Łotwa od wielu lat boryka się z problemem radykalizacji mniejszości rosyjskiej zamieszkującej ten bałtycki kraj. Po pełnoskalowej inwazji Rosji przeciwko Ukrainie oraz wzmocnieniu działań propagandowo-dezinformacyjnych wymierzonych w Łotwę stało się jasne, że sytuacja zagraża bezpieczeństwu wewnętrznemu państwa. Władze rozpoczęły politykę neutralizowania zagrożeń. Zablokowano rosyjskojęzyczne kanały informacyjne, a państwo coraz konsekwentniej zaczęło wzmacniać politykę asymilacji rosyjskiej mniejszości.
Sytuacja była bardzo wymagająca. Na Łotwie, kraju niespełna 2-milionowym, około 500 tysięcy osób należało do rosyjskojęzycznej mniejszości. Znaczna jej część nie znała nawet języka łotewskiego. Od dłuższego czasu w kraju toczyła się debata dotycząca płynących z tego faktu zagrożeń, jednak dopiero po pełnoskalowej inwazji Rosji przeciwko Ukrainie sytuacja stała się paląca. Łotwa postanowiła po raz kolejny zająć się kwestią mniejszości rosyjskiej, która pozostawała pod silnym oddziaływaniem swojego ojczystego kraju. Nieznajomość języka łotewskiego przez obywateli zamieszkujących Łotwę prowadziła do m. in. czerpania informacji jedynie z rosyjskojęzycznych źródeł, a co za tym idzie rozpowszechniania rosyjskiej dezinformacji i prezentowania prorosyjskich postaw. Dlatego też, łotewskie władze wprowadziły nowe ustawy m.in. mające weryfikować znajomość języka łotewskiego, a tych którzy egzaminu językowego nie przejdą – zaczęto deportować do Rosji. Według Ośrodka Studiów Wschodnich, długofalowym celem władz w Rydze było zakończenie nieustannie podsycanych przez Moskwę sporów, które dzielą obywateli od dziesięcioleci, a głównym instrumentem działań w tym zakresie miały być „wprowadzone w szybkim tempie zmiany w prawie dotyczące edukacji, kultury, polityki migracyjnej i legislacji w dziedzinie obywatelstwa”. 1 Jednocześnie po 2022 roku rozbiórce poddano ponad sto pomników sowieckich, a rządzący podjęli kolejne, szerzej zakrojone działania – dotyczące Cerkwi Prawosławnej, praw rezydentów czy zasad odbierania obywatelstwa.
W związku z nowymi przepisami na Łotwie wszyscy obywatele Rosji, którzy chcieli kontynuować legalny pobyt, musieli do 30 czerwca 2025 roku uzyskać status rezydenta długoterminowego UE, udowodnić znajomość języka łotewskiego (na poziomie nie niższym niż A2) oraz przejść specjalne kontrole łotewskich służb. Według oficjalnych danych nowe wymogi dotyczyły około 30 tys. obywateli Rosji. Część z nich – około 2600 osób – dobrowolnie opuściła kraj. Jednak 841 osób nie złożyło dokumentów w wyznaczonym terminie i otrzymało nakaz opuszczenia kraju2. Od 13 października 2025 roku ich pobyt uznawany jest za nielegalny, a co za tym idzie utraciły one dostęp do świadczeń socjalnych, zaś z czasem mają zostać deportowane przez Straż Graniczną Łotwy.
Radykalne zmiany zostały także wprowadzone do systemu oświaty, gdzie nastąpić miała unifikacja edukacji w języku łotewskim. „Równolegle przeprowadzono reformę nauczania języków obcych. Jej cel to ograniczenie możliwości nauki rosyjskiego jako drugiego języka obcego i wprowadzenie w jego miejsce dowolnego języka UE”.3
Kreml nie pozostawia sprawy bez odpowiedzi: rosyjskie media zarzuciły Łotwie prześladowanie obywateli Rosji4, co pokazuje, że nowa polityka łotewska jest dla Moskwy zagrożeniem i ryzykiem dla rosyjskich interesów. Reakcja rosyjska jednak zdaje się potwierdzać, że działania łotewskie są zgodne z interesami tego państwa.
Działania podejmowane przez władze w Rydze są racjonalne i adekwatne do zagrożeń, wynikających z taktyki rosyjskich służb specjalnych. Moskwa kontynuuje politykę agresji wymierzoną w kraje Zachodu, w tym Łotwę i inne państwa wschodniej flanki NATO. Rosyjskie służby specjalne prowadzą coraz poważniejsze operacje dezinformacyjne wywiadowcze, a nawet terrorystyczne. Rosyjskojęzyczna mniejszość na Łotwie, i w każdym innym państwie, jest dla Kremla naturalną bazą werbunkową. Funkcjonowanie takich mniejszości należy więc ocenić jako czynnik ryzyka – rosyjskie służby werbują, inspirują i stymulują do działań osoby rosyjskojęzyczne poprzez m. in. ogłoszenia w mediach społecznościowych, głównie telegramie, który jest popularny przede wszystkim wśród osób czytających i piszących po rosyjsku. Sytuacja jest więc szczególna – im więcej takich osób, tym większe szanse na skuteczne działania rosyjskich służb specjalnych. Sytuacja, w której niemal jedna ósma społeczeństwa może być poddawana oddziaływaniu werbunkowemu Rosji jest bardzo poważną. Również oddziaływanie informacyjne prowadzone wobec tak dużej grupy społecznej jest poważnym zagrożeniem dla stabilności całego kraju. W tym kontekście warto wskazać, że rosyjskie oddziaływanie na społeczeństwa Zachodu ma charakter ciągły, jest prowadzone w oparciu o zasoby państwa i jest elementem polityki destabilizującej kraje zachodnie, w sposób szczególny zaś NATOwskie. Patrząc przez pryzmat działań rosyjskich i rosyjskiej walki informacyjnej mniejszość rosyjska stanowiąca duże, zwarte skupiska w krajach zachodu stanowi konkretny zasób, który potencjalnie można wykorzystać w działaniach wywiadowczych. Podejmowanie aktywnych działań neutralizujących te zagrożenia nie jest więc niczym zaskakującym. A nawet, jest pożądane.
Sytuacja w Europie powinna być monitorowana przez państwowe służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo wewnętrzne, kontrwywiad oraz stabilność krajów Zachodu. Te zagrożenia bowiem są generowane nie tylko w krajach Bałtyckich. Sytuacja w Polsce wydaje się w tej sprawie również trudna. O ile według oficjalnych statystyk w naszym kraju mieszka jedynie 12,7 tysięcy obywateli Rosji, o tyle mamy w naszym kraju liczną grupę obywateli Białorusi czy Ukrainy, którzy – co wynika z oficjalnych komunikatów władz RP – są stale na celowniku służb specjalnych Rosji oraz tamtejszej propagandy. Oni posługują się cyrylicą, są w stanie czytać rosyjskojęzyczne przekazy i dużo częściej niż Polacy używają telegrama. To również czynnik ryzyka, który musi być brany pod uwagę przez służby kontrwywiadowcze oraz instytucje odpowiedzialne za politykę bezpieczeństwa. Niestety w ostatnim czasie widać skuteczność zarówno prób werbunkowych, jak i działań propagandowych Rosji, co oznacza, że nasza polityka edukacji i profilaktyka kontrwywiadowcza nie są wystarczająco skuteczne.
Z dużo poważniejszym wyzwaniem natomiast borykają się Niemcy. Z danych Federalnego Urzędu Statystycznego wynika, że w Niemczech mieszka co najmniej 235 tys. Rosjan – stanowią oni dziewiątą co do wielkości grupę zagranicznej ludności w Niemczech (2,2 proc.). W ostatnich dziesięciu latach liczba Rosjan żyjących w Niemczech znacznie wzrosła. Oprócz wspomnianej liczby obcokrajowców, dodatkowo ok. 298 tys. osób pod koniec 2020 roku posiadało niemieckie i rosyjskie obywatelstwo5. W związku z tak liczną grupą rosyjskojęzyczną w RFN istnieją analogiczne do łotewskich zagrożenia. Ich skala może być nawet większa z uwagi na znaczenie Niemiec w obecnej Europie. Destabilizacja czy wpływ na ten kraj może rzutować na stabilność i sterowność całej Unii Europejskiej, do dziś zdominowanej przez Niemcy. Ryzyka są więc znacznie poważniejsze niż w przypadku oddziaływania na Łotwę. Szczególnie, że do dziś władze w Berlinie nie identyfikują ryzyk i zagrożeń wynikających z obecności tak licznej grupy niemiecko-rosyjskich mieszkańców RFN.
Sytuacja jest zagrożeniem dla stabilności wewnętrznej Niemiec, z uwagi na aktywne kontakty mieszkańców RFN z Rosją. Świadczą o tym publiczne dane polskiej Straży Granicznej. W okresie styczeń-wrzesień 2025 roku SG odnotowała na odcinku granicy z Rosją ponad 126 tysięcy wjeżdżających do RP obywateli Niemiec. Rok wcześniej, w okresie styczeń-wrzesień 2024 roku – liczba odpraw cudzoziemców, którzy wjechali do RP na odcinku granicy z Rosją posiadających obywatelstwo niemieckie wynosiła 121 790 osób6. Co ważne, istnieje ogromna różnica w tych samych okresach obywateli innych państw przekraczających polsko-rosyjską granicę. Tylko 5 242 Litwinów przekroczyło ten odcinek graniczny w okresie styczeń-wrzesień 2024 roku. Te dane wskazują jednoznacznie, że duża grupa Niemców, a może Rosjan z niemieckimi paszportami, utrzymuje stały kontakt z Rosją i podróżuje do niej.
Kontakty niemiecko-rosyjskie mogą generować poważne zagrożenia, a służby niemieckie powinny badać ich wpływ na wzmocnienie aktywności prororsyjskiej w RFN od czasu pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie. Od tego momentu niemieckie miasta już kilkukrotnie były świadkami dużych prorosyjskich demonstracji – w Berlinie, Frankfurcie czy Hanowerze zorganizowane były przejazdy kolumn samochodów pod hasłami „Przeciw mowie nienawiści, zastraszaniu i dyskryminacji ludności rosyjskiej”7. Po fali takich prorosyjskich protestów, rzecznik niemieckiego rządu zaapelował do mieszkańców Niemiec o rosyjskich korzeniach do zasięgnięcia rzetelnych informacji o wojnie w Ukrainie. „Nikt nie powinien wierzyć kampanii dezinformacyjnej rosyjskich mediów państwowych z jej cyniczną i bagatelizującą interpretacją. Należy czerpać informację z różnych krajowych i międzynarodowych mediów” – powiedział zastępca rzecznika rządu Wolfgang Buechner8. To ważny dowód, że niemieckie władze dostrzegają problem rozpowszechniania rosyjskiej propagandy wśród mieszkańców Niemiec. Nie widać jednak, by miało to swoje przełożenie na reakcję władz w Berlinie. A oddziaływanie korzystne dla rosyjskich interesów jest identyfikowane coraz mocniej – pod koniec 2025 roku w Niemczech odbywały się duże manifestacje przeciwko nowym obowiązkom dotyczącym służby wojskowej. Wtedy też słychać było na ulicach w istocie prorosyjskie hasła.
Niemcy od dawna są obiektem oddziaływania informacyjnego Rosji, które opiera się na czynniku ryzyka jakim są rosyjskojęzyczni mieszkańcy Niemiec. W 2016 roku miejsce miała tzw. „Sprawa Lisy”, czyli celowa rosyjska akcja dezinformacyjna nastawiona na wywołanie napięć i chaosu w Niemczech. Lisa – nastolatka rosyjskiego pochodzenia (obywatelstwo rosyjskie i niemieckie), mieszkająca w berlińskiej dzielnicy Marzahn, miała rzekomo zostać porwana, pobita i zgwałcona przez grupę mężczyzn o „południowym wyglądzie”. Rosyjski korespondent w Berlinie (Kanał Pierwszy) nagłaśniał „sprawę Lisy” podkreślając, że niemiecka policja nie tylko nie wszczęła wszczęcia śledztwa, ale wywierała presję, by dziewczynka nie składała zeznań. Materiały w tej sprawie zostały zmanipulowane – sytuacja nie miała w rzeczywistości miejsca, ale mimo zdementowania sprawy przez niemieckie służby oraz prokuraturę, na ulice niemieckich miast wyszły rozzłoszczone tłumy. Tydzień po opublikowaniu rzekomej sprawy gwałtu pod siedzibę kanclerz Angeli Merkel przyszło ok. 700 osób z transparentami: „Nasze dzieci są w niebezpieczeństwie” i „Dzisiaj moje dziecko – jutro twoje”. Podobne protesty odbyły się w kilku innych miastach9. Wyjaśnień sprawy domagał się od niemieckich władz m.in. Siergej Ławrow mówiąc o „naszej Lisie”. W operację dezinformacyjną włączyły się najwyższe władze Rosji. Najbardziej niepokojące dla niemieckich władz w historii Lizy powinno być wykorzystanie przez Moskwę społeczności Russlanddeutsche, czyli przedstawicieli niemieckiej mniejszości w Rosji, którzy po upadku ZSRR przyjechali do Niemiec. Badacz ruchów migracyjnych Jannis Panagiotidis uważa, że nawet co czwarta osoba rosyjskojęzyczna żyjąca w Niemczech, może być pod wpływem kremlowskiej propagandy10. Jak widać, tę właśnie grupę udało się w 2016 roku zaktywizować i wykorzystać do operacji destabilizacji RFN. Dla Kremla wpływy w Niemczech są priorytetem – wpływając na ten kraj Rosja ma możliwość formowania polityki i sytuacji w całej Unii Europejskiej. Używając działań wywiadowczych czy informacyjno-psychologicznych może utrzymywać prorosyjskie interesy na agendzie niemieckiego państwa. W tym zakresie funkcjonowanie rosyjskojęzycznej mniejszości w Niemczech ma dużo poważniejsze znaczenie niż jej obecność na Łotwie. Zagrożenia też są poważniejsze.
Mniejszość rosyjska w krajach europejskich powinna stać się „języczkiem u wagi” z racji totalnego charakteru wojny hybrydowej przeciwko Zachodowi. W tych działaniach Rosja sięga po każde możliwości i zasoby, by destabilizować, niszczyć i rozgrywać Zachód. I wcale nie zamierza kończyć ani osłabiać swoich ofensywnych operacji, o czym pisał wprost rosyjski ideologa i strateg Kremla Aleksander Dugin. W kontekście porozumień pokojowych stwierdził on, że Rosja jest „moralnie gotowa” na radykalną, pełnoskalową wojnę z Zachodem!11
Zapowiedź ta powinna zostać odebrana przez kraje Zachodu jednoznacznie – wszystkie czynniki ryzyka działające na rzecz Rosji muszą zostać zidentyfikowane, monitorowane i neutralizowane. Dane statystyczne wskazują, że liczba Rosjan stale zamieszkujących kraje europejskie wzrasta, w związku z czym skala zagrożeń obecnych i na Łotwie i w Niemczech staje się wyzwaniem dla wszystkich krajów NATO będących na celowniku Kremla.
Marcin Lidka
ŹRÓDŁA:
1 https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/komentarze-osw/2024-02-06/para-w-gwizdek-pozna-desowietyzacja-lotwy
2 https://pl.belsat.eu/89429561/lotwa-nakazala-opuszczenie-kraju-ponad-800-obywatelom-rosji
3 https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/komentarze-osw/2024-02-06/para-w-gwizdek-pozna-desowietyzacja-lotwy
4 https://www.tvp.info/82211898/lotwa-rosjanie-otrzymuja-nakazy-opuszczenia-kraju
5 https://www.dw.com/pl/w-niemczech-mieszka-ponad-200-tys-rosjan-i-135-tys-ukrai%C5%84c%C3%B3w/a-60956402
6 file:///C:/Users/Pawe%C5%82/Downloads/Informacja_statystyczna_za_okres_styczen-wrzesien_2025_r_.pdf
7 https://tvn24.pl/swiat/niemcy-prorosyjskie-manifestacje-we-frankfurcie-i-hanowerze-wiecej-zwolennikow-ukrainy-st5670103
8 https://www.dw.com/pl/niemcy-prorosyjskie-demonstracje-i-bezsilno%C5%9B%C4%87-w%C5%82adz/a-61368049
9 https://archiwum.tvn24.pl/magazyn-tvn24/30/tvn24.pl/magazyn-tvn24/historia-lizy-czyli-niemcy-w-pulapce-rosyjskiej-dezinformacji%2C30%2C679.html
10 https://www.dw.com/pl/prorosyjskie-kawalkady-w-niemczech-propaganda-dla-putina/a-61467540
11 https://www.salon24.pl/newsroom/1481892,dugin-postradal-zmysly-ideolog-kremla-wpadl-w-szal-po-ruchach-trumpa





Dodaj komentarz