Niemieckie wsparcie czy mechanizm nacisku?

Przy okazji podpisania polsko-niemieckiego porozumienia obronnego po obu stronach granicy padło wiele podniosłych słów o zacieśnieniu relacji czy wspólnym braniu odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy. W doniesieniach mediów zza Odry wyraźnie widać realizowaną od dłuższego czasu wobec Polski linię niemieckiej polityki, polegającą na próbie narzucenia własnej dominacji i wizji bezpieczeństwa, uderzaniu w strategiczny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi czy upolitycznianiu przekazu w celu atakowania polskiej opozycji i prezydenta Karola Nawrockiego. 

Pełna treść umowy podpisanej 17 czerwca 2026 r. nie została podana do publicznej wiadomości. Z oficjalnych przekazów wiemy, że główne obszary przyszłej współpracy mają dotyczyć m.in. cyberbezpieczeństwa, wspólnych ćwiczeń, budowy Tarczy Wschód, wspólnego dowództwa na Bałtyku, nowych technologii czy mobilności militarnej. „Dzięki temu nowemu porozumieniu nie tylko uwzględniamy nowe realia polityki bezpieczeństwa, ale także otwieramy nowy rozdział w historii naszej bliskiej przyjaźni. Polska i Niemcy wspólnie biorą na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo w Europie” – stwierdził minister obrony Niemiec Boris Pistorius. „Dokładamy kolejny element do budowania nowej architektury bezpieczeństwa w Europie. Nie ma bezpieczeństwa bez Polski, nie ma bezpieczeństwa bez Niemiec, bez naszych wartości, bez naszego udziału w Unii Europejskiej i NATO” – wtórował mu szef polskiego MON Władysław Kosiniak-Kamysz.

Choć w przekazie obu ministrów dominował wątek bilateralny, interpretacja niemieckich mediów szła w inną, konfrontacyjną stronę. W niemieckiej debacie porozumienie jest ukazywane jako alternatywa dla „nieprzewidywalności” Stanów Zjednoczonych. Cytowany przez portal publicznego nadawcy ARD pełnomocnik rządu niemieckiego ds. stosunków polsko-niemieckich Knut Abraham stwierdził, że ze względu na nieprzewidywalne zachowanie USA jako partnera w dziedzinie obronności, „tym ważniejsze jest, abyśmy my, Europejczycy, zobowiązali się do wzajemnego wsparcia”. Trwałość sojuszu Polski i USA podważyła również gazeta Handelsblatt: „Choć Polska nadal darzy większym zaufaniem swojego głównego sojusznika w NATO, USA, niż Niemcy, zarówno Berlin, jak i Warszawa chcą się zabezpieczyć na wypadek, gdyby prezydent USA Donald Trump pewnego dnia spełnił swoją groźbę wycofania wsparcia. Nie jest tajemnicą, że Trumpowi jest znacznie bliżej do opozycyjnej AfD w Niemczech i nacjonalistycznego prezydenta Karola Nawrockiego w Polsce niż partii obecnie rządzących” – czytamy na łamach niemieckiej gazety. Główna linia przekazu łączy więc kilka wątków – potrzebę współdziałania między Polską i RFN wpisuje się w niemiecką wizję polityki USA, jednocześnie przenosząc własną interpretację polityki Waszyngtonu na polski grunt. Widać także podejmowane przez niemieckie media próby stygmatyzowania części aktorów działających w polskiej polityce.

Podpisanie porozumienia dało bowiem również niemieckim mediom asumpt do brutalnego atakowania polskiej opozycji, która była przeciwna umowie. Pod adresem największej partii opozycyjnej po raz kolejny padły powtarzane regularnie oskarżenia o działania na korzyść Rosji i antyniemiecką histerię. Gazeta Frankfurter Allgemeine Zaitung (FAZ) wytknęła Prawu i Sprawiedliwości, że „zatruwa relacje z Niemcami” i działa na korzyść Rosji. „Polska prawica próbuje zakłócić konstruktywne relacje między Berlinem a Warszawą. Leży to w interesie Moskwy” – stwierdził komentator gazety Reinhard Veser. Komentując słowa Jarosława Kaczyńskiego o tym, że Polska może oczekiwać od Niemiec jedynie „noża w plecy”, Veser zadał pytanie, czy jest to „cynizm czy szaleństwo”. „Twierdzenie Kaczyńskiego i jego współpracowników, że Niemcy nie rozliczyły się ze swoją narodowosocjalistyczną przeszłością, nie ma żadnego oparcia w rzeczywistości. Podsycając antyniemiecką histerię poprzez bezczelne wykorzystywanie uzasadnionych historycznych traum swoich rodaków, PiS próbuje zapędzić polski rząd w kozi róg. W tym celu agituje wręcz przeciwko podstawowym interesom bezpieczeństwa Polski” – czytamy. Widać w tym fragmencie tekstu próbę budowy alternatywy – albo współpraca z Niemcami albo sprzyjanie Rosji. Biorąc pod uwagę silny prorosyjski nurt w niemieckiej polityce oraz wieloletnie lekceważenie przez RFN interesów i bezpieczeństwa Europy Środkowej przy współpracy z Moskwą zabieg ten ma charakter manipulacji i jest oderwany od rzeczywistości. Niemiecki komentator stosuje szantaż emocjonalny uciszając głosy krytyczne wobec współpracy z Niemcami.

W niemieckich mediach pojawiły się również komentarze atakujące prezydenta Karola Nawrockiego i obarczające go odpowiedzialnością za to, że umowa nie zawiera wzajemnych gwarancji bezpieczeństwa, które wykraczałyby poza dotychczasowe zobowiązania w ramach NATO i UE. „Nawrocki udaremnia gwarancje bezpieczeństwa” – grzmiał portal Merkur. Ten sam zarzut stawiał portal Stern: „Według doniesień polskich mediów, rząd prozachodniego premiera Donalda Tuska planował bardziej kompleksowe porozumienie. Zrezygnował jednak z tego planu z powodu oporu prawicowo-nacjonalistycznego prezydenta Karola Nawrockiego, którego relacje z Niemcami uznawane są za trudne” – czytamy. Trudno znaleźć szczegóły rozmów w tej sprawie, ale z tych doniesień wynika, że rząd Polski chciał zgodzić się na dodatkowe zapisy, które nie zostały ostatecznie zawarte. Zapisy o tyle niepokojące, że idące dalej niż wypracowane w konsensusie zasady obowiązujące w UE i NATO.

W niemieckich przekazach widoczne jest też straszenie Rosją i wywieranie szantażu emocjonalnego poprzez stawianie alternatywy: albo zacieśnienie współpracy z Niemcami, albo „samobójstwo”: „Biorąc pod uwagę realne zagrożenie ze strony Rosji Władimira Putina, które dotyczy zarówno Polski, jak i Niemiec, odrzucenie zacieśnienia współpracy obronnej jest równoznaczne z samobójstwem. Jeśli PiS wygra wybory parlamentarne w Polsce w przyszłym roku, na Kremlu będą strzelać korki od szampana” – komentował FAZ. Z kolei dziennik Die Welt w przeddzień podpisania porozumienia stwierdził, że Warszawa „czuje się zmuszona do reorientacji swojej polityki bezpieczeństwa i zacieśnienia relacji z Niemcami”. 

Narracja dziennika FAZ idzie jeszcze dalej niż tylko opis i ocena umowy i okoliczności jej  podpisania –  gazeta już wywiera nacisk o charakterze wyborczo-politycznym, który będzie miał wpływ na przyszłoroczną kampanię w Polsce. FAZ pisząc o umowie wskazał na ewentualną wygraną PiS opisując ją niemalże jako katastrofę dla trwałości tego porozumienia. Trudno w tym nie widzieć próby wywarcia wpływu na wynik wyborów, a także zapowiedź kolejnych działań w czasie kampanii oraz działań nowego rządu w sytuacji, gdy wygra ugrupowanie nieakceptowane przez europejski establishment. „Trudno sobie wyobrazić, jakie spustoszenie w stosunkach niemiecko-polskich mógłby spowodować nowy rząd PiS, zradykalizowany po porażce w 2023 roku. Relacje te charakteryzowały się dotychczas ścisłymi więzami gospodarczymi oraz w większości pragmatyczną i konstruktywną współpracą polityczną” – czytamy.

Podpisanie umowy posłużyło również do podkreślenia decydującej roli Niemiec oraz ich znaczenia dla Polski i reszty Europy poprzez przypomnienie zaskakującej tezy Radosława Sikorskiego wygłoszonej w 2011 r. w Berlinie. Niemieccy politycy chętnie wracają do słów polskiego ministra spraw zagranicznych, czyniąc z nich niejako wyznacznik polskiego stanowiska w sprawie wzajemnych relacji. Na tę wypowiedź powołał się dziennik Handelsblatt: „Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski powiedział kiedyś, że bardziej obawia się niemieckiej bezsilności niż niemieckiej siły. Choć wypowiedź ta pierwotnie dotyczyła ratowania strefy euro, obecnie jest często cytowana w kontekście polityki bezpieczeństwa” – czytamy. 

Cieniem na porozumieniu mającym być wyrazem zacieśnienia stosunków polsko-niemieckich kładą się wprowadzone 2023 r. przez Niemcy i regularnie przedłużane kontrole na granicy z Polską oraz brak zadośćuczynienia dla żyjących ofiar niemieckiej okupacji, nie wspominając już o wypłacie reparacji. W niemieckiej debacie publicznej widać tendencję do wpisywania wspólnych przedsięwzięć, w tym w dziedzinie bezpieczeństwa, w kontekst rzekomych starań na rzecz wynagrodzenia Polsce za szkody wyrządzone podczas drugiej wojny światowej. Zabieg ten ma na celu wytworzenie i podtrzymywanie wrażenia, że Niemcy w poczuciu winy i odpowiedzialności nadal, choć nie muszą, gdyż temat reparacji uważają za zamknięty – czują się zobowiązani do udzielania Polsce wsparcia i podejmują wszelkie możliwe w tym kierunku działania. Świadczy to o wyjątkowym cynizmie, tym bardziej, że głównym beneficjentem podpisanego ostatnio porozumienia obronnego z Polską może być niemiecki przemysł zbrojeniowy. Doniesienia medialne poddane analizie wskazują na realizowanie przez stronę niemiecką swoich interesów strategicznych. Przekaz niemiecki jest próbą przymuszenia Polski do pogłębiania relacji militarnych z Niemcami, przy jednoczesnym stymulowaniu niechęci między RP i USA. Wciąż niemieckie państwo używa przekazów manipulacyjnych wobec Polski również do stygmatyzowania części polityków. Przekaz niemiecki zwiastuje używanie tego typu mechanizmów wpływu do rozgrywania Polski również w przyszłości. Umowa i porozumienie wojskowe ma być kolejną kotwicą dającą Berlinowi możliwości wywierania presji politycznej na Polskę.

Z punktu widzenia polskich interesów zgoda na naciski państwa niemieckiego jest niebezpiecznym działaniem z uwagi na sprzeczne z naszymi interesami próby podważania wiarygodności USA. Należy również ostrożnie podchodzić do szantaży mających na celu wytworzenie zgody w Polsce na przywództwo Berlina w polityce militarnej Europy. To działanie sprzeczne z naszymi interesami, które jest wymierzone w relacje USA-Polska i może sprzyjać wypychaniu Amerykanów z Europy Środkowej, co będzie miało niekorzystne dla Polski skutki.

Marcin Lidka


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *