Symbol kapitulacji wobec interesów Berlina

Po serii publikacji medialnych oraz zarzutach dotyczących łamania zasad, a nawet łamania prawa, prof. Krzysztof Ruchniewicz został odwołany z funkcji Dyrektora Instytutu Pileckiego. Niestety przez miesiące ten człowiek był utrzymywany na stanowisku, a kierowana przez niego instytucja degenerowana. Przymykanie oczu na działania Ruchniewicza to nie tylko działania szkodzące Polsce w obszarze polityki historycznej – to sygnał o strategicznej porażce i niemocy wobec interesów niemieckich. Dlatego ta sprawa jest tak niepokojąca.

Kontrowersje dotyczące Ruchniewicza wiążą się jeszcze z okresem, gdy stał on na czele Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego. Jak donosiły media, przeprowadzony w tej jednostce audyt wykazał skrajną niegospodarność, brak transparentności w zawieraniu umów, nieprawidłowości w rejestracji dokumentów finansowych oraz potencjalny konflikt interesów. Jeden z przykładów – założone przez samego Ruchniewicza Europejskie Stowarzyszenie Badań Niemcoznawczych miało wystawić kierowanemu przez niego Centrum im. Willy’ego Brandta faktury na 748 tys. zł.

Po objęciu władzy przez rząd Donalda Tuska, prof. Ruchniewiczowi powierzono w 2024 r. dwa stanowiska – dyrektora Instytutu Pileckiego oraz pełnomocnika MSZ do spraw współpracy polsko-niemieckiej. Z tej drugiej funkcji został niedawno odwołany w atmosferze skandalu, gdy wyszło na jaw, że zamierzał zorganizować seminarium badawcze poświęcone zwrotowi przez Polskę dóbr kultury innym państwom, w tym Niemcom. Sprawa odbiła się bardzo szerokim echem, co zmusiło MSZ do wycofania się z nominacji dla Ruchniewicza – jego stanowisko zostało zlikwidowane. Niestety w Instytucie Pileckiego sam Ruchniewicza nadal trwał, niszcząc dorobek i wizerunek tej instytucji. Został odwołany dopiero, gdy wyszło na jaw, że wykonał serię represji wobec sygnalistki, która przekazała do resortu kultury sygnały o nieprawidłowościach w zarządzani jednostką publiczną. To przelało czarę goryczy, a Ruchniewicz kolejnego skandalu tym razem nie przetrwał.

Niestety za tą sprawą kryją się jednak poważniejsze problemy – Krzysztof Ruchniewicz wielokrotnie w mediach prezentował niemiecki punkt widzenia. Prowadził nawet działania, które były wprost szkodliwe dla interesów RP. W jednym z wywiadów Ruchniewicz mówiąc o reparacjach dla Polski powtarzał wprost stanowisko kanclerza Niemiec Friedricha Merza, według którego kwestia reparacji dla Polski z prawnego punktu widzenia jest zamknięta. W jednym z wywiadów Ruchniewicz doradzał nawet Niemcom, jak powinni rozwiązać ten problem w relacjach z Polakami, odwołując się do psychologii. „Długoterminowe inwestycje w bezpieczeństwo Polski i Niemiec – mam na myśli energetykę i wojsko – składają się na dużą sumę, której potrzebujemy psychologicznie. Tylko duża suma pieniędzy jest w stanie przekonać społeczeństwo z obu stron, że kwestia reparacji i odszkodowań, ponad 80 lat po zakończeniu wojny, została ostatecznie rozwiązana” – dowodził. Jak dodawał, w polskiej świadomości wciąż obecna jest suma reparacji wyliczona przez PiS. „To, czego potrzebujemy, to nie tylko rozwiązanie starych konfliktów, ale także nowa narracja” – stwierdził Ruchniewicz. Jednocześnie polski urzędnik winą za “pogorszenie relacji z Niemcami” w okresie rządów D. Tuska obarczył PiS. W ocenie Ruchniewicza, kwestia reparacji i odszkodowań została tak mocno rozdmuchana przez poprzedni rząd, że obecne władze nie mogą z niej wprost rezygnować. Słowem, kwestia reparacji została przez Ruchniewicza przedstawiona jako pułapka na obecne władze. Jednoznacznie w rozmowach z niemieckimi mediami wyrażał on antypaństwowe poglądy przekonując, że Polska za poprzedniego rządu wywołała kryzys relacji z Niemcami, co rzutować miało nawet na stosunki między Premierem Tuskiem i kolejnymi niemieckimi kanclerzami.

Powołanie i utrzymywanie prof. Ruchniewicza na stanowiskach kluczowych dla relacji polsko-niemieckich stanowi poważne zagrożenie dla interesów RP. Instytut Pileckiego w sposób naturalny skoncentrowany jest na działaniach sprzecznych z interesami Niemiec. Taka jest biografia patrona tej ważnej instytucji. Historia Pileckiego przypomina niemieckie bestialstwo, o którym dzisiejsze Niemcy tak często próbują zapomnieć. Instytut Pileckiego dla Niemiec zawsze będzie w jakimś zakresie niewygodny. Jednocześnie Ruchniewicz, jako pełnomocnik MSZ ds. współpracy polsko-niemieckiej, musi mocno stawiać oczekiwania i postulaty Polski w zakresie współdziałania z RFN. Urzędnik państwowy działający na styku polsko-niemieckim nie może działać, myśleć i mówić jak lobbysta spraw niemieckich, nie może prezentować w mediach niemieckiej perspektywy wprost wymierzonej w polskie interesy. To sprzeczne z zadaniami, jakie państwo polskie stawia temu człowiekowi. To rodzaj zdrady racji stanu.

Niestety tak właśnie działał przez szereg miesięcy Ruchniewicz. W sytuacji dbałości polskiego rządu o interesy narodowe, taka osoba powinna zostać już dawno odwołania. Jeśli pojawia się cień wątpliwości, że działania funkcjonariusza publicznego RP nie są zbieżne z interesami Polski, ktoś taki natychmiast powinien zostać zdymisjonowany. Dlaczego nie został? Trudno spekulować Jednak w tej sprawie ważniejsze wydaje się co innego. Sprawa Ruchniewicza może być bowiem symbolicznym podsumowaniem działań rządu Donalda Tuska na forum międzynarodowym. W obszarze polityki pamięci rząd postawił na człowieka, który publicznie prezentuje niemiecki punkt widzenia. Jeśli tak, to jasny symbol, że Polska pod rządami Tuska nie jest w stanie walczyć o swoje interesy sprzeczne z interesami Niemiec. Jeśli taka osoba, jak Ruchniewicz była na froncie relacji z RFN to dowód braku zdolności władz Polski do asertywnej postawy w relacjach z Niemcami, a także proniemiecką Unią Europejską. Inne działania rządu – choćby kapitulacja ws. umowy UE-Mercosur – potwierdzają to, o czym piszę. Polski rząd nie jest w stanie działać dziś w sposób odważny i stanowczy wobec partnerów w Berlinie. To realny problem, który kryje się za sprawą Ruchniewicza. Niestety jego zwolnienie – wymuszone na rządzących – nie zwiastuje zmiany paradygmatów polskiej polityki wobec Niemiec. Tu zachodzą dużo poważniejsze uwikłania i zobowiązania.

Marcin Lidka


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *