramach przedłużających się audytów. Z nadzieją, że coś się znajdzie. A Premier zamiast zapowiedzieć ostrą wojnę z rosyjskim wywiadem i ogłosić jakiś krok odwetowy (nawet słowa o tym nie było) wykorzystał po raz kolejny insynuacje dot. rzekomej agenturalności do oczerniania oponentów politycznych. To komunikacja szkodliwa, która osłabia państwo a nie pomaga. A dodatkowo budzi pytania, polskie służby będą ostrzej walczyć z wrogimi wywiadami, czy ludźmi monitorującymi granicę Polski z Niemcami?

    Sposób komunikacji ws. zatrzymanego Kolumbijczyka pokazuje nie tylko brak skuteczności w zabezpieczeniu Polski przed rosyjską wojną wywiadowczą, ale też sugeruje uzależnienie Polski od pomocy sojuszniczej w zakresie ustaleń. Gdy Premier ogłaszał, że hale przy Marywilskiej podpalono na zlecenie rosyjskiego wywiadu, powołał się na śledztwo litewskie. Dziś ABW w komunikacie przywołuje śledztwo czeskie ws. Kolumbijczyka, którego tam zatrzymano i osądzono. Czy to oznacza, że polskie służby przestały być wiodącymi służbami w naszym regionie w zakresie rozpoznania i zwalczania zagrożeń ze strony Rosji? Sytuacja byłaby bardzo niepokojąca. Również dlatego, że uzależnia to nas w ogromnym stopniu od sojuszników, których coraz częściej zrażamy do siebie – otrzymują oni dowody obniżenia wiarygodności i standardów bezpieczeństwa. Kontakty przedstawicieli polskich służb z naszymi sojusznikami powodują też wysłanie do naszych partnerów sygnałów konfrontacyjnych lub dowodów na zupełny brak profesjonalizmu (naprawdę nie można znaleźć eksperta od zwalczania terroryzmu, który wie, że Pakistan i Palestyna nie to samo?). Sytuacja jest więc szalenie niepokojąca – Polacy otrzymują sygnały, że służby nie są w stanie samodzielnie skutecznie zapobiegać i ścigać rosyjskich dywersantów i sabotażystów, a jednocześnie zrażamy do siebie sojuszników. To na czym ma bazować poczucie bezpieczeństwa naszych współobywateli?

    Rządowa propaganda sukcesu to infantylny przekaz, który ma przykryć nieudolność rządu, ale i mieszać Polakom w głowach. Premier Donald Tusk przyzwyczaił już opinię publiczną, że budzi się po latach i ogłasza przełom, albo zauważa zagrożenia bagatelizowane przez niego od dłuższego czasu. W tym przypadku nie można jednak przymykać na to oczu. Sytuacja wygląda dramatycznie, bowiem dotyczy kwestii, która jest kluczowa dla bezpieczeństwa Polski i Polaków.

    Rząd dokonał wielkiego spustoszenia w polskich służbach specjalnych. Na szczęście są w tych strukturach nadal ludzie, którym zależy, którzy wiedzą jak powinno się działać, i którzy – dziś często poddani presji czy represji – czekają na moment, by znów wzmacniać Polskę i zwalczać zagrożenia. Na tych ludzi trzeba postawić, by odbudować polskie służby specjalne i postawić politykę w tym obszarze na nogi. Największą wartością polskich służb specjalnych są właśnie ci, którzy chcą służyć Polsce i kierować się interesami RP. Wszyscy czekamy na moment, by właśnie takie osoby stanowiły trzon polskich służb specjalnych.

    Stanisław Żaryn

  • Polska płonie, rząd śpi. Dokąd zmierza Rosja?

    W Polsce trwa seria niepokojących pożarów, które wciąż nie są należycie interpretowane przez Rząd Donalda Tuska. Nie mamy żadnych publicznych sygnałów, że władze RP właściwie zajmują się badaniem incydentów, które destabilizują Polskę. Czas, by rząd się obudził!

    Wzniecanie pożarów, czy to obiektów infrastruktury krytycznej czy ważnych miejsc dla życia społecznego i publicznego, jest wśród narzędzi wykorzystywanych przez rosyjski wywiad przeciwko Zachodowi. W Polsce mierzyliśmy się z tym choćby w 2018 roku, gdy na zlecenie rosyjskiego wywiadu trzech Polaków dokonało podpalenia centrum węgierskiego na Ukrainie. ABW szybko dopadła tych ludzi i ustaliła realnych mocodawców. Sprawcy zostali skazani. Sytuacja z 2018 roku pokazała, że już wtedy taki rodzaj agresywnej operacji wywiadowczej był wśród modus operandi wojny rosyjskiego wywiadu przeciwko Polsce.

    Takie zagrożenia wróciły ze zdwojoną siłą w 2023 roku, gdy ABW wykryła siatkę szpiegowską założoną przez Rosję. Jej celem było przygotowanie rosyjskich aktów sabotażu i dywersji – wymierzonych w Polskę, transporty kolejowe na Ukrainę, ale także Polaków i obiekty cywilne. Działania Agencji dowiodły, że Rosja zaczyna wojnę asymetryczną i terrorystyczną przeciwko Polsce. Już wtedy było dla nas oczywiste, jak może wyglądać drabina eskalacyjna rosyjskich służb specjalnych – destabilizacja obiektów państwowych, pożary i podpalenia, ataki fizyczne na osoby publiczne, wykolejanie pociągów, zamachy terrorystyczne, agresywna propaganda. Przewidywania i scenariusze zawczasu były opracowywane przez ABW, między innymi po to, żeby wiedzieć co czeka Polskę, skutecznie przeciwdziałać i być przygotowanym na reakcję.

    W związku z przywoływanymi pracami analityków i ekspertów, ale także dalszymi dowodami na coraz agresywniejsze działania służb rosyjskich i białoruskich przeciwko Polsce, zdziwienie budzi opieszałość rządu ws. kolejnych potencjalnych aktów sabotażu i dywersji, które miały miejsce w ostatnich tygodniach. Choć Premier Donald Tusk publicznie przyznawał, że takie przypadki były wcześniej rozpoznane przez polski kontrwywiad (pożar Marywilskiej, materiały niebezpieczne w przesyłkach lotniczych), nic się nie zmieniło w służbach – pozostają one w marazmie, pogrążają się w konfliktach wewnętrznych i realizują często absurdalne wytyczne polityków. Sygnały ze środka wskazują na oczekiwanie kierownictwa, by się nie spieszyć z pracą merytoryczną (!). Ostatnio nastąpić miało nawet spowolnienie… Przy okazji kolejnych kontaktów z polskimi służbami nasi sojusznicy widzą z kolej, że dziś Polska nie jest partnerem do rozmowy i współpracy na rzecz zwalczania zagrożeń. Fatalna komunikacja społeczna buduje dodatkowo obraz służb specjalnych, które są oderwane od realnych wyzwań i zagrożeń, z jakimi Polska się mierzy.

    Na tym tle kolejne pożary, jakie wybuchają w Polsce, budzą realny niepokój i pytania, czy Polska jest w stanie skutecznie przeciwdziałać wojnie wywiadowczej Rosji? Czy my wiemy, które z tych pożarów są wynikiem rosyjskiej wojny wywiadowczej? Jakie mamy szanse przeciwdziałania takim zagrożeniom, skoro co chwilę mamy kolejne przykłady do zbadania? Czy otrzymujemy wyprzedzające sygnały od sojuszników? Jakie mamy własne naprowadzenia? Czy sabotaże, które już miały miejsce, zostały dogłębnie zbadane? Czy ABW zbadała wszelkie dostępne sygnały, które pozwoliłyby znaleźć mechanizmy pożarów oraz wskazać osoby za nie odpowiedzialne? Jeśli to odpuściliśmy – dziś można mieć takie wrażenie – to nie sposób liczyć, że Polska zacznie przeciwdziałać działaniom agresorów.

    Jeśli natomiast seria pożarów jest wynikiem innych działań – prób wyłudzenia odszkodowań, niezwykłym zbiegiem okoliczności, działaniami niezależnymi od siebie, serią kryminalnych podpaleń, czy czymkolwiek innym – powinniśmy też o tym wiedzieć. Obecnie sytuacja jest najgorsza z możliwych – Polska nie potrafi zapobiec ani wyjaśnić serii pożarów, a także pokazać, że realnie je bada i wie co się dzieje.

    Sytuacja tymczasem nabrzmiała – Rząd musi zacząć się tą sprawą zajmować. I na poziomie komunikacji strategicznej i na poziomie realnych merytorycznych działań. Jeśli Rosja destabilizuje Polskę w ten sposób, musimy zdobyć na to dowody, pokazać je, ostrzec naszych sojuszników (za chwilę będą się mierzyć z podobnymi zagrożeniami) i realnie odpowiedzieć na wojnę asymetryczną Rosji przeciwko Polsce.

    Jeśli mamy do czynienia z tak agresywnymi działaniami Rosji, musimy też realnie zidentyfikować, jaką fazę działań przeciwko Polsce realizuje aktualnie Moskwa. Możemy mieć bowiem do czynienia z elementami przygotowań do czegoś znacznie poważniejszego. Nie czas zatem na marazm, blokowanie działań czy politykierstwo w polskich służbach. Niestety, na ten moment przegrywamy wojnę wywiadowczą, a także wojnę informacyjno-psychologiczną, prowadzoną przeciwko Polsce.

    Stanisław Żaryn

    Fot. AI

  • Przegrana bitwa o pamięć może kosztować Polskę

    Dla Polski odpuszczenie walki o silną tożsamość narodową i historyczną to nie tylko błąd, ale także bardzo poważne zagrożenie. Od lat znajdujemy się pod silną presją, której skutki dotykają spraw fundamentalnych dla Polski i Polaków.

    Polska od wielu lat jest obiektem agresywnych działań dezinformacyjnych dotyczących historii. Fałszowanie i manipulowanie przeszłością Polski jest wykorzystywane, by RP osłabiać i oskarżać. Niestety działania w tym zakresie są realizowane niezależnie przez różnorodne podmioty państwowe. Mają jednak wspólny mianownik, co stanowi bardzo poważne zagrożenie dla Polski. Nie tylko w sferze historycznej.

    Rosyjskie działania propagandowe manipulujące historią Polski są prowadzone na szczeblu strategicznym. Władimir Putin osobiście wielokrotnie oskarżał Polskę o współpracę z nazistowskimi Niemcami, kolaborowanie z Hitlerem i przyczynienie się do wybuchu II wojny światowej. Okres pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie sprzyjał rozwojowi tych narracji. Polska była i jest prezentowana, jako kraj owładnięty skrywaną ideą imperialną, agresywny wobec Rosji, ale też Ukrainy czy Białorusi. Propaganda Kremla wskazywała, że Polska ma roszczenia terytorialne wobec zachodniej Ukrainy, zachodniej Białorusi, Litwy i Czech. Jesteśmy konsekwentnie prezentowani jako kraj, który jest niebezpieczny i przy sprzyjających warunkach „ruszy po swoje”. Podobny obraz Polski kształtowany jest przez białoruską propagandę, której przekaz był jeszcze brutalniejszy – Polska była oskarżana o ludobójcze praktyki prowadzone przez II RP wobec mniejszości białoruskiej. Nasz kraj konsekwentnie jest oczerniany. Rosja przywiązuję ogromną wagę do tych działań i ataków. Świadczy o tym nie tylko zaangażowanie polityków z najwyższego szczebla, ale również fabrykowanie „dowodów” w postaci archiwalnych „dokumentów” wytworzonych na potrzeby uwiarygodnienia oskarżeń. Moskwa prowadzi celową i świadomą operację przeciwko Polsce bazującą na zakłamanej wersji historii.

    Celem działań Kremla jest podważenie zaufania do Polski oraz osłabienie wiarygodności naszego kraju. Rosja chce przekonać swoich odbiorców (w Rosji, na Ukrainie, Białorusi, krajach globalnego południa, ale też naszych sojuszników), że Polska jest krajem agresywnym, niepewnym i groźnym, że u podstaw funkcjonowania Polski stoją imperialne zamierzenia skrywane z uwagi na brak możliwości ich realizacji. Choć ten typ oddziaływania jest chwilami tak kuriozalny, że aż śmieszny (Putin publicznie ostrzegał Ukraińców przez „polskim imperializmem”, który ma być rzekomo największym zagrożeniem dla Ukrainy), ale rosyjskie działania mają konkretny cel i są realizowane zgodnie z założeniami. A Rosja takich operacji nie prowadzi hobbystycznie. To element szerszego strategicznego planu, który ma doprowadzić do izolacji Polski w NATO i pozwolić Rosji na realizację jej planu wobec Europy Środkowej. Polska w tych planach ma przypisaną rolę państwa buforowego, co oznacza wciągnięcie ją w sferę oddziaływania rosyjskiego i trwałe osłabienie poziomu bezpieczeństwa w RP. Kłamstwa historyczne prezentujące Polskę jako państwo agresywne, napadające na innych, zbrodnicze i niebezpieczne mają więc konkretny cel. I jest on dla Polski bardzo poważnym zagrożeniem.

    Inne motywacje, ale podobne skutki, mają dwie analogiczne kampanie, które są prowadzone od lat na światową skalę. Polska jest oskarżana w ramach nich o współudział w Holokauście, fałszowanie historii i „swoich grzechów”. Te działania obecnie są prowadzone zarówno przez część środowisk żydowskich jak i niemieckich. W przypadku RFN mamy do czynienia z działalnością stricte państwową, która jest logicznym skutkiem kampanii niemieckiej prowadzonej od dekad przeciwko pamięci o II wojnie światowej. Niemcy rozpoczęli kampanię zamazywania prawdy o własnej zbrodniczej historii, by uniknąć wizerunku zbrodniarza i sprawcy największego ludobójstwa w historii. Ta operacja była rozłożona na lata, pierwotnie jej celem było „wynarodowienie” zbrodni z czasów II wojny, przekonanie, że nie były one związane z narodem i państwem niemieckim. W miejsce Niemców wstawiono „nazistów”, co pozwoliło oderwać zbrodnie od RFN i Niemców. Z czasem narracja przyjęła wyraz karykatury – dziś Niemcy uznają się za ofiary „nazistów” i świętują „wyzwolenie od nazistów”. Jednak Polakom nie powinno być do śmiechu. Bowiem coraz mocniej w debacie publicznej pojawiały się tezy, przenoszone również na grunt polski, o polskim współsprawstwie i odpowiedzialności Polski za Holokaust i… II wojnę światową. Operacja prowadzona – nie mam cienia wątpliwości – pod czujnym okiem niemieckich służb specjalnych już pozwoliła wybielić Niemców i oskarżyć Polskę o zbrodnie. Ten typ insynuacji wymierzonych w dobre imię Polaków i historię Polski przyspieszył w ostatnich miesiącach, gdy Polska przestała realizować aktywną politykę historyczną. Dziś w mediach pojawiają się kolejne dowody, że rząd promuje w Polsce niepolski punkt widzenia wpisując się w rozmywanie prawdy o historii.

    W swoich działaniach manipulujących historią niemieckiej III Rzeszy oraz wojny Berlin zyskał sojusznika, którym stała się część środowisk żydowskich, wraz z częścią elit politycznych Izraela. W tych środowiskach również pojawiają się oskarżenia pod adresem Polaków oraz oczekiwania, że „przyznamy się” i przyjmiemy na siebie część win za Holokaust, a zatem i także za II wojnę światową. Ten typ oddziaływania jest uderzeniem de facto w pamięć o Zagładzie i II wojnie, co nie przeszkadza środowiskom żydowskim oczerniać Polski i kolportować nonsensów przeciwko naszemu krajowi.

    Skutkiem opisanych działań jest nie tylko zakłamywanie prawdy o II wojnie światowej, wybielanie Niemców oraz oskarżanie Polski i Polaków o zbrodnie, z którymi nie mieliśmy nic wspólnego (historia pokazuje, że Polacy zrobili dla Żydów więcej niż ktokolwiek w czasie wojny), ale także budowanie wizerunku Polaków jako narodu sprawców ludobójstwa, do którego nie chcemy się przyznać. Opisane działania, prowadzone przez podmioty niemieckie i żydowskie, mają więc te same skutki, co starannie reżyserowana operacje rosyjskich służb wywiadowczych przeciwko Polsce. Zakładać należy, że motywacje tych, którzy kolportują w Niemczech czy Izraelu manipulacje o polskiej historii, są inne niż elity na Kremlu. Ale skutki będą dokładnie te same. Wszystkie opisane wątki mają w sobie bowiem te same linie narracyjne, które przekonują, że Polacy są narodem sprawców, groźnym społeczeństwem, które jest współodpowiedzialne za II wojnę. Ten przekaz – idący równolegle z rosyjskimi operacjami – legitymizuje działania Kremla, który stara się przekonać świat, że Polska była, jest i będzie niebezpieczna i zagraża pokojowi. Środowiska niemieckie czy żydowskie prowadzą swoje działania być może z wyrachowania, zemsty, kalkulacji, chciwości – można spekulować. Ale Rosja kolportując kłamstwa o Polsce chce zyskać zgodę, by Polska stała się rosyjskim protektoratem. Ci, którzy oczerniają nasz kraj i nagłaśniają kłamstwa o naszej historii, pomagają Rosji w osiąganiu jej agresywnych wobec Polski, ale i całego Zachodu, celów.

    Opisane powyżej działania powinien rozumieć każdy Rząd RP i każdy Prezydent RP. Polska dziś musi prowadzić aktywną politykę historyczną, aktywnie wzmacniać i budować poczucie tożsamości narodowej, zakorzeniać polskie społeczeństwo w historii i edukować Polaków. Jeśli to zostanie zaniedbane, zagrożenia będą eskalowały. A są one bardzo poważne. Analiza działań aktualnego rządu nie napawa niestety optymizmem. Władze Polski odpuściły sobie walkę o silną tożsamość narodową, nie chcą walczyć o prawdę dotyczącą historii ani formułować oczekiwań wobec Niemców. Odpuściły sobie również walkę z rosyjską propagandą historyczną oraz polską politykę historyczną jako taką. Niestety nasze milczenie będzie działało na korzyść tych, którzy o polskiej polityce mają dużo do powiedzenia. Skutki ich działań mogą być dramatyczne…

    Stanisław Żaryn

    P.S.

    W świetle tej analizy:

    • odpuszczenie walki z dezinformacją i propagandą historyczną Rosji to sabotaż interesów RP
    • odpuszczenie polityki historycznej i walki o polską narrację o historii to sabotaż interesów RP
    • odpuszczenie walki z kłamstwami i manipulacjami niemieckimi dotyczącymi II wojny światowej to sabotaż interesów RP
    • przyjmowanie niepolskiej perspektywy w narracjach historycznych to sabotaż interesów RP
    • wygłaszanie opinii manipulujących historią II wojny światowej to sabotaż interesów RP
    • organizowanie wystaw wpisujących się w scenariusz rozmywania polskiej narracji o historii to sabotaż interesów RP

    W przypadku Polski polityka historyczna ma wpływ na bezpieczeństwo narodowe. Każde działania osłabiające polską tożsamość, pomagające w manipulowaniu historii czy osłabiające wizerunek Polski w kontekście polityki historycznej – rzutuje negatywnie na bezpieczeństwo informacyjne Polski i stwarza zagrożenia dla naszego kraju.

Instytut Bezpieczeństwa Narodowego

Numer KRS: 0001117730
NIP: 1182288207
REGON: 52923234700000
Adres: Aleja Zjednoczenia 50/U1
01-801 Warszawa

e-mail: kontakt@fibn.pl