Realne zagrożenia po cyberataku

Informacje o ataku hakerskim na firmę EuroCert niepokoją i wymagają odpowiedniej reakcji państwa. Jak pisał Wicepremier, Minister Cyfryzacji firma stała się ofiarą skutecznego ataku hakerskiego, którego naturę badają obecnie uprawnione podmioty. Choć na razie nie znamy skali i szczegółów, ale już widać, że sprawa jest bardzo poważna.

Minister Gawkowski pisał, że firma informowała „o incydencie cyberbezpieczeństwa dotyczącym naruszenia bezpieczeństwa danych osobowych klientów, kontrahentów i pracowników”. I dodał, że „służby państwa wszczęły odpowiednie procedury mające minimalizować straty wynikające z ataku ransomware”. Z informacji przekazanych przez Ministra wynika, że badaniem sprawy zajmuje się NASK, gdzie „trwa analiza wektora ataku, która ma pomóc wykryć sprawców i zapobiegać podobnym incydentom w przyszłości”.

Sprawa pokazuje, że Polska jest na gorącej wojnie prowadzonej w cyberprzestrzeni. Żaden kraj obecnie nie jest w stanie skutecznie zabezpieczyć się w 100 procentach przed zagrożeniami w cyberprzestrzeni. Dzięki działaniom podjętym w ostatnich latach mamy w Polsce efektywne rozwiązania prawne i instytucjonalne, które pozwalają monitorować i chronić najważniejsze obszary działań państwa. Jednak nigdy nie można spocząć na laurach, o czym właśnie się przekonujemy.

Sprawa ataku na spółkę EuroCert to kolejny dowód, że Polska jest dziś w centrum wojny wywiadowczej. Z uwagi na właściwość tej spółki, instytucje państwowe powinny założyć, że mamy do czynienia właśnie z elementami wojny prowadzonej de facto przez obce służby. Jakie? Pytania o aktywność rosyjskich i białoruskich służb jest oczywista. Ale to niejedyne kierunki możliwego ataku. Sprawę należy potraktować bardzo poważnie właśnie z uwagi na wątek potencjalnych działań obcych wywiadów. To oznacza, że do wsparcia badania tego ataku należy skierować siły ABW i SKW. Zespoły CSiRT GOV i CSiRT MON powinny zostać włączone w badanie, przy wsparciu zespołów kontrwywiadowczych.

Spółka EuroCert zajmuje się w Polsce wrażliwymi usługami dot. dokumentów elektronicznych, w tym wydawaniem elektronicznego podpisu i utrzymywaniem systemu pozwalającego na autoryzowanie działań urzędowych w cyberprzestrzeni. W Polsce te usługi są wciąż ograniczone do wybranej grupy osób, co oznacza, że klientami są kręgi będące w zainteresowaniu obcych służb specjalnych. Wystarczy wskazać, że jedną z instytucji, która chwaliła się podpisaniem umowy właśnie z EuroCert, jest Naczelna Rada Adwokacka. To klient bardzo specyficzny i bardzo ciekawy dla obcego wywiadu. Pytanie czy umowa była kontynuowana i czy wśród ofiar kradzieży danych są polscy adwokaci? Jakie inne priorytetowe grupy społeczno-zawodowe znajdują się wśród klientów spółki? Strona internetowa podmiotu opisuje specyficzne oferty dedykowane m. in. do branży – władz samorządowych, geodezyjnej, placówek edukacyjnych, tłumaczy przysięgłych. To sugeruje, że m.in. w takich obszarach działają klienci spółki. To w wielu miejscach grupy mające dostęp do szczególnych informacji i zasobów, mające realny wpływ na funkcjonowanie państwa polskiego. Pozyskanie materiałów dotyczących osób działających w takich branżach jest dla wywiadu bardzo dużym zyskiem.

Niepokoi skala wycieku danych, o których już obecnie mówi spółka. Są wśród nich informacje pozwalające na oszustwa finansowe na szkodę ofiary – szczegółowe dane personalne, ale przede wszystkim informacje pozwalające budować bazy danych dot. instytucji, kadr, powiązań osobowych, a także choćby do typowania werbunkowego. Materiały pozyskane mogą posłużyć jako informacje uzupełniające i aktualizujące informację zbierane przez wrogów Polski. Co więcej, atak i pozyskanie danych z tej firmy może pomóc w rozpoznaniu systemów kryptograficznych, co może pozwolić wyprodukować fałszywe podpisy klientów spółki. Jeśli atakujący mógł również pozyskać dane osób, których podpisy są już nieaktywne, może być w stanie dane wykorzystywać w działaniach stricte wywiadowczych przeciwko Polsce, choćby do pomocy przy legendowaniu swoich oficerów. Problemem dla państwa polskiego będzie zidentyfikowanie choć jednego przypadku przełamania zabezpieczeń i nieautoryzowanego użycia podpisu kwalifikowanego jednej z ofiar. Chaos, jaki to spowoduje, będzie ogromny. Szczególnie, jeśli nie będzie natychmiastowej reakcji.

Sytuacja budzi poważne ryzyka. Należy zaznaczyć, że dane zostały wykradzione i wkrótce zapewne gdzieś wypłyną, albo zostaną sprzedane. To jednak nie przesądza o jakim typie ataku mówimy. Ataki typu ransomware są bowiem często jedynie elementem operacji hakerskiej, która ma de facto inne cele, a użycie ransomware ma głównie mylić tropy. Tak może być tym razem. Tak czy inaczej, służby powinny zbadać kiedy atakujący uzyskał dostęp do systemów, co w nich robił, kiedy je opuścił (czy w ogóle opuścił) i jakie dane pozyskał, czy jakieś wprowadził. Ważne jest również zbadanie, czy w systemach firmy oraz w innych obszarach cyberprzestrzeni istotnej dla państwa miały miejsce jakieś zdarzenia, które mogą świadczyć o próbie wykorzystania danych pozyskanych w ramach omawianego ataku. To kluczowe. Media o ataku dowiedziały się bowiem 17 stycznia, ale – jak podaje spółka – sam atak miał miejsce 12 stycznia. W międzyczasie mogły mieć miejsce zdarzenia, które mogą rzutować na ocenę szkód, strat i zagrożeń.

Patrząc przez pryzmat zaatakowanego podmiotu, z uwagi na brak szczegółów dotyczących strat i szkód, należy wskazać, że w badanie tego incydentu powinny się włączyć służby kontrwywiadowcze, które mają uprawnienia do analizy tej sprawy na płaszczyznach niedostępnych innym podmiotom Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa.

Stanisław Żaryn


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *