Polityka Pedro Sáncheza, premiera Hiszpanii, budzi coraz większe obawy w kontekście bezpieczeństwa europejskiego oraz transatlantyckiego. Madryt realizując swoją politykę międzynarodową coraz mocniej narusza zasady NATO i Unii Europejskiej, generując zagrożenia nie tylko dla siebie i swoich obywateli, ale także całego kontynentu. Sytuacja sprawia, że Hiszpania staje się najsłabszym ogniwem całego układu NATO.
Hiszpania w ostatnim czasie podejmuje szereg działań generujących realne zagrożenia i ryzyka dla bezpieczeństwa NATO oraz Europy. Brak wypełniania obowiązków sojuszniczych w ramach NATO, groźna i szkodliwa polityka migracyjna, współpraca z Chinami, zgoda na udział chińskiej technologii w systemach zabezpieczających infrastrukturę państwową, a także utrzymywanie współpracy energetycznej z Rosją – to działania Madrytu, które negatywnie wpływają na poziom bezpieczeństwa NATO. Polityka Sancheza tworzy luki w systemie bezpieczeństwa i odporności całego Paktu. Madryt, forsując jednocześnie ideę „strategicznej autonomii”, dystansuje się politycznie od USA, a nawet odmówił zgody na użycie przez amerykańskie siły wojskowe baz ulokowanych na terytorium Hiszpanii w czasie prowadzonej przez USA operacji wojennej przeciwko Iranowi. Sytuacja generuje coraz większe i coraz poważniejsze napięcia na linii USA-Hiszpania, ale także wśród państw NATOwskich, które w wyniki działań Hiszpanii dostrzegają nowe ryzyka również dla swoich interesów.
Rząd Sáncheza niejednokrotnie nazywany był „hamulcowym” NATO – Hiszpania była i pozostaje jednym z państw nie spełniających wymogów związanych z polityką obronną. Jako ostatnia w Sojuszu przekroczyła wymagany próg 2 proc. PKB przeznaczanych na obronność. W tej sprawie potrzebne były naciski strony amerykańskiej oraz europejskiej części NATO. W kwietniu 2025 r., pod presją administracji Trumpa i sojuszników, rząd ogłosił dodatkowy pakiet inwestycyjny o wartości 10,5 mld euro, co pozwoliło osiągnąć cel 2 proc. PKB w 2025 r. (zamiast zapowiadanego wcześniej 2029 r.). Budżet obronny wzrósł do ok. 28-33 mld euro, a nakłady w ujęciu realnym zwiększyły się o 117 proc. od szczytu w Walii w 2014 r. W raporcie NATO za 2025 r. Hiszpania oficjalnie osiągnęła 2,00 proc. PKB, przeznaczając ok. 30-44 proc. budżetu na sprzęt i modernizację (znacznie powyżej minimum 20 proc. Sojuszu). Jednakże działania te są wymuszane, a premier Sanchez osobiście wielokrotnie lekceważył wcześniej zobowiązania sojusznicze w tym zakresie. Madryt odmówił też przyjęcia i wypełnienia nowego celu NATO – 5 proc. PKB do 2035 r. Jako jedyny członek Sojuszu Madryt uznał, że nie będzie realizował nowego celu Paktu i zamierza utrzymać pułap ok. 2,1 proc. PKB. Sánchez argumentuje, że wyższe wydatki zagroziłyby państwu opiekuńczemu i zielonej transformacji. Priorytetem dla Hiszpanii pozostaje ochrona wydatków socjalnych i autonomii przemysłowej, co jest przez rząd hiszpański traktowane dziś poważniej niż sprawy obronności.
Wobec takiej postawy władz Hiszpanii, także dwustronne relacje na linii Madryt – Waszyngton pozostają napięte. USA bowiem naciskają europejskich członków NATO, by wydatki obronne i – co za tym idzie – realne zdolności militarne i potencjał odstraszania rosły w szybkim tempie. Amerykanie mają bowiem poczucie, że Sojusz w zbyt dużej mierze opierał się na ich potencjalne politycznym i wojskowym. Sprawa wydatków na obronę oraz brak zgody na użycie baz amerykańskich na terenie Hiszpanii stały się powodem poważnych napięć między USA i Hiszpanią. W ostatnim czasie w światowych mediach pojawiły się informacje sugerujące, że Amerykanie rozważają nawet nałożenie kary na rząd Hiszpanii w związku z działaniami politycznymi Madrytu.
Problemy generowane przez politykę Pedro Sancheza wykraczają jednak daleko poza opisane kwestie. Kolejnym problemem dla całej europejskiej części NATO jest coraz mocniejsza współpraca Madrytu z Pekinem. Hiszpania stawia na intensywne zacieśnianie więzi ekonomicznych z Chinami, wyróżniając się na tle innych stolic europejskich wyjątkowo entuzjastycznym podejściem do współpracy finansowej i politycznej. W kwietniu 2026 r. Sánchez odbył czwartą wizytę w Chinach w ciągu czterech lat. Podpisano wtedy ok. 19 porozumień, w tym w sprawie stałego strategicznego dialogu dyplomatycznego (na poziomie ministrów spraw zagranicznych), umowy inwestycyjne, protokoły rolno-spożywcze oraz współpracę w zielonej energii, innowacjach i łańcuchach dostaw. Rząd hiszpański rozwija tę współpracę – handel dwustronny w 2025 r. osiągnął 55 mld USD (wzrost ok. 10 proc. r/r); Chiny są 4. partnerem handlowym Hiszpanii i największym poza UE. Deficyt handlowy Hiszpanii w tej współpracy wynosi ok. 42-49 mld EUR, ale Pekin zobowiązał się do zwiększenia importu (m.in. pistacje, figi, wieprzowina) i inwestycji. Chińskie FDI w Hiszpanii są największe w UE (4,2 mld EUR w 2024 r., dalszy wzrost w 2025/2026) – szczególnie w bateriach EV, zielonym wodorze i motoryzacji (CATL, Chery). Dla Hiszpanii Chiny to przede wszystkim partner finansowy i technologiczny, który ma wspomóc ich transformację energetyczną. Odbywa się to jednak kosztem wspólnej polityki unijnej wobec Chin, która ulega przez to rozbiciu. I to na coraz szerszym polu, bowiem Madryt staje się katalizatorem współpracy geopolitycznej na linii UE-Pekin. Podczas ostatniej wizyty premiera Hiszpanii w Chinach nie obyło się bez politycznych wystąpień Pedro Sáncheza, który zaapelował wręcz do Chin o większe zaangażowanie w sprawy międzynarodowe oraz o wzięcie odpowiedzialności za politykę bezpieczeństwa i ładu międzynarodowego. Apel taki, szczególnie w dobie rosnących napięć między USA i Chinami, wzbudził zrozumiałe wątpliwości i poczucie jeszcze większego rozdźwięku strategicznego w polityce Hiszpanii.
Współpraca z Chinami już prowadzi do wzrostu zagrożeń – Europa i NATO otwierają się bowiem na ryzyka związane z oddziaływaniem chińskim na Zachód. Pekin będzie korzystał z tej współpracy, by realizować własną ofensywną agendę, rozgrywać NATO oraz infiltrować Zachód swoimi interesami. Już poczynił tu znaczące kroki, choćby z uwagi na zgodę, jakiej rząd Hiszpanii udzielił chińskiemu gigantowi technologicznemu, Huawei. W 2025 roku hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych podpisało kontrakt z Huawei na zarządzanie systemem przechowywania danych z SITEL – krajowego systemu przechwytywania telekomunikacji używanego przez policję i służby wywiadowcze. To bardzo wrażliwe dane, które pokazują choćby zainteresowania operacyjne służb hiszpańskich. Takie systemy stanowią również element sojuszniczej współpracy międzynarodowej, co oznacza zagrożenie dla całego Sojuszu. Huawei jest producentem technologii telekomunikacyjnych o podwyższonym ryzyku i nie powinien być dopuszczany do tak wrażliwej wiedzy. USA, Wielka Brytania, czy Niemcy wprowadziły całkowity zakaz dla chińskiego operatora. W przeszłości również polskie służby specjalne rekomendowały unikanie tego producenta w kontraktach na obsługę czy wsparcie instytucji państwowych. Tymczasem, rząd w Madrycie twierdzi, że zagrożeń nie widzi, a system zostanie wykorzystany do przetwarzania tak ważnych informacji. W 2025 roku Huawei był bliski wygrania również innych przetargów w Hiszpanii (m. in. sieć akademicka RedIRIS i fiber-optic dla instytucji rządowych, w tym MON) jednak ostatecznie anulowano je z uwagi na konieczność zapewnienia „strategicznej autonomii cyfrowej”.
Historia wejścia Huawei w technologię bezpieczeństwa rządu Hiszpanii wynika z szerokiej i wieloletniej współpracy technologicznej na tym kierunku. Hiszpania korzysta z chińskich technologii bardzo chętnie, choćby w czasie modernizacji i przebudowy systemów energetycznych. Hiszpania traktuje chińskich producentów jako kluczowego partnera w swojej transformacji energetycznej. Chińskie firmy zaś inwestują tam ogromne środki zarówno w technologie fotowoltaiczne i magazynowanie energii, jak i centra badawcze. Madryt stawia na „pragmatyzm” ekonomiczny wierząc, że uda mu się kontrolować „ryzyka” dla bezpieczeństwa w zamian za tanie i nowoczesne rozwiązania dla swojej gospodarki. Podobnym pragmatyzmem wykazuje się rząd Sáncheza wobec polityki handlowej z Rosją. Mimo unijnego planu REPowerEU i zobowiązania do całkowitego wycofania rosyjskich nośników energii do końca 2027 r., Madryt realizuje współpracę na tym kierunku, wykorzystując istniejące kontrakty długoterminowe. Jeszcze w 2025 r. import rosyjskiego LNG do Hiszpanii spadał – o ok. 41proc. r/r , stanowiąc 11,4 proc. całkowitego importu LNG. Był to najniższy poziom od 2022 r. i efekt dywersyfikacji źródeł oraz presji unijnych sankcji. Jednak już w 2026 roku widać odwrót od polityki ograniczania współpracy – w lutym zanotowano wzrost o 109 proc. r/r; w marcu 2026 do Hiszpanii trafio ponad dwukrotnie więcej surowca niż rok wcześniej, a gaz rosyjski stanowił 26,1proc. całkowitego importu. Hiszpańska polityka energetyczna staje się przykładem hipokryzji – oficjalnie Madryt trzyma się unijnego grafiku zrywania więzi z Rosją (zakaz nowych kontraktów krótkoterminowych od kwietnia 2026 r. i pełny zakaz do 2027 r.), jednak gdy ceny energii rosną, nie waha się realizować dostaw opartych na wcześniejszych umowach. Taka postawa tworzy niebezpieczny „wyłom” w solidarnym froncie Unii Europejskiej wobec Kremla. Kolejne okno możliwości rozgrywania Zachodu, choćby poprzez działania propagandowe.
Nie mniej kontrowersyjna i niebezpieczna jest postawa rządu Pedro Sáncheza wobec nielegalnej migracji.W kwietniu 2026 roku rząd Hiszpanii sfinalizował plan nadzwyczajnej legalizacji statusu kilkuset tysięcy nielegalnych migrantów (mowa nawet o 700 tys. osób). Ludzie przybywający przez ostatnie lata w Hiszpanii nielegalnie nagle – na mocy decyzji politycznych i administracyjnych – zyskali możliwość zalegalizowania pobytu. Jest oczywiste, że proces w takiej skali nie może być prowadzony bez uszczerbku dla bezpieczeństwa państwa. Ludzie przebywający nielegalnie zapewne nie zostali w sposób należyty sprawdzeni, nie weryfikowano ich historii czy powiązań. A otrzymali właśnie możliwość życia w Europie oraz poruszania się do UE. Ten ruch generuje zagrożenia dla państw Europy, a także napędzać będzie kolejne fale nielegalnej migracji. Ruch rządu w Madrycie zapewne stanie się wręcz okazją do działań reklamujących pomysły, by udać się w nielegalną drogę do Europy. Takie działania napędzą migrację poprzez tzw. „efekt magnesu”, zachęcając tysiące kolejnych osób do podejmowania ryzykownych prób przedostania się do Europy w nadziei na podobne traktowanie w przyszłości. Stanowi to ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa i stabilności całej UE. Takie decyzje i ich następstwa tworzą ryzyka także w kontekście zagrożeń terrorystycznych i przestępczości zorganizowanej – brak pełnej kontroli nad osobami przybywającymi drogą morską musi być postrzegany jako „luka” w systemie bezpieczeństwa całego kontynentu.
Polityka Hiszpanii pod rządami Pedro Sáncheza stwarza realne zagrożenia dla stabilności i spójności NATO (lekceważenie zobowiązań, wyłom w bezpieczeństwie technologicznym i wywiadowczym) oraz Unii Europejskiej (polityka wobec Rosji i Chin, niebezpieczna polityka migracyjna). Madryt próbuje przykrywać to hasłami o „pragmatyzmie” czy podejściu ekonomicznym do relacji międzynarodowych. Jednak działania hiszpańskich władz mogą doprowadzić do budowy trwałych mechanizmów osłabiania NATO i już teraz generują zagrożenia dla Sojuszu.
Patrycja Bryt





Dodaj komentarz