W ostatnim czasie rosyjskie działania w obszarze dezinformacji eskalują sygnalizując, że Kreml będzie wzmacniał agresję przy pomocy wrogich operacji wywiadowczych przeciwko wschodniej flance NATO. To nie jest przypadkowy moment – właśnie teraz, kiedy oczy świata skierowane są na Iran, Rosja może mocniej testować reakcje państw Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Kraje bałtyckie od lat zmagają się z machiną rosyjskiej dezinformacji, która obecnie przybiera na sile. W ostatnim czasie agresywne działania Moskwy wobec Estonii zostały rozbudowane o nowy element informacyjno-psychologiczny. Rosyjskie struktury walki informacyjnej wytworzyły „informacje” o powstaniuw Estonii „Narewskiej Republiki Ludowej”, której mieszkańcy mają rzekomo dążyć do oderwania od Estonii i budowania relacji z Rosją. Na tym etapie celem rosyjskiego oddziaływania jest wzmocnienie operacji zastraszania Estończyków, polaryzacja społeczna, wytworzenie wrogości między Estończykami i mniejszością rosyjską, a także destabilizacja polityczna państwa. Jednak nie można niestety wykluczać, że te działania pociągną za sobą poważniejszą operację wymierzoną w Estonię – już przy pomocy innych metod. Ewidentnie w tej sprawie widać większą i lepszą koordynację działań, a skala operacji destabilizującej Estonię jest poważniejsza niż dotąd.
W ostatnim czasie w mediach społecznościowych (m.in. Telegramie, wKontaktie, TikToku) pojawiły się konta promujące rzekomo oddolną ideę odłączenia Narwy od Estonii i utworzenia tzw. Narewskiej Republiki Ludowej. Kanały te wykorzystują symbolikę separatystyczną, motywy wojskowe i przekazy stricte polityczny. Mechanizm bardzo podobny do tego z 2014 r. kiedy to powstały za sprawą rosyjskich terrorystów Doniecka i Ługańska Republika Ludowa na Ukrainie, a które potem zostały anektowane przez Rosję. Działania militarne, które miały miejsce w 2014 roku, były poprzedzone wieloletnią kampanią oddziaływania informacyjno-psychologicznego przeciwko Ukrainie. Także dlatego nie można opisanej kampanii wokół Narwy bagatelizować. „Już samo określenie „republika ludowa” jest terminem o zabarwieniu politycznym z przestrzeni postsowieckiej. (…) Użycie takiej terminologii tworzy ramy komunikacyjne, w których wyobrażony projekt polityczny jest przedstawiany jako byt państwowy” – informuje portal propastop.org, który jako pierwszy opisał sprawę. Co więcej, w relacjach na spreparowanym na tę okoliczność profilu pojawiają się również elementy związane z państwowością: flagi czy herb. W postach wykorzystano materiały wizualne przedstawiające Narwę jako strefę konfliktu. Analiza tej kampanii, różnorodność form oddziaływania informacyjnego, skala zaangażowanych środków sugeruje, że mamy do czynienia z akcją rosyjskich służb, której elementem będzie wzmocnienie wrogiego oddziaływania na Estonię, a może nawet wytworzenie pretekstu do działań militarnych.
„Narwa jest i zawsze pozostanie miastem estońskim. Te drobne próby wywołania zamieszania i osłabienia spójności społecznej są proste i nie są niczym nowym. Widzieliśmy już wcześniej takie taktyki w Rosji i poza nią, w Estonii i gdzie indziej – to tani sposób na wywołanie zamieszania i oburzenia” – napisał estoński minister spraw zagranicznych Margusa Tsahkny na platformie X. Według służby kontrwywiadu Estonii separatystyczną aktywność w mediach społecznościowych, szczególnie na rosyjskojęzycznych kanałach, można uznać za „operację informacyjną”, która może mieć również konsekwencje karne. Cel tej kampanii został wskazany nie bez przyczyny – w Narwie mieszka nieco ponad 50 tys. osób, a niemal 90 proc. posługuje się językiem rosyjskim. Graniczny most nad Narwą łączy miasto z rosyjskim Iwangorodem. Zapewne dlatego region Narwy od wielu lat jest obiektem wrogiego oddziaływania Rosji.
Obecna eskalacja rosyjskich operacji informacyjnych przypominać musi podobne działania z przeszłości – mechanizm, w którym lokalni Rosjanie „apelują do Rosji o ochronę ich praw” oraz zapowiadają walkę o autonomię ich regionu był już stosowany do generowania pretekstów wojennych dla Kremla. Rosja nie uruchamia takich operacji bezcelowo. A tu potencjalnym skutkiem może być zorganizowanie realnej prowokacji militarnej wymierzonej w kraje bałtyckie. Analityk Ośrodka Studiów Wschodnich ocenia, że zasięg konta Narewskiej Republiki Ludowej założonego prawdopodobnie przez rosyjskie służby został sztucznie „napompowany” przez zachodnie media i dzięki nim Kreml realizuje swoje dezinformacyjne cele. „To zachodnie media generują ruch w tym temacie i to one z wielką uwagą opisują ten scenariusz i próbują nadać temu mitowi życie” – ocenił Bartosz Chmielewski, analityk OSW, który stwierdził że rozgłos marginalnego konta jest dla Rosji niezwykle korzystny bo po raz kolejny niewielkim nakładem środków zaszczepia w europejskim społeczeństwie myśl o możliwym powtórzeniu się scenariusza z Krymu. Jednocześnie analityk zaznaczył, że to nie oznacza że Rosja nie ma imperialnych zapędów wobec państw bałtyckich. Oczywiście, że ma. I to nie tylko wobec Estonii.
Także Łotwa identyfikuje obecnie zwiększone natarcie ze strony obcych służb, opisując ostatnie działania Rosji, jako skoordynowaną operację informacyjną. Łotewskie MON ujawnia, że po atakach Ukrainy na cele położone w północno-zachodniej części Rosji Kreml rozpoczął operację wrogiego wpływu oskarżającą Litwę, Łotwę, Estonię oraz Polskę o udostępnienie przestrzeni powietrznej tych państw do ataków dronowych na Rosję. Propaganda rosyjska publikuje oskarżenia, w tym fikcyjne mapy trajektorii lotów, które mają dowodzić, że państwa wschodniej flanki NATO są zaangażowane bezpośrednio w wojnę z Rosją. Ten typ oddziaływania ma prowadzić do zastraszenia, ale także może być próbą wytworzenia pretekstu do „ataków odwetowych” czy wzmocnienia wojny wywiadowczej. Reakcja propagandy rosyjskiej ma także zbudować poparcie Rosjan dla większej agresji wobec krajów NATOwskich, a jednocześnie zniechęcić państwa Europy Zachodniej do pomocy, jeśli kraje Europy Środkowej zostaną poddane mocniejszej wrogości rosyjskich służb specjalnych. To poważne zagrożenie, na które zwraca uwagę łotewski resort obrony. Z kolei łotewskie służby specjalne alarmują w związku z rozbudowywaniem przez Białoruś potencjału działań agresywnych przy pomocy sztucznego szlaku migracyjnego. Szef łotewskich służb specjalnych Normunds Mezviets ujawnił, że na Białorusi prowadzone są „szkolenia” i operacje manipulacyjne wobec migrantów szturmujących granicę. Prowadzić to ma do zwiększenia agresji migrantów oraz poprawy ich wyszkolenia w walce wręcz „Migrantów szkolono do walki w specjalnych obozach i wypychano przez granice Unii Europejskiej do Polski i państw bałtyckich” – informuje szef służby dodając, że migranci w obozach poddawani są indoktrynacji o rzekomej brutalności służb w Europie. W jego ocenie, migranci są w Białorusi trenowani, by być bardziej brutalnymi wobec napotkanych Europejczyków. To niepokojące doniesienia, które idą w parze z przewidywaniami dotyczącymi zaognienia sytuacji przez służby specjalne Rosji i Białorusi w najbliższym czasie.
Białoruś realizuje scenariusz napisany na Kremlu, ten zaś zwiększa możliwości działań hybrydowych, a aktualna sytuacja międzynarodowa, skupienie uwagi świata na Bliskim Wschodzie, może wytworzyć sytuację, w której Moskwa uzna, że czas na przyspieszenie w wojnie przeciwko NATO. Przy obecnym stanie napięć międzynarodowych Moskwa może uznać, że czas ostrzej przetestować Sojusz. Zarówno Polska jak i wszystkie kraje bałtyckie jest w tym scenariuszu realnie zagrożona.
Minister obrony narodowej Łotwy Andris Spruds w rozmowie z „Die Welt” podkreśla, że w krajach bałtyckich skutki rosyjskiej wojny hybrydowej odczuwalne są każdego dnia: migracje jako broń, kampanie dezinformacyjne, cyberataki, flota cieni, działania przeciwko krytycznej infrastrukturze czy sabotaż. „Tak, za tym wszystkim kryje się strategia. Takie rzeczy nie dzieją się przypadkowo. To zaplanowane działania mające na celu osłabienie zaufania naszych społeczeństw do państwa i jego zdolności do działania. Nie możemy panikować i zakładać, że Rosja przygotowuje coś większego. Powinniśmy jednak również traktować tę sytuację poważnie” – ocenił Andris Spruds dodając, że skutkiem rosyjskiej wojny hybrydowej jest większa współpraca europejska. „To tak naprawdę nie leży w interesie Rosji. Niemniej jednak nie oczekuję, że Moskwa zaprzestanie swoich działań” – wyjaśnił minister.
W kraje bałtyckie propaganda rosyjska uderza także insynuacjami dotyczącymi rzekomego wzrostu postaw nazistowskich. Taką właśnie „ocenę” – jako element oddziaływania Kremla – formułuje Aleksander Samsonow w tekście „O odrodzeniu nazizmu w krajach bałtyckich”. Nie przedstawia on analizy historycznej – jest to konstrukcja perswazyjna, w której hasło „antyfaszyzmu” staje się moralnym wytrychem: ma zamknąć debatę, wytworzyć poczucie zagrożenia, a następnie uzasadnić presję polityczną, gospodarczą i informacyjną – aż po postulaty rewizjonistyczne. „Bruksela, Berlin, Paryż i Londyn albo przymykają oko na politykę nacjonalistyczną na pograniczu państw bałtyckich (Litwa, Łotwa i Estonia), na Ukrainie i w Mołdawii, albo ją wspierają. Zachęcają również do rusofobicznej, antyrosyjskiej polityki w byłych republikach postsowieckich. To polityka podwójnych standardów” – ocenia autor i stwierdza, że bezpośrednio po rozpadzie ZSRR w Estonii, na Łotwie i Litwie rozpoczęła się aktywna polityka desowietyzacji i derusyfikacji, w efekcie czego duże społeczności Rosjan i osób rosyjskojęzycznych zostały „zdegradowane do roli obywateli drugiej i trzeciej kategorii”.
Autor artykułu daje także konkretne punkty, które powinny stać się odpowiedzią Rosji na rzekomy „nazizm” Zachodu: aktywna wojna informacyjna,blokada gospodarcza, aktywne udzielanie informacji i wsparcia materialnego ludności rosyjskiej i rosyjskojęzycznej, wycofanie uznania niepodległości Estonii, Łotwy i Litwy, a także utworzenie „piątej kolumny” spośród krajów bałtyckich. Te zadania postawione przez Samsonowa to klucz do zrozumienia intencji: narracja o „odrodzeniu nazizmu” służy temu, by w oczach odbiorcy przemoc polityczna – rozumiana jako destabilizacja, presja, a nawet roszczenia terytorialne – wyglądała jak „obrona” i „konieczność dziejowa”. Tę konieczność dziejową propagandysta ustawia w kontekście relacji krajów wschodniej flanki NATO wobec Rosji, wskazując, że „odrzucenie radzieckiego dziedzictwa doprowadziło do gloryfikacji nazizmu”. Autor wprost wskazuje na aspekt wykorzystania państw bałtyckich przez NATO nazywając je „militarnym taranem – strategicznym przyczółkiem NATO wymierzonym w Federację Rosyjską”.
Tekst Samsonowa jest konstrukcją polityczną, w której historia i moralność zostały podporządkowane celom presji. Rosyjska propaganda ma delegitymizować suwerenność regionu państw bałtyckich, podważać politykę bezpieczeństwa oraz uzasadniać wrogie działania w sferze informacyjnej i politycznej. W tej narracji etykieta „nazizmu” pełni funkcję moralnego wytrychu: zamyka debatę, stygmatyzuje przeciwnika i pozwala fałszywie przedstawiać działania Rosji jako rzekomo „obronne” lub „konieczne”.
Nowością w omawianym tekście jest jawnie już wyrażany przekaz o państwach bałtyckich, który sugeruje, że granice Litwy, Łotwy i Estonii są dla Rosji kwestionowalne, a ich przebieg niepewny. W sposób jasny rosyjskie służby tym tekstem wprowadzają do debaty publicznej wątpliwość w zakresie suwerenności i niepodległości państw bałtyckich. Również w przekazach dotyczących Polski widać analogiczny przekaz – używa się choćby map i obrazów podważających stabilność granic RP, w szczególności w okolicach przesmyku suwalskiego. Użycie takich tez stanowić może tło informacyjne do ataków hybrydowych, prowokacji militarnych, a nawet agresji kinetycznej. Rosja zawsze takie działania uzupełnia i przygotowuje przez odpowiednio preparowane operacje dezinformacyjne. Bez wątpienia – eskalacja działań informacyjnych zwiastuje większą agresję w wojnie wywiadowczej przeciwko krajom Zachodu.
Rosyjskie oddziaływanie przeciwko krajom wschodniej flanki NATO stanowi eskalację działań wywiadowczych oraz sugeruje wzmocnienie operacji przeciwko naszemu regionowi. Rosja nie tylko destabilizuje wskazane kraje NATO, ale także rozbudowuje poziom akceptacji Rosjan do działań agresywnych, wytwarza potencjalne preteksty informacyjne do podjęcia uderzeń hybrydowych, a także wytwarza warunki dla regionalizacji napięć między Rosją i Zachodem. Moskwie zależy, by Europa Zachodnia uznała, że dalsze aktywności agresywne podejmowane przez Moskwę są problemem jedynie Europy Środkowej. Wiele wskazanych powyżej czynników dowodzi, że Rosja próbuje kształtować warunki do mocniejszego uderzenia w kraje wschodniej flanki NATO. Sytuacja jest niepokojąca i powinna się spotkać z należytą reakcją całego Sojuszu.
Stanisław Żaryn
Źródła:





Dodaj komentarz