Manipulacja percepcją. Próba zmiany wizerunku USA w RP

WSTĘP

Strategiczne decyzje podejmowane w Polsce przez kilkadziesiąt kolejnych lat zbudowały trwałe podstawy sojuszu Polski ze Stanami Zjednoczonymi, a potem umacniały relacje i wprowadzały nowe elementy kotwiczące Amerykanów w Polsce. Dziś Polska i Stany Zjednoczone prowadzą bardzo silną współpracę, między innymi w obszarze bezpieczeństwa narodowego. Tym mocniej niepokoją działania, które zaczynają przypominać próbę zmiany percepcji tych relacji. Polacy są poddawani manipulacjom i fałszowaniu rzeczywistości. Skuteczność tej operacji sprawić może, że w Polsce na USA zaczniemy patrzeć nieufnie. Autorom tych działań chodzi o coś jeszcze gorszego – zachwianie formalnym sojuszem polsko-amerykańskim, którego znaczenie dziś jest krytyczne dla bezpieczeństwa RP, ale i całego NATO. W Polsce trwa właśnie operacja dezinformacyjna, której celem jest zmiana percepcji amerykańskiego państwa i aktywności.

Działania wymierzone w wizerunek Stanów Zjednoczonych nasiliły się w całej Europie od rozpoczęcia kadencji Donalda Trumpa, która uruchomiła nową dynamikę działań wymierzonych w USA i ich wizerunek. Należy wskazać, że od tego momentu również w Polsce widać przejawy bardzo silnego antyamerykańskiego nurtu, w którym także polscy politycy czy komentatorzy biorą aktywny udział. Swoją aktywność, o czym piszemy w kolejnych częściach analizy, prowadzi także Federacja Rosyjska, identyfikując obecne warunki jako szansę do wprowadzenia korzystnych dla siebie zmian strategicznych na Zachodzie. Widać wyraźnie, że Kreml chce wykorzystać warunki polityczne i emocje między sojusznikami do realizowania realnie niebezpiecznych, wrogich nam działań. Stymulowanie antyamerykańskich nastrojów w Polsce i podsycanie napięć między Polską i USA widać też w działaniach podmiotów niemieckich. Media, komentatorzy, politycy RFN kolportują przekaz, który ma utrudniać dialog między Warszawą i Waszyngtonem oraz wzmacniać poczucie braku zaufania między stolicami. Napięcia polityczne między krajami NATO są podsycane przez politykę informacyjną realizowaną przez niemieckie media, które szczególnie wobec Polski prowadzą swoje oddziaływanie antyamerykańskie.

Relacje Polski i USA, kluczowe dla całego NATO, są dziś poddane presji z kilku kierunków jednocześnie. Mamy do czynienia z krajowymi działaniami informacyjnymi, które są uzupełniane przez rosyjskie kanały propagandowe oraz media niemieckie. Wszystko tworzy niebezpieczne połączenie, które ma wywołać efekt polityczny – Polacy są zniechęcani do Stanów Zjednoczonych, a gwarancje sojusznicze mają zostać zdeprecjonowane. W świetle interesów Polski oraz polityki bezpieczeństwa NATO ta kampania jest groźna i absurdalna. Jednak jest kontynuowana. Skuteczność opisanego procesu będzie miała poważne skutki społeczne, ale przede wszystkim wpłynąć ma na polityczne decyzje Warszawy. Decyzje o dużym znaczeniu dla naszej przyszłości i bezpieczeństwa.

RAPORT Fundacji Instytut Bezpieczeństwa Narodowego opisuje groźne dla RP zjawiska, wskazując również na konkretne tezy i metody oddziaływania. W naszej analizie pokazujemy sposób kreowania wizerunku relacji Polska-USA, wskazujemy na działania manipulacyjne rosyjskich służb specjalnych oraz niemieckich mediów, ale także zestawiamy publicystyczny przekaz z analizą realnych działań politycznych Waszyngtonu. Zachęcamy do lektury i zapraszamy do dyskusji!

Stanisław Żaryn – Prezes Fundacji Instytut Bezpieczeństwa Narodowego

READ IN ENGLISH: Manipulation of perception. An attempt to change the image of the USA in Poland

I. Zohydzić Stany Zjednoczone

68% Brytyjczyków uważa, że Stany Zjednoczone mają negatywny wpływ na sytuację na świecie, wynika z badania przeprowadzonego w marcu tego roku przez brytyjską agencję badania opinii publicznej YouGov. Jednie 10% ankietowanych wskazało na, w większym lub mniejszym stopniu, pozytywny globalny wpływ Ameryki. Wyniki pokazują, jak mocno zmieniła się percepcja działań USA na arenie międzynarodowej – Wielka Brytania przez lata uchodziła za głównego sojusznika USA, a także za europejski filar relacji transatlantyckich. Sytuacja w Wielkiej Brytanii to element szerszego zjawiska, w ramach którego w Europie widać zmiany – samoistne lub inspirowane – społecznego nastawienia do Stanów Zjednoczonych. W Polsce również widzimy ten trend, co może w przyszłości doprowadzić do podważania jednego ze strategicznych paradygmatów polskiej polityki bezpieczeństwa i zagranicznej. A skoro tak, to wskazane zjawisko już należy oceniać przez pryzmat jego wpływu na bezpieczeństwo RP.

Postrzeganie USA kształtowane jest przez szereg czynników, takich jak sytuacja geopolityczna na świecie, decyzje podejmowane przez aktualnie rządzącego prezydenta i polityka zagraniczna jego administracji czy kwestie gospodarcze. Jednak czynnikiem, który często przesądza o nastawieniu opinii publicznej w większym stopniu niż fakty, twarde dane czy merytoryczne analizy są pojawiające się w przestrzeni informacyjnej narracje, które stają się podstawą kształtowania poglądów i ocen wśród odbiorców. By zobrazować siłę przekazu często przytaczana jest anegdota zaczerpnięta z czasów wojny w Zatoce Perskiej. „Muszę zobaczyć w CNN” – tak rzekomo odpowiedzieć miał generał Norman Schwarzkopf, dowodzący wówczas siłami sojuszniczymi w operacji Pustynna Burza, na pytanie czy wojna jest wygrana. Od tamtej pory minęło 35 lat, a wraz z cyfrową rewolucją znaczenie narracji obecnych w infosferze wzrosło na niespotykaną wcześniej skalę. Co kluczowe, przestrzeń informacyjna stała się kolejną domeną walki, a prowadzona w niej wojna kognitywna wykorzystywana jest przez wielu aktorów jako element wojny hybrydowej i uzupełnienie działań konwencjonalnych. Z tego punktu widzenia narracje dotyczące globalnej polityki, sojuszy czy toczących się konfliktów muszą być postrzegane nie tylko jako pozytywny lub negatywny medialny przekaz, ale też jako element walki i potencjalny środek mający pomóc osiągnąć konkretne cele strategiczne, co może decydować o naszym bezpieczeństwie.

Zmiana nastrojów w Polsce

Polacy przez lata uchodzili za najbardziej proamerykańskie społeczeństwo w Europie, a kolejne polskie rządy za szczególnie proatlantyckie na tle innych zachodnich partnerów. W zasadzie niekwestionowaną racją stanu było opieranie naszej strategii bezpieczeństwa o szczególny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi zakorzeniony w przekonaniu, że to właśnie Ameryka jest naszym najbardziej pewnym gwarantem bezpieczeństwa w obliczu rosnącego rosyjskiego zagrożenia. Nie sposób nie zauważyć, że to podejście zaczyna się zmieniać, zarówno wśród części klasy politycznej, jak i w odbiorze społecznym. Widoczny zwrot nastąpił po ostatnich wyborach prezydenckich w USA, a preludium do niego były głosy wypowiadane na polskiej scenie medialnej i politycznej w czasie amerykańskiej kampanii wyborczej. Nie brakło nagłówków przewidujących -w razie wygranej Donalda Trumpa – dramat, katastrofę i w zasadzie koniec polsko-amerykańskiego sojuszu. Z kolei z polskiego rządu płynęły sygnały o konieczności przestawienia się na europejski kurs w kwestiach bezpieczeństwa oraz zapowiedzi o końcu geopolitycznego outsourcingu. Po wygranych przez Donalda Trumpa wyborach podobne głosy nasiliły się, mając już wcześniej przygotowany grunt. Alarmistyczne i często nacechowane emocjonalnie wypowiedzi z okresu kampanii wyborczej stały się więc uchyloną furtką, przez którą do polskiej infosfery mogły dostać się narracje uderzające wpierw w wiarygodność i politykę Donalda Trumpa, by płynnie przejść w przekaz antyamerykański, kwestionujący dalszy sens utrzymywania tak bliskich relacji z dotychczasowym kluczowym sojusznikiem. O tym jak głęboko antyamerykańskie narracje weszły do polskiego dyskursu świadczy fakt, że dziś nawet premier polskiego rządu publicznie atakuje prezydenta USA i kwestionuje jego lojalność wobec sojuszników. Wcześniejsze wypowiedzi Donalda Tuska, w których sugerował nawet agenturalne powiązania Donalda Trumpa z rosyjskimi służbami, były preludium do krajowych działań rządu, który utrzymuje prowokacyjny wobec USA kurs polityczno-informacyjny.

Trump to „szaleniec”, który podpali świat

Jedną z częściej powtarzających się w polskiej infosferze narracji od czasu, gdy Donald Trump ponownie objął władzę w USA są silnie emocjonalne spekulacje jakoby przywódca USA nie działał racjonalnie, a – w skrajnej, choć również powtarzanej wersji – był po prostu działającym w amoku szaleńcem, czy wręcz człowiekiem chorym psychicznie. Komentatorzy w kontekście aktualnej polityki Stanów Zjednoczonych mówią o politycznym szaleństwie, chaosie i oderwaniu Trumpa od rzeczywistości. Na tej podstawie są następnie wysnuwane wnioski, że w działaniu Donalda Trumpa próżno doszukiwać się merytorycznie uzasadnionych decyzji, strategii i racjonalności. Często analiza faktów czy realnych skutków polityki Trumpa ustępuje pola emocjonalnym, alarmistycznym czy wręcz histerycznym pokrzykiwaniom, że działania amerykańskiego prezydenta prowadzą świat do katastrofy. Niemało było choćby głosów bijących na alarm, że Donald Trump planował użyć broni nuklearnej przeciwko Iranowi. Padały stwierdzenia o nieprzespanej nocy w obawie przed atomowym atakiem Trumpa, a w mediach społecznościowych pojawiły się relacje, jakoby Donald Trump w zasadzie już był gotowy „użyć kodów nuklearnych”, ale w ostatniej chwili został powstrzymany przez jednego z generałów. Te sensacyjne doniesienia kwitowano stwierdzeniem, że prezydent USA „już zupełnie zwariował”. „Konsekwencje szaleństwa poniesiemy wszyscy”, „już chyba nie ma wątpliwości, że Trump jest chory psychicznie”, „Trump to głupi, psychopatyczny szaleniec”. Takie stwierdzenia padają nie tylko na zwykłych, czy anonimowych kontach w mediach społecznościowych, ale są wypowiadane przez publicystów i komentatorów mających wpływ na polską opinię publiczną. Te wielokrotnie powtarzające się wątki wykreowały wśród opinii publicznej wizerunek amerykańskiego prezydenta jako osoby niezrównoważonej i wręcz zagrażającej światu.

Trump zniszczy NATO, wycofa USA z Europy, a Polskę zostawi samą sobie

„Trump nocą ma uderzyć w NATO”, „po trumpowskim zwrocie Europa staje się osamotniona”, „zbliża się czas decyzji. Czy wojska USA opuszczą Polskę?”. W ostatnim czasie właściwie nie ma dnia, by ktoś w polskiej debacie publicznej nie kreślił scenariusza rychłego zmierzchu NATO. Teza jakoby polityka Donalda Trumpa stanowiła zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski znajduje również odzwierciedlenie w narracjach wskazujących, że amerykański przywódca działa na szkodę NATO, rozbija Sojusz, podważa jego wiarygodność, a w dłuższej perspektywie dąży do wycofania wojsk USA z Europy, a nawet do opuszczenia północnoatlantyckiej Wspólnoty, co niosłoby dla Polski skrajne zagrożenie w obliczu rosnącej presji na nasz kraj ze strony Rosji. W tym kontekście padają twierdzenia o rozmontowywaniu europejskiego systemu bezpieczeństwa i podważaniu sojuszniczych zobowiązań. Publicyści i komentatorzy zastanawiają się, czy USA przyszłoby z pomocą w przypadku rosyjskiego ataku na wschodniej flance NATO, a także wskazują, że gotowość USA do ewentualnego wypełnienia art. 5 może być warunkowa. Takie rozważania prowadzą do konkluzji, że realnym scenariuszem jest wycofanie się wojsk USA z Polski. Narracje te uzupełniane są wizją Polski osamotnionej i „wystawionej” przez najbliższego sojusznika, o którego względy tak mocno do tej pory polskie władze zabiegały. Ten argument podnoszony jest zwłaszcza w aktualnej walce politycznej. Przeciwnicy rządu Zjednoczonej Prawicy, a teraz obozu prezydenta Karola Nawrockiego zwracają uwagę, że silnie proamerykański nurt nie zda się na wiele, bo nie jest wykluczone, że kierujący się kaprysami i nieobliczalny Donald Trump w decydującym momencie wcale swojemu „wzorowemu sojusznikowi” nie pomoże. W tym kontekście pojawiają się wątki wskazujące na konieczność budowy alternatywy dla NATO lub przemodelowanie jego działania, z silnym udziałem takich krajów jak Niemcy czy Francja. Tu na pierwszy plan wysuwają się narracje wspierające niemiecką i francuską wizję utworzenia europejskiej, unijnej armii przy jednoczesnym odejściu od proatlantyckich akcentów w europejskiej strategii bezpieczeństwa. Coraz mocniej wybrzmiewają głosy, że skoro nie możemy już polegać na Sojuszu Północnoatlantyckim, ciężar kwestii związanych z bezpieczeństwem musi zostać przeniesiony na Unię Europejską. „NATO jest paktem, który chwieje się oczywiście ze względu na Donalda Trumpa, ale dopóki Unia Europejska jest całością, jesteśmy bezpieczni” – podobne opinie wygłaszane przez komentatorów czy nawet ekspertów ilustrują, jak bardzo przesunęły się w polskiej debacie publicznej priorytety związane z postrzeganiem naszej strategii bezpieczeństwa.

Ameryka nie jest już światowym gwarantem bezpieczeństwa

W przekazie medialnym, także tym mainstreamowym, USA nie tylko nie gwarantują bezpieczeństwa Polsce, ale nie są także strażnikiem demokratycznych wartości i aktorem mogącym zapewnić światowy ład. USA zaczynają być prezentowane jako czynnik destabilizujący sytuację na świecie. Amerykańskie działania komentowane są w kontekście nieprzestrzegania prawa międzynarodowego i postrzegane jako polityka chaosu i realizowania fanaberii amerykańskiego prezydenta, co prowadzi do zachwiania zaufania do Stanów Zjednoczonych i odejścia od postrzegania Ameryki jako globalnego przywódcy biorącego odpowiedzialność za światowy ład. Do głosów krytycznych wobec amerykańskiej polityki zagranicznej dochodzą oskarżenia wobec Donalda Trumpa o działanie na korzyść Rosji, czy wprost o prorosyjskość. Sam amerykański atak na Iran bywa porównywany do rosyjskiej agresji na Ukrainę, zaś retoryka i konkretne działania Donalda Trumpa wobec Rosji uznawane są za sprzyjające głównie Putinowi – często wbrew oczywistym faktom. Kwestionowana jest dotychczasowa rola USA, a postrzeganie Stanów Zjednoczonych jako globalnego gwaranta bezpieczeństwa ulega erozji. W opinii komentatorów już nie możemy liczyć, tak jak w przeszłości, na gotowość USA do obrony porządku międzynarodowego, ponieważ amerykańska administracja zmieniła swoje podejście do dotychczasowych sojuszy, stawiając na bardziej transakcyjne, ale również nieprzewidywalne podejście. Argumenty te są podnoszone choć do dziś nie ma żadnego realnego potwierdzenia.

Iran – przegrana przed początkiem działań

Kolejnym przykładem rozdźwięku między dominującymi narracjami a próbą faktycznej oceny sytuacji jest amerykański atak na Iran. Od samego początku amerykańska operacja „Epicka Furia” była przedstawiana jako skazana na porażkę i w zasadzie przegrana zanim się zaczęła. „Wojna Donalda Trumpa z Iranem jest już przegrana”, „Trump poszedł na wojnę, której nie potrafi wygrać”, „Trump nie może wygrać wojny z Iranem” – przepowiadały nagłówki. W przekazach medialnych dominuje przekonanie, że przeprowadzenie ataku było kolejną zachcianką amerykańskiego prezydenta, a w całej akcji brak wyraźnego planu i jakiejkolwiek strategii. Co ciekawe, takie jednoznaczne oceny padają choć wojna nie została zakończona, a plan działań USA nie jest klarowny. W tej sytuacji trudno dziś oceniać, czy wojna była porażką czy sukcesem. No chyba że chodzi o oceny bazujące na uprzedzeniach w tę czy inną stronę. Analizy są jednak kontynuowane, choć brakuje oczywistych faktów, które to umożliwią.

Z amerykańskich dokumentów strategicznych jasno wynika, że USA szykują się do starcia z Chinami na Pacyfiku i to ten kierunek globalnej rywalizacji traktują priorytetowo. Amerykańskie zaplecze eksperckie ma jednak świadomość, że do takiego starcia Waszyngton musi się odpowiednio przygotować, między innymi poprzez ograniczenie zaangażowania w innych częściach świata i rozwiązanie problemów w tych miejscach, które mogłyby być dla USA problematyczne. Taką tezę mogą potwierdzać prowadzone przez USA działania: zatrzymanie prezydenta Wenezueli, osłabienie Iranu zanim w pełni rozwinie potencjał nuklearny, zmuszanie Europy do zwiększenia zaangażowania w ramach NATO i przejęcia na siebie głównego ciężaru wspierania Ukrainy. Iran to element szerszej układanki, która jest dla Ameryki coraz ważniejsza. Ocena amerykańskiego zaangażowania w Iranie nie jest zatem jasna i oczywista. Szczególnie, że patrząc przez pryzmat rosnących napięć między USA a Chinami widać wyraźnie, że uderzenie w Iran jest osłabieniem Chin. Stany wysłały Pekinowi dwa ważne sygnały – Ameryka jest zdolna do fizycznej eliminacji całego establishmentu państwa uznanego za wrogi, a także jest zdolna do niszczenia zaplecza gospodarczo-politycznego chińskiego państwa. Te działania trzeba więc widzieć w szerszej perspektywie.

Samospełniająca się przepowiednia?

Analizując debatę publiczną, głosy pojawiające się w przestrzeni informacyjnej oraz nastroje społeczne należy zauważyć, że postrzeganie Stanów Zjednoczonych uległo zmianie, a opinie w przeszłości znajdujące się na marginesie debaty publicznej weszły do mainstreamu. Dziś w zasadzie nikogo nie dziwią głosy podważające zaangażowanie USA na rzecz europejskiego bezpieczeństwa i deprecjonujące rolę stosunków transatlantyckich. Wyraźną zmianę widać także w społeczeństwie. Według sondażu zrealizowanego dla RMF FM w lutym br., Polacy w razie zagrożenia bardziej liczą na pomoc europejskich sojuszników niż na interwencję zza oceanu. Z kolei kwietniowe badanie dla Wirtualnej Polski wskazuje, że ponad połowa respondentów nie uważa Stanów Zjednoczonych za stabilnego i wiarygodnego gwaranta bezpieczeństwa Polski. Według wyników kolejnego sondażu, tym razem przeprowadzonego dla Onetu, blisko 60% badanych uważa, że aktualna polityka prezydenta Donalda Trumpa nie działa na korzyść Polski. Wg innego – ponad połowa Polaków obawia się opuszczenia przez USA NATO. Wart uwagi obraz wyłania się także z badania Ogólnopolskiej Grupy badawczej przeprowadzonego na zlecenie National Polish American Foundation, w którym ankietowani byli pytani jakie wartości kojarzą im się ze Stanami Zjednoczonymi. Na pierwszych trzech miejscach znalazły się „pieniądze”, „chciwość” i „zakłamanie”. Na podstawie tych badań można stwierdzić, że Polacy w coraz mniejszym stopniu postrzegają USA jako gwaranta bezpieczeństwa i są coraz bardziej skłonni pokładać większe nadzieje w sojusznikach europejskich. Tu warto postawić pytanie, na ile wyraźne zmiany nastrojów wynikają z analizy polityki prowadzonej przez Donalda Trumpa i oceny jej skutków, a na ile są pokłosiem coraz powszechniejszych w infosferze antyamerykańskich narracji?

Propaganda vs. rzeczywistość

Otwarcie deklarowana przez niektórych przedstawicieli polskich władz niechęć wobec USA, emocjonalne tezy w publicystycznym dyskursie o szaleństwie Donalda Trumpa czy nieustanne wzmożenie przewidujące, że Waszyngton zniszczy NATO i doprowadzi świat do katastrofy, osłabiają zdolność polskiego państwa do prowadzenia skutecznego i merytorycznego dialogu z USA. Co więcej, słowa i często histeryczne tony stać się mogą poważniejszym problemem niż realne działania Stanów Zjednoczonych. Odcinając bowiem warstwę komunikacyjną, odrzucając kwestię nonszalancji w działaniach obecnej administracji amerykańskiej, Polska nie ma żadnych powodów do alarmistycznych tonów. Waszyngton wielokrotnie wskazywał, że traktuje sojusz z RP w sposób specjalny, a Polska jest dla Stanów ważnym partnerem. Administracja Trumpa od początku wskazywała, że jest zainteresowana rozwijaniem relacji z Polską, a nasz sojusz militarny jest dla strony amerykańskiej ważny. Słowa zaczęły wchodzić w fazę realizacji, gdy Prezydent USA, a potem Pentagon wskazali, że do Polski trafić ma więcej wojska. W ramach zapowiedzianej analizy geografii rozmieszczenia sił amerykańskich w Europie kontyngent obecny w RP ma zostać wzmocniony. Obecnie mówi się o co najmniej 5 tysiącach dodatkowych żołnierzy, a już wiadomo, że w Stanach toczy się debata publiczna o zmianie natury obecności amerykańskiej. Obecność rotacyjną ma zastąpić stała baza. Dodatkowo, jak ujawnił „Financial Times” Stany Zjednoczone rozważają nowe lokalizacje dla swojego arsenału jądrowego obecnego w Europie. Według doniesień gazety, Polska jest jedną z rozważanych lokalizacji.

Odkładając na bok emocje i wyciąganie wniosków na podstawie słów i wywiadów (które nie są bez znaczenia) warto wskazać, że realne decyzje i działania administracji Trumpa są dla Polski na razie korzystne. Nie ma mowy o redukcji zaangażowania amerykańskiego, jest sygnał o chęci pogłębiania kontaktów oraz otwarcie nowych tematów, w ramach których relacje RP-USA mają zostać wzmocnione. To jest spójne z deklaracjami, które słyszeliśmy od początku ze strony amerykańskiej. Patrząc na interesy Polski, działania strony amerykańskiej nie są więc złe. A dodatkowo, wynikają z racjonalnej, sygnalizowanej wcześniej, oceny potrzeb i potencjału amerykańskiego. USA od dawna mówią, że większą część odpowiedzialności za bezpieczeństwo muszą wziąć sojusznicy z Europy, zaś USA będą się skupiać na Pacyfiku. W dokumentach strategicznych ten obszar został pokazany jako kluczowy dla USA. Stany chcą się dziś koncentrować na zagrożeniach z Chin oraz własnych interesach na Zachodniej Półkuli. Zmiany zaangażowania w Europie, być może powiązane z redukcją ogólnej liczby wojska na kontynencie, powinny być więc przewidywane przez sojuszników. Nie oznacza to jednak, że będziemy przez USA skazani na rosyjską dominację. Decyzje i konkretne działania nie uzasadniają takich alarmistycznych tonów.

Tumpa uderza w „political correctness”

Polacy będący pod wpływem opisanych wcześniej tez są poddawani manipulacjom. Są one niestety ułatwione przez styl prowadzenia polityki, a przede wszystkim polityki informacyjnej, przez administrację amerykańską. Przywódca USA komunikuje swoje zamiary i decyzje w sposób bezceremonialny, wprost i bez ogródek krytykuje swoich sojuszników, a styl jego wypowiedzi należy uznać za nonszalancki czy wręcz konfrontacyjny i emocjonalny. W swoich wypowiedziach podkreśla pozycję siły i sięga po ostry język jako jedną z technik negocjacyjnych. Dla części komentatorów ten kontrowersyjny styl stanowi świadomą strategię komunikacyjną mającą zarówno na partnerach, jak i na przeciwnikach wywierać presję, a także pozostawiać ich w ciągłej niepewności, a tym samym zmuszać do ustępstw lub pożądanego przez amerykańską stronę działania. Między innymi w ten sposób odczytywane są wypowiedzi Trumpa wobec NATO. Groźby wyjścia z Sojuszu, dzielenie państw członkowskich na dobrych i złych sojuszników czy nawet warunkowanie gwarancji bezpieczeństwa wywiązywaniem się państw członkowskich ze swoich zobowiązań mają mobilizować kraje NATO do większego zaangażowania, a tym samym przejęcia większej odpowiedzialności za europejskie bezpieczeństwo, co z pewnością będzie USA potrzebne w razie ewentualnej bezpośredniej konfrontacji z Chinami. Taki sposób komunikowania nie sprzyja jednak budowaniu dobrej atmosfery do prowadzenia amerykańsko-europejskiego dialogu. I jest wykorzystywane do działań destabilizujących relacje w ramach NATO. Nie sposób nie zauważyć, że między Donaldem Trumpem, a częścią europejskich przywódców po prostu trudno mówić o nici porozumienia, a we wzajemnych relacjach dominuje niechęć otwarcie okazywana nie tylko przez prezydenta USA, ale też przez europejską klasę polityczną i zachodnie liberalne elity od czasu pierwszej prezydentury Trumpa.

Waszyngton jest nonszalancki w budowaniu relacji z sojusznikami, często zaskakuje swoimi działaniami, zaś prezydent Trump wzmacnia emocje, a nieraz i wątpliwości co do intencji, swoim sposobem komunikowania decyzji politycznych. Ułatwia to rozgrywanie sojuszników i jest wykorzystywane zarówno przez konkurentów politycznych obecnej władzy w USA, jak i realnych wrogów, którzy chcą rozbijać i osłabiać NATO. Dziś zaskakująca jednak jest łatwość, z jaką przychodzi wrogim wobec USA ośrodkom politycznym kolportowanie tez wymierzonych w wiarygodność Stanów oraz spójność Zachodu. Z punktu widzenia polskich interesów to, co się mówi, jest nieuzasadnione i nieuprawnione. Polskie władze prowadząc dialog z USA powinny kierować się przede wszystkim polską racją stanu. Nie można amerykańskiej polityki oceniać tylko przez pryzmat ekscentrycznej komunikacji prowadzonej przez Donalda Trumpa, a budowanie naszej strategii bezpieczeństwa to proces długofalowy, wykraczający poza ramy czteroletniej kadencji w Białym Domu. Nierozważne więc jest podejmowanie strategicznych decyzji dotyczących naszych relacji z USA w oparciu o niechęć do urzędującego prezydenta czy jego stylu działania. Szczególnie, że – jak wskazano powyżej – jego realna polityka na razie sprzyja wzmacnianiu Polski.

W służbie rosyjskiej propagandy

Rozbicie i marginalizacja NATO to niezmienny strategiczny punt doktryny Federacji Rosyjskiej. Rosja postrzega Sojusz jako główne zagrożenie dla swoich geopolitycznych interesów, dlatego systematycznie dąży do osłabienia północnoatlantyckiej wspólnoty. Cel ten realizuje m.in. poprzez zakłócanie amerykańsko-europejskich relacji. Wspieranie w Europie antyamerykanizmu, niszczenie wizerunku USA i podważanie wiarygodności Waszyngtonu należą zatem do stałego repertuaru rosyjskiej propagandy strategicznej. Do rozpowszechniania antyamerykańskich narracji zaprzęgany jest cały rosyjski aparat propagandowy: od służb specjalnych, czołowych ideologów i propagandystów, poprzez cały rosyjski dezinformacyjny ekosystem medialny, po agentów wpływu (a także po prostu pożytecznych idiotów), dzięki którym sączony przekaz może na stałe wejść do zachodniego mainstreamu i z czasem wpłynąć na nastroje opinii publicznej. Istotnym elementem w tym mechanizmie jest „pranie przekazu”. Antyamerykańskie narracje pojawiają się w wypowiedziach influencerów, zamieszczają je „niezależne portale” i rzekomo obywatelscy dziennikarze czy eksperci, dzięki czemu przekaz, którym infekowana jest infosfera przestaje być postrzegany jako rosyjski, a zaczyna funkcjonować jako oddolny, propagowany przez zwyczajnych uczestników debaty publicznej, a tym samym wiarygodny. Trudno potem dojść, kto był źródłem pierwotnym, albo silnym promotorem tematu.

Obecnie antyamerykańskie tezy identyfikowane w Polsce skupiają się wokół kilku głównych wątków. Po pierwsze konsekwentnie podbijają temat kryzysu w amerykańsko-europejskich stosunkach dowodząc tym samym braku spójności NATO i podważając zdolność Sojuszu do zagwarantowania bezpieczeństwa swoim członkom. Taki przekaz ma zasiać w europejskich społeczeństwach strach, niepewność i wątpliwość co do wiarygodności transatlantyckiej wspólnoty, a tym samym – jak dzieje się teraz w przypadku Polski – podważyć niekwestionowany w zasadzie do tej pory sens opierania swojego bezpieczeństwa o bliski sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Rosyjska propaganda podsyca także polaryzację tworzącą się wokół postaci prezydenta Donalda Trumpa. Wszelkie jego kontrowersyjne wypowiedzi są natychmiast podchwytywane, by podsycać społeczne emocje. W tym celu wykorzystywany jest też temat amerykańskiego ataku na Iran. Wojna w Iranie stała się dla Rosji kolejnym polem, na którym może realizować antyamerykańską agendę. Rosja w tym przypadku wspiera proirański przekaz i wzmacnia narracje kwestionujące normy moralne świata Zachodu, legitymizację działań USA, spójność, a tym samym wiarygodność zachodnich sojuszy, a także skuteczność amerykańskiej armii. Od samego początku amerykańskich działań zaangażowanie USA w Iranie jest przedstawiane jako skazane na porażkę, a rosyjska propaganda buduje paralelę pomiędzy operacją „Epicka Furia” a wojnami w Wietnamie i Afganistanie. Takie zabiegi mają służyć erozji zaufania do zachodnich instytucji oraz do samej Ameryki jako strażnika globalnego porządku i gwaranta bezpieczeństwa.

Rozbicie jedności NATO, osłabienie Sojuszu i wypchnięcie wojsk USA z Europy to główne strategiczne cele rosyjskiej propagandy. Analizując aktualne medialne przekazy trudno nie odnieść wrażenia, że zachodni liberalni politycy, mainstreamowe media i komentatorzy – kierując się głównie personalną niechęcią do prezydenta Donalda Trumpa – śnią swój antyamerykański sen, a raczej pozostają w antyamerykańskim letargu i są uczestnikami zakrojonej na szeroką skalę operacji psychologiczno-informacyjnej mającej na celu zmianę nastawienia zachodnich społeczeństw do USA jako gwaranta naszego bezpieczeństwa. Niestety opinia publiczna w Polsce także jest poddana tej zgubnej dla naszej polityki operacji. Budowanie polskiej strategii obronnej w kontrze do transatlantyckiego sojuszu poprzez odejście od paradygmatu, że w naszym interesie jest wzmacnianie NATO i zwracanie się w stronę nowych europejskich sojuszy bez Ameryki stoi w sprzeczności z naszą racją stanu. Obecność na polskiej ziemi amerykańskich wojsk – najsilniejszej armii świata – to realny czynnik odstraszający Rosję. Spójne, zjednoczone i zdecydowane NATO z w pełni zaangażowanymi Stanami Zjednoczonymi to na dzień dzisiejszy najlepsze zabezpieczenie przed dalszą eskalacją ze strony Kremla, mającego świadomość, że związana na Ukrainie rosyjska armia nie ma obecnie szans w starciu z natowskim potencjałem. Co innego gdy NATO jest podzielone i osłabione, choćby wizją braku amerykańskiego wsparcia. Ta wizja może zachęcić Rosję do dalszego testowania naszych reakcji i intensyfikowania wrogich działań. W tym scenariuszu najbardziej zagrożona jest wschodnia flanka, w tym Polska.

Stany Zjednoczone są najważniejszym gwarantem polskiego wsparcia sojuszniczego. Tylko USA mają dziś potencjał prowadzenia wojny na dużą skalę z Rosją, tylko USA mają potencjał odstraszania wobec Moskwy i tylko Stany są poważane na Kremlu jako gwarant odstraszania. Ten wizerunek wręcz umacnia się odkąd prezydent Trump rozpoczął politykę opartą na realnym używaniu amerykańskiego potencjału militarnego. Upadek reżimu Maduro w Wenezueli, zlikwidowanie przywództwa Iranu, blokada i kolejne ofensywne kroki wobec Kuby – to pokazuje, że USA są zdolne do wykorzystania przewagi militarnej do realizacji własnych interesów. A skoro tak, to tym bardziej należy się z USA liczyć. W oczach rosyjskich gwarancje i odstraszanie amerykańskie ma więc jeszcze większą moc. Polacy są dziś poddawani szeroko zakrojonej operacji informacyjno-psychologicznej, której skutki mają mieć charakter strategiczny. Skuteczność tych działań będzie owocowało najpierw zakwestionowaniem strategicznego sojuszu z USA, a potem politycznym osłabieniem relacji z naszym najważniejszym sojusznikiem. Miejsce po wypchniętych z Polski Amerykanach zapewne zająć chcą inne państwa. Oznaczałoby to bardzo poważne osłabienie naszych zdolności do odpierania zagrożeń o charakterze krytycznym, które w największym stopniu wynikają z otwartej wobec Polski agresywności Kremla. Kto przykłada rękę do tej zmiany naraża Polskę na bardzo poważne zagrożenia.

II. Polityka obronna według Prezydenta Trumpa

Potrzebna poważna oferta Polski dla USA i realne wzmocnienie relacji między PL i USA. Kilka uwag po Narodowej Strategii Obrony USA (dalej NSO).

NSO zapowiada utrzymanie prymatu amerykańskiego interesu w polityce bezpieczeństwa, co jest rozwinięciem Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA i nie powinno dziwić. Co najważniejsze dla Polski, USA nie rezygnuje z polityki angażowania się w świecie, choć jasno wskazuje, że dotychczasowa skala działań zostanie zrewidowana. Nie zanosi się jednak na wycofanie Stanów z Europy. Europa będzie podlegała procesowi przeglądu i zmian strategicznych związanych z siłami amerykańskimi. Co ważne, dokument amerykański zapowiada taki sam przegląd także w innych regionach świata, na Bliskim Wschodzie, czy Półwyspie Koreańskim.

Nowa NSO wskazuje że USA oczekuje od sojuszników większego zaangażowania i większej odpowiedzialności za ochronę wspólnych interesów. Zmiana filozofii dotyczy sposobu wsparcia militarnego sojuszników. Obrazowo można wskazać, że według nowego planu USA mają udzielać wsparcia w trybie precyzyjnych, wąskich obszarów które są krytyczne dla regionu. Dla Europy oznaczać to będzie zapewne całościowe zmniejszenie amerykańskiego zaangażowania na rzecz postawienia na wyselekcjonowanych sojuszników i udzielenie wsparcia i potencjału obronnego w kluczowych obszarach i lokalizacjach – oby w Polsce.

Dokument zakłada utrzymanie ogłaszanej już wcześniej strategii „pokój przez siłę”, która powinna być rozumiana jako zapowiedź wzmocnienia potencjału militarnego USA w celu walki z wrogami i udzielania wsparcia sojusznikom. USA utwierdza w dokumencie wskazanie, że nie każdy obszar i konflikt będzie dla Stanów równie ważny. USA kończy z byciem strażnikiem ładu międzynarodowego, ale nie wycofuje się z pomocy sojusznikom w razie potrzeby.

Dokument Pentagonu wskazuje, że Zachodnia Półkula i Chiny pozostają priorytetem dla polityki bezpieczeństwa USA. W Amerykach USA chcą ofensywnie chronić swoje interesy, Chiny identyfikują zaś jako głównego konkurenta i zagrożenie. Dokument wskazuje jednakże że z Chinami będzie twardo rywalizował, ale równocześnie dążył do unikania konfrontacji i walki. To wydaje się podejściem dość ugodowym, bowiem Stany same rezygnują – już w przedbiegach – z ostrych nacisków na Chiny. Deklaratywna chęć twardej walki z chińskim potencjałem i aktywna rywalizacja kłóci się z przekazem, że USA chcą za wszelką cenę uniknąć rywalizacji.

Krokiem w dobrą stronę – bardzo brakowało tego w NSB – jest wskazanie, że Rosja stanowi zagrożenie. Dziwi, że USA zatrzymuje się w połowie drogi, stwierdzając że zagrożenie rosyjskie dotyka jedynie wschodniej flanki NATO, co sugerować może że działania Rosji nie są identyfikowane jako zagrożenie dla całego Sojuszu. To błąd, uznanie Rosji za zagrożenie dla NATO jako całości powinno być oczywistością, choćby w świetle coraz większej agresji Moskwy oraz jasno stawianej próby zniszczenia Sojuszu w jego obecnym kształcie (na tym polegało ultimatum z grudnia 2021).

Stany Zjednoczone zapowiadają w swoim dokumencie że będą oczekiwać od Europy przejęcia odpowiedzialności za jej potencjał obronny i wzmocnienie potencjału odstraszania. Europa ma również zapewnić stabilność sytuacji na Ukrainie po zakończeniu negocjacji pokojowych. Dokument opisuje jednoznacznie oczekiwanie Waszyngtonu, by Europa była bardziej samodzielna strategicznie niż do tej pory. Dodatkowo, USA wskazują, że niektóre państwa Europy mogą mieć status specjalnych sojuszników, co ma pozwolić na objęcie Europy nowym systemem – bardziej celowanego, wąskiego wsparcia konkretnych krajów i konkretnych specjalizacji.

Bardzo ważnym elementem analizy sytuacji międzynarodowej jest wskazanie na zagrożenia wynikające ze współpracy państw wrogich wobec Zachodu i interesów USA. Wprost to nie pada, ale jest oczywiste, że chodzi o nową oś zła, czyli współpracujące Chiny z Rosją oraz ich sojuszników. To znacząca sugestia potwierdzająca oceny dotyczące wspólnych rosyjsko-chińskich zagrożeń dla Zachodu. Należy podejrzewać, że USA mają realną wiedzę o możliwych wspólnych działaniach militarnych i agresywnych Moskwy i Pekinu. Coraz częściej pada w dyskursie publicznym (mówił o tym wprost choćby Sekretarz Generalny NATO), że Rosja i Chiny budują potencjał wspólnego, jednoczesnego ataku na Europę i Tajwan. Strategia Obronna USA wskazuje, że Waszyngton rozpoznaje takie zagrożenie.

Kolejną kluczową tezą jest zapowiedź modernizacji arsenału nuklearnego, wyścigu zbrojeń w tym zakresie i przeciwdziałania nuklearnemu szantażowi. USA wskazują, że arsenał jądrowy będzie dla nich narzędziem oddziaływania i odstraszania, co wydaje się być wymiernym działaniem operacyjnym zgodnym ze strategią „pokój przez siłę”. Co ważne, zapowiedź ta może i powinna skutkować rywalizacją militarno-finansową, która dla Rosji może się okazać zagrożeniem. Prowadzić będzie bowiem do większego wyczerpania rosyjskiej gospodarki.

Podsumowując: Narodowa Strategia Obrony USA jest ważnym i doprecyzowującym rozwinięciem polityki Prezydenta Trumpa oraz Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA. Stany Zjednoczone wskazują w NSO na zagrożenia rosyjskie i zapowiadają, że będą oczekiwać większej aktywności od swoich sojuszników. W sposób jednoznaczny USA zapowiadają rewizję swojej aktywności na świecie, nie wycofując się przy tym z obejmowania kluczowych regionów swoim parasolem ochronnym. Celowane wsparcie, mniejsze ale adekwatne do realnych zagrożeń, ma być nową formą zabezpieczenia interesów USA i ich sojuszników. Ta koncepcja otwiera Polsce szansę i powoduje że możemy wzmocnić sojusz USA-RP. Dla Polski ten dokument to kolejny sygnał o szansach na wzmocnienie bezpieczeństwa we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Czas na konkretyzację planów wzmocnienia sojuszu Polski i USA. Czas na poważną ofertę ze strony władz RP dotyczących dalszego współdziałania.

III. Amerykańska ocena globalnych zagrożeń

Coroczna analiza zagrożeń sygnowana przez amerykańską Dyrektor Wywiadu Narodowego (Annual Threat Assessment) pokazuje bardzo ciekawą perspektywę i amerykańską ocenę globalnych zagrożeń. Tym razem ocena ta ma wymiar operacyjny i taktyczny. Choć jest osadzona w ramach wcześniej publikowanych Strategii, rzuca nowe światło na wiele kwestii.

Analiza oddaje strategiczną zmianę, jakiej dokonała administracja USA – wskazuje na koncentrowanie się na Zachodniej Półkuli, a przede wszystkim bezpieczeństwie i ochronie interesów wewnętrznych USA. Duży nacisk raport kładzie na walkę z zagrożeniami o charakterze kryminalnym, w tym narkobiznes, czy przemyt ludzi w ramach nielegalnych szlaków migracyjnych do Stanów Zjednoczonych. Wskazuje się również na skuteczność w walce z zagrożeniami generowanymi przez cudzoziemców nielegalnie przebywających już w USA. Sprawa bezpieczeństwa wewnętrznego ma charakter priorytetowy. Dużo uwagi poświęca się także kwestii Zachodniej Półkuli, w tym zagrożeniom generowanym przez reżimy, gangi i patologie obecne i generowane w Ameryce Łacińskiej. Jest to dla USA ważny punkt ciężkości.

Dla zrozumienia przyszłych zagrożeń i wyzwań na przyszłość ciekawe i ważne są natomiast wątki technologiczne. Raport wskazuje jednoznacznie nie tylko na wyścig zbrojeń – rozbudowę arsenałów klasycznych, atomowych, broni masowego rażenia – ale także na wyścig zbrojeń technologicznych. Wskazuje się na coraz poważniejsze starcia w cyberprzestrzeni, próbę zbrojenia kosmosu, użycie sztucznej inteligencji i technologii kwantowych w polityce bezpieczeństwa i zbrojeń. Wskazuje się nie tylko na zagrożenia generowane już dziś, ale także na przyszłe wyzwania – choćby dla ochrony informacji i kanałów komunikacji przed zaawansowanymi technologiami kwantowymi. Słowem, amerykańska analiza kształtuje obraz rosnących zagrożeń dla bezpieczeństwa globalnego wynikający z szybkiego rozwoju technologicznego. Każdy kraj, także Polska, powinien być świadomy, że rozwój i rozwijanie technologii musi być również naszym udziałem. Jeśli nie zdążymy wziąć udział w tej rewolucji, przestaniemy być w stanie zwalczać zagrożenia.

Bardzo ważną warstwą opracowania jest sektorowy opis zagrożeń, zarówno w podziale geograficznym jak i merytorycznym. Właściwie każdy z nich – zagrożenia militarne, kosmiczne, technologiczne, cyberwojna, działania dezinformacyjno-psychologiczne, walka o zasoby oraz działania w każdym obszarze geograficznym – jest opisany według jednego schematu, w którym Stany Zjednoczone muszą mierzyć się z bardziej lub mniej agresywnym (zależy od tematu) blokiem państw wrogich: Rosji, Chin, Iranu, Korei Północnej. Analiza treści wskazuje, że USA widzą i identyfikują rosnącą kooperację między tymi krajami, a także rosnące zagrożenia, jakie są intencjonalnie przez nie generowane. Opis wskazuje, że amerykańska wspólnota wywiadowcza widzi także, że kraje te eksploatują i żerują w wielu regionach, budując potencjał działań przeciwko USA i jej sojusznikom.

Opis zagrożeń wynikających z budowy wspomnianej osi zła co zrozumiałe jest amerykańsko-centryczny, ale dla Polski jest to zdecydowanie dobry sygnał, że Waszyngton widzi w każdym obszarze zagrożeń rosyjskie odciski palców. Wprost wskazuje się na Rosję jako strategicznego konkurenta tworzącego zagrożenia. W rozdziale dotyczącym wojny przeciwko Ukrainie zaznacza się, że Rosja generuje zagrożenia – klasyczne i hybrydowe, które mogą prowadzić do wielkiej wojny NATO-Rosja. Opis zagrożeń ze strony Rosji oraz Chin uznaje ten drugi kraj za priorytet w polityce bezpieczeństwa USA, ale Rosja jest wskazana jako państwo generujące poważne zagrożenia, owładnięte ideologią sowieckiego imperializmu i próbujące odbudować potęgę z czasów ZSRS. Dokładnie wskazano, że Kreml generuje poważne zagrożenia. Tu dokument prezentuje głównie europejską perspektywę, ale jest jasne napisane, że USA są zagrożone z uwagi na politykę Moskwy – zarówno bezpośrednio jak i w ramach bloku państw.

Na tym tle niepokoi jedna uwaga i jedno zdanie, które rozmywa opis i ocenę Rosji i budzić musi poważne wątpliwości w zakresie planów USA. W dokumencie czytamy, że: „Trwałe rozwiązanie wojny na Ukrainie mogłoby otworzyć drogę do odwilży w stosunkach między USA a Rosją oraz poprawy dwustronnych relacji geostrategicznych i handlowych”. To zdanie, stojące w sprzeczności z opisem strategicznych zagrożeń generowanych przez Rosję, budzi wątpliwości i musi budzić pytania. Czy mamy do czynienia z furtką zostawioną Rosji? Czy rodzajem testowania opinii publicznej przed ogłoszeniem współpracy z Rosją? A może chodzi o wciąganie rosyjskiego przywództwa w jakiś rodzaj rozgrywki? Trudno przesądzać, ale to zdanie może skrywać intencje nawiązania z Rosją porozumienia i współpracy, co w świetle opisu rosyjskiej polityki i planów jest szkodliwe. I musi budzić obawy takich państw jak Polska oraz wschodnia flanka NATO. Stwierdzenie to budzi niepokój w zakresie akceptowania przez USA długoterminowych zagrożeń generowanych przez Rosję niezależnych przecież od aktualnej fazy wojny przeciwko Ukrainie.

Wśród rozdziałów analizujących sytuację obszarowo znaleźć można również bardzo krytyczny i defetystyczny opis Europy. USA powtarzają znane już wcześniej zarzuty dotyczące obrazu aktualnego jej stanu, choć zaznaczają, że wiele państw wyciąga wnioski i inwestuje w zmianę kierunków skutkujących osłabieniem kontynentu. Wśród czynników groźnych z amerykańskiej perspektywy wskazano politykę rozbrojenia, zmniejszenie stabilności społecznej, niekontrolowaną migrację, problemy związane z duszeniem rozwoju gospodarczego. Europa w tym opisie jest obszarem bardzo osłabionym i niepewnym, który nie jest zdolny do walki o własne interesy, w szczególności zaś nie jest w stanie stanąć do walki w świetle przyszłych wyzwań – z uwagi na politykę niszczącą europejskie zdolności i podstawy rozwojowe.

Opisywana analiza stanowi bardzo ważny dokument i jest kolejnym raportem otwierającym Polsce pole do negocjacji związanej z relacjami USA i wspólnym zwalczaniem zagrożeń. W związku z identyfikowaniem przez USA coraz większej kooperacji między Rosją i Chinami Polska powinna dążyć do zacieśnienia współpracy i zwiększenia obecności amerykańskiego potencjału w Polsce. Czas na realne i konkretne decyzje, które sprawią, że potencjał wojskowy i militarny na wschodniej flance będzie większy. Czas na wzmocnienie współpracy krajów NATO na rzecz presji na oś zła opisaną przez USA w raporcie. Treść tego dokumentu jasno wskazuje płaszczyznę współdziałania na rzez bezpieczeństwa zarówno Polski jak i USA. Należy tę szansę szybko wykorzystać. Tu potrzebne konkretne decyzje i propozycje związane z relacjami USA-Polska i priorytetami polityki władz RP. Kooperacje ze Stanami należy pogłębiać, tłumaczyć naturę rosyjskich zagrożeń, a w polskiej polityce skupiać się na wzmocnieniu potencjału militarnego, odporności społecznej, rozwijać środki rozpoznania i neutralizacji działań rosyjskich i inwestować w nowoczesne technologie w systemie bezpieczeństwa państwa. Raport amerykański powinien być poważnie potraktowany w debacie publicznej w naszym kraju.

IV. Nowa Strategia USA w praktyce

To co obserwujemy wokół Wenezueli to Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA w praktyce… dla Polski wnioski z tego nie są jednoznaczne.

USA pokazały, że – zgodnie z zapisami SBN – będą meblować obie Ameryki po swojemu. Jeśli trzeba, również przy pomocy działań militarnych i brutalnych metod ochrony własnych interesów na Zachodniej Półkuli (tak to definiuje Strategia). Operacja przeciwko Wenezueli dowodzi, że Stany nie będą się oglądać na protesty Chin i Rosji, które były aktywnie zaangażowane we wspieranie Maduro. To nie uchroniło go przed pojmaniem i atakiem USA. Słowem – Stany pokazały gdzie jest ich wyłączna strefa oddziaływania, do której wstępu nie ma żaden inny globalny gracz. Tak to widzi Strategia, wskazując na potrzebę oddziaływania na obie Ameryki w ramach ochrony interesów USA.

Pytaniem otwartym pozostaje, jak to będzie rzutować na inne regiony świata. Czy USA meblując Ameryki po swojemu, również przy pomocy działań militarnych, a przy tym oczekując milczenia i akceptacji ze strony Rosji i Chin, dadzą takie same możliwości działania Pekinowi i Moskwie w tych rejonach, które dla USA nie są kluczowe ani interesujące?

To jest sprawa kluczowa w dłuższej perspektywie, szczególnie wobec wciąż niejasnego podejścia administracji amerykańskiej do relacji z Europą oraz stosunku USA do Rosji. A dla Polski to właśnie stosunek USA do Moskwy będzie najważniejszym wyznacznikiem międzynarodowej polityki Stanów. Jeśli dojdzie do resetu, współpracy na linii Moskwa-Waszyngton, to odbije się to zapewne na naszym bezpieczeństwie i interesach. Zawsze tak było i będzie. Jakieś ustępstwa będą przez Rosję wymuszane na każdej administracji amerykańskiej, która będzie chciała współpracować. Dla takich krajów jak Polska to będzie zatem sprawa kluczowa.

W krótkiej perspektywie korzystne dla Polski jest, że D. Trump wychodzi z ataku na Wenezuelę wzmocniony, jego administracja pokazała stanowczość i skuteczność, przekroczyła granice, przełamała blokady psychologiczne, i będzie łapać wiatr w żagle, również wobec innych partnerów. Taka administracja Trumpa dla Polski jest jeszcze bardziej atrakcyjnym sojusznikiem. A potencjał odstraszania Rosji przez Waszyngton wzrósł, gdy USA zdecydowały o ofensywnej operacji i usunięciu wenezuelskiego dyktatora.

Upadek reżimu Maduro oznacza wpływ USA na Wenezuelę i (przynajmniej w jakiejś części) jej przyszłą politykę. Ale też zapewne doprowadzi do odcięcia Wenezueli od Rosji i Chin, które tracą sojusznika w kluczowym dla nich regionie. Atak amerykański to również odcięcie współpracy energetycznej Pekinu z Wenezuelą, czyli odcięcie tego kraju od ropy z Wenezueli. To dzieje się jednocześnie z coraz większą destabilizacją wewnętrzną w Iranie, która także spowodować może zmiany jeśli chodzi o współpracę, polityczną, wojskową i energetyczną, na linii Moskwa-Pekin-Teheran. Ostatnie zdarzenia, zapewne nie przypadkowo, w pewnym stopniu ograniczają możliwości działania osi zła, budowanej przez Moskwę i Pekin.

Opisane uwarunkowania powodują, że atak USA na Wenezuelę dla Polski ma pozytywne strony – bowiem wzmacnia strategicznego naszego sojusznika. Być może kosztem dla nas będzie tąpnięcie na rynku ropy, ale to nie jest przesądzone. Problem w tym, że wciąż nie ma jasności jak USA widzą Polskę w nowej układance międzynarodowej. Za słowami o naszej ważnej roli, nie idą znane nam konkretne propozycje, a duch Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA sugeruje, że dla administracji D. Trumpa współpraca gospodarcza z Rosją ma duże znaczenie. Jeśli Trump, stosujący brutalne metody oddziaływania politycznego w regionie USA, przymknie oko na podobne metody stosowane przez Rosję czy Chiny, to sytuacja Polski będzie bardzo poważna.

V. Niemiecka perspektywa relacji USA-Polska

Pojawiające się w polskiej przestrzeni publicznej wypowiedzi polityków dotyczące relacji polsko-amerykańskich skrzętnie odnotowują i nagłaśniają niemieckie media, często dopuszczając się przy tym nadinterpretacji lub nawet manipulacji w celu uwypuklenia ich konfrontacyjnego charakteru. Niemieckie przekazy ukazują nasz kraj jako kontestujący dotychczasowe relacje ze Stanami Zjednoczonymi i szukający nowych sojuszy – głównie w obrębie Unii Europejskiej. Ich celem jest wskazywanie na rzekome rozbieżności pomiędzy Polską i USA oraz tworzenie wrażenia słabnącego zaufania pomiędzy sojusznikami. Niektóre z tych narracji wprost stawiają pod znakiem zapytania dalszą obecność żołnierzy amerykańskich w Polsce. Jednocześnie w tym samym czasie Berlin wysyła do Waszyngtonu czytelne sygnały, że chce być najważniejszym partnerem dla USA w Europie.

Zestawienie przykładowych artykułów niemieckich portali internetowych z kilku ostatnich miesięcy obrazuje, jak tamtejsze media próbują podsycać wrażenie rosnącego kryzysu w relacjach polsko-amerykańskich. Wykorzystują do tego zaczepne wobec USA komentarze polskich polityków, w tym premiera. Gdy Donald Tusk na platformie X zamieścił wpis mówiący o „groźbie rozpadu NATO, złagodzeniu sankcji wobec Rosji, potężnym kryzysie energetycznym w Europie, wstrzymaniu pomocy dla Ukrainy i zablokowaniu pożyczki dla Kijowa przez Orbána” i o tym, że „wszystko to wygląda jak wymarzony plan Putina”, gazeta „Münchner Merkur” pisała w tytule: „Sojusznik z NATO – Polska ostro uderza w Trumpa”.

Gdy marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty publicznie dywagował na temat wniosku o nagrodę Nobla dla Donalda Trumpa, zarzucając prezydentowi USA m.in. łamanie prawa międzynarodowego, na co zareagował ambasador USA Tom Rose, gazeta Handelsblatt informowała swoich czytelników o „ostrym sporze dyplomatycznym” i „wystawieniu na próbę bliskich stosunków Polski i USA”: „Czy Donald Trump zasługuje na Pokojową Nagrodę Nobla, czy nie? To pytanie wywołuje spór między Polską a Stanami Zjednoczonymi”. Niemiecka Agencja Prasowa DPA odnotowała w przekazanej mediom depeszy, że solidarność z Czarzastym wyraziło wówczas „wielu polskich polityków oraz amerykańskich dyplomatów”. Co więcej, wymianę zdań Toma Rose z anonimowym użytkownikiem portalu X, w której Rose po skierowanym do niego wezwaniu, aby wracał do domu, zapytał, czy Stany Zjednoczone powinny zabrać z Polski „wszystkich żołnierzy i cały sprzęt” (wpis później usunął), gazeta, nadinterpretując słowa ambasadora, określiła jako groźbę wycofania wojsk amerykańskich z Polski. „Ambasador USA Tom Rose zagroził nawet wycofaniem wojsk amerykańskich” – można było przeczytać w Handelsblatt.

Antyamerykańskich nadinterpretacji i manipulacji niemieckie media dopuszczały się również komentując słowa prezydenta RP Karola Nawrockiego, który w jednym z wywiadów postulował rozważenie budowy przez Polskę własnego potencjału nuklearnego z poszanowaniem wszystkich międzynarodowych regulacji. W niemieckich mediach ukazały się teksty obrazujące deklarację prezydenta Nawrockiego jako stojącą w poprzek bliskim relacjom z USA. „Prezydent Nawrocki chce uczynić Polskę bardziej niezależną od USA. Miejsce mogłoby być jeszcze pod parasolem atomowym Francji lub Wielkiej Brytanii” – napisała gazeta Tageszeitung. Warszawska korespondentka gazety Gabriele Lesser w swoim komentarzu złośliwie stwierdziła, że prezydent Nawrocki „zdaje się nie zauważył, że mógł to być afront wobec Stanów Zjednoczonych, które także Polsce gwarantują swój parasol nuklearny.”

Również dziennik Die Welt interpretował słowa prezydenta Karola Nawrockiego w kontekście kontestowania dotychczasowych gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA. Autor komentarza Phillip Fritz wskazał, że tego typu debata toczy się obecnie w wielu krajach objętych parasolem nuklearnym USA, np. Korei Południowej czy Japonii. „Wszystkie te kraje są wstrząśnięte polityką Donalda Trumpa. W niektórych przypadkach istnieją poważne wątpliwości co do tego, czy Stany Zjednoczone udzieliłyby pomocy danemu państwu w przypadku wojny” – napisał niemiecki dziennikarz. Według niego szczególnie niepokojące dla Polski jest to, że Stany Zjednoczone ograniczyły pomoc dla Ukrainy, a amerykański prezydent próbuje zbliżyć się do Władimira Putina. „To grunt, na którym wyrasta polska debata nuklearna” – podkreślił dziennikarz Die Welt.

Mocno antyamerykański wydźwięk miał również tekst zamieszczony na portalu Focus, w którym autor, opisując możliwość przeniesienia żołnierzy USA do Polski „w nagrodę za lojalność”, sporą część artykułu poświęcił utyskiwaniom byłego szefa Agencji Wywiadu Andrzeja Derlatki przedrukowanym z portalu Onet. „Były szef wywiadu ostrzega przed eksplozją kosztów” – podkreślił Focus, cytując Derlatkę, który stwierdził, że jeśli wojsk amerykańskich w Polsce będzie znacznie więcej, to „nasz budżet może na tym ucierpieć”.

Charakterystyczna była również reakcja niemieckich mediów na stanowisko polskiego ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza w sprawie przemieszczenia polskich baterii Patriot na Bliski Wschód, o co według nieoficjalnych informacji miał zabiegać Waszyngton. Portal Focus na pierwszy plan wybił informację o tym, jak szybko Polska udzieliła odmownej odpowiedzi. „Polska odrzuca prośbę USA tego samego dnia: Nie rozmieści swoich systemów Patriot na Bliskim Wschodzie. Warszawa podkreśla priorytet własnego bezpieczeństwa i swojej roli na wschodniej flance NATO” – czytamy. O polskiej odmowie pisał również tygodnik Spiegel w tekście opatrzonym sugestywnym tytułem: „Czy NATO rozpadnie się z powodu wojny z Iranem?” „Partnerzy z NATO od dawna zabiegają o względy Trumpa, ale teraz coraz więcej krajów europejskich buntuje się przeciwko Stanom Zjednoczonym, na czele z Hiszpanem Sánchezem. Dlaczego nie chcą już kłaniać się „tatusiowi”?” – pyta Spiegel.

Okazją do kontestowania polsko-amerykańskich relacji stały się również wypowiedzi Donalda Trumpa na temat Grenlandii. Dziennik Die Zeit zamieścił na swoich łamach komentarz polskiego publicysty i szefa warszawskiego biura Europejskiej Rady Stosunków Międzynarodowych (ECFR) Piotra Burasa zatytułowany: „Groźba Trumpa pod adresem Danii to dramat dla Polski”. W tekście czytamy m.in., że Trump wpędza „dotychczas wierny wobec Ameryki kraj w niebezpieczny dylemat”. Buras określa działania prezydenta USA w sprawie Grenlandii i Danii jako „pozbawione hamulców”, prowadzące na „skraj przepaści nie tylko sojusz transatlantycki, ale także Unię Europejską”.

Uwagę zwracały również komentarze wiążące porażkę Victora Orbana w ostatnich wyborach na Węgrzech z udzielonym mu przez Donalda Trumpa poparciem oraz wskazujące, że może to wpłynąć na rozluźnienie związków polskiej prawicy z amerykańskim prezydentem.

„PiS musi najpierw uporządkować swoje sprawy” – stwierdziła Agnieszka Łada-Konefał z Instytutu Niemiecko-Polskiego, cytowana na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung. „Polska prawica, która stale podkreśla swoją bliskość z prezydentem USA Donaldem Trumpem, musi również wziąć pod uwagę, że Orban przegrał wybory mając poparcie Trumpa. „Prawdopodobnie nie będą już chwalić Trumpa w co drugim zdaniu” – można było przeczytać na łamach FAZ.

Z kolei portal Focus opublikował krytyczny tekst żony polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego na temat prowadzonej przez USA wojny w Iranie, zatytułowany: „Trump bombarduje rząd, ale nadal szydzi z narodu irańskiego”. Anne Applebaum w swoim tekście wskazywała, że same bomby nie stworzą stabilnego reżimu, a politykę administracji Trumpa charakteryzuje brak spójnego planu. Iran nie potrzebuje nowej dyktatury, lecz samostanowienia i pluralistycznego rządu” – podkreśliła Applebaum w niemieckim medium.

Nagłówki niemieckich portali internetowych mają wytworzyć wrażenie, że w relacjach polsko-amerykańskich następuje stopniowy rozpad dotychczasowych więzi. Kształt tych relacji podważany jest na kilku płaszczyznach, które najogólniej można próbować ująć w trzech kategoriach: politycznej – polegającej na ukazywaniu rzekomej niestabilności administracji Donalda Trumpa i związanych z tym ryzyk, ekonomicznej – poprzez ukazywanie, że obecność żołnierzy w krajach europejskich, w tym w Polsce, generuje wysokie koszty, niewspółmierne z płynącymi z tego korzyściami, czy wreszcie militarnej, której istota tkwi w chęci odejścia od zakupów w amerykańskim przemyśle zbrojeniowym na rzecz zakładów europejskich – głównie niemieckich i francuskich.

Nagłaśnianie i nadinterpretowanie antyamerykańskich przekazów płynących z Polski może być również oznaką tego, że europejscy przywódcy chcą zdystansować się od obecnej administracji Stanów Zjednoczonych, samemu jednak bezpośrednio nie narażając relacji własnych państw z Waszyngtonem. Jednocześnie poprzez tego rodzaju publikacje dające Amerykanom do zrozumienia, że nie są już w Europie tak mile widziani jak do tej pory, otwiera się przestrzeń dla realizacji ambicji Niemiec, które chciałyby poprzez osłabienie pozycji USA przejąć ich rolę na Starym Kontynencie wobec takich państw jak Polska. Ponadto nagłaśniając krytyczne opinie lub konfrontacyjne pytania, wypowiadane m.in. przez Donalda Tuska, Niemcy pokazują, że nawet tak bliski sojusznik USA jak Polska, w obliczu sposobu prowadzenia polityki przez obecnego prezydenta USA Donalda Trumpa, traci zaufanie do swojego partnera, stawia pytania o przyszłość relacji transatlantyckich, a co za tym idzie – również o przyszłość NATO. Dodatkowe światło na przekazy niemieckich mediów rzuca ujawniona w ostatnim czasie informacja dotycząca zamiaru podpisania przez rząd Donalda Tuska z rządem RFN umowy o współpracy w dziedzinie obronności, doskonale wpisująca się w niemieckie plany dążące do wypchnięcia USA z Europy i zajęcia ich miejsca w obszarze bezpieczeństwa.

Wszystkie te narracje wpływają niekorzystnie na bezpieczeństwo Polski, szczególnie w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Rosji, ponieważ stawiają nasz kraj na arenie międzynarodowej w roli państwa krytycznego wobec USA, okazującego publicznie brak zaufania swojemu największemu sojusznikowi – jako kraj, w którym widać regularnie działania prowokacyjne wobec Białego Domu, a jednocześnie otwartego na propozycje i sojusze z innymi państwami, które miałyby zrekompensować ewentualne skutki osłabienia więzi z Waszyngtonem. Nie tylko rozsadza to NATO od środka i osłabia rolę USA w sojuszu, ale także negatywnie wpływa na chęć Waszyngtonu do pogłębiania swojego zaangażowania jako największego gwaranta światowego, w tym polskiego, bezpieczeństwa.

Ponadto przytoczone przekazy tworzą obraz, jakoby w Polsce toczyła się właśnie dyskusja stawiająca pod znakiem zapytania sens powiększania czy wręcz utrzymywania amerykańskiego kontyngentu w naszym kraju, szczególnie w sytuacji, gdy rząd Donalda Tuska nawiązuje coraz ściślejsze relacje w dziedzinie bezpieczeństwa z Niemcami i Francją. Stanowią one duże zagrożenie dla bezpieczeństwa informacyjnego RP oraz mogą mieć poważne konsekwencje, ponieważ stanowią element uzupełniający wobec działań o charakterze politycznym, których skutkiem może być trwała przebudowa relacji Europy z USA, co będzie się odbywało kosztem polskiego bezpieczeństwa. Narracja budowana przez niemieckie media za pomocą manipulacji przekazem z Polski stawia nasz kraj w roli katalizatora działań realnie uderzających w relacje między RP a USA, co skutkować może obniżeniem poziomu zaufania i współpracy, a także może wytworzyć przekonanie w Europie, że czas odwrócić się od Stanów Zjednoczonych skoro „nawet zagrożona Polska” chce dokonać reorientacji swoich relacji polityczno-militarnych. Z uwagi na siłę i wpływ niemieckich mediów na światową opinię publiczną należy wskazać, że opisany typ oddziaływania ma duży potencjał zagrożeń dla interesów RP.

VI. Żołnierze USA w Polsce, ból głowy w Niemczech

W kategoriach zamieszania i zgrzytu w relacjach polsko-amerykańskich, a także zagrożenia dla europejskiej jedności i stabilności NATO niemieckie media opisują decyzje amerykańskiej administracji w sprawie liczby żołnierzy USA w Polsce. Gdy krótko po słowach ministra wojny Pete’a Hegsetha o tymczasowym wstrzymaniu przeniesienia dodatkowych żołnierzy do naszego kraju prezydent Trump ogłosił, że ze względu na bliskie relacje z prezydentem Karolem Nawrockim ich liczba jednak wzrośnie, niemieckie media zarzuciły amerykańskiemu przywódcy nieprzewidywalność, brak militarnej strategii i działanie z pobudek czysto politycznych, mające na celu wsparcie prawicowych przywódców i ingerencję w sytuację wewnętrzną państw europejskich. Wytknęły również lakoniczność zapowiedzi Trumpa, zastanawiając się, czy i jakie będzie ona miała odzwierciedlenie w rzeczywistości.

„Polska wściekła na Amerykanów” – tak pierwotną zapowiedź wstrzymania przeniesienia do Polski 4 tys. amerykańskich żołnierzy, wyrażoną przez ministra wojny Pete’a Hegsetha, opisywał dziennik Bild. Według gazety deklaracja ta wywołała szok w Warszawie i „alarm na wschodniej flance NATO”. „Polacy żądają szacunku od USA” – wskazywał dziennik, przytaczając liczne wypowiedzi członków polskiego rządu wyrażające zaskoczenie i dezaprobatę, w tym słowa premiera Donalda Tuska. Opisywano również zaskoczenie, jakie słowa Hegsetha wywołały nawet szeregach armii amerykańskiej. Portal Focus poszedł dalej, nazywając zapowiedź amerykańskiego ministra wojny „wieścią hiobową, która zastała polski rząd kompletnie nieprzygotowany” i wywołała w Polsce „głęboki szok” oraz „obawy o własne bezpieczeństwo”. Portal nie omieszkał przy tym zauważyć, że wcześniej to politycy konserwatywnej partii Prawa i Sprawiedliwości „nie kryli radości z ukarania Niemców” zapowiedzianym przez Trumpa wycofaniem 5 tys. żołnierzy i wyrażali nadzieję, że żołnierze ci zostaną przeniesieni do Polski.

Z kolei dziennik Süddeusche Zeitung, komentując zapowiedzi USA dotyczące wycofania części żołnierzy z Niemiec i wstrzymania powiększenia ich liczby w Polsce, ocenił, że chaos i brak komunikacji z Europą nie wzmacniają przewidywalności USA wobec sojuszu NATO. Zdaniem gazety kara, jaka miała spotkać kanclerza Friedricha Merza za jego krytyczne słowa na temat braku strategii Amerykanów w wojnie z Iranem, nie dotknęła Niemiec, lecz Polskę, „której prawicowo-populistyczny prezydent Karol Nawrocki jest zadeklarowanym zwolennikiem Trumpa”. Powołując się na przedstawicieli NATO niemiecki dziennik zauważył, że „wszystko byłoby o połowę mniej irytujące i niepokojące”, gdyby sojusznicy w Europie wiedzieli, co i kiedy Amerykanie zamierzają zrobić. Bez tego „praktycznie niemożliwe” jest właściwe zaplanowanie transformacji polegającej na przejęciu przez Europejczyków większej odpowiedzialności za obronę konwencjonalną tak, aby nie powstała „luka w odstraszaniu”. Cytowani przez gazetę przedstawiciele Sojuszu zwracali uwagę, że nikt nie wie, co oznaczają przedstawiane przez Donalda Trumpa i Pete’a Hegsetha liczby: „5 tysięcy żołnierzy z Niemiec, 4 tysiące żołnierzy z Polski – i czy należy je zsumować, czy też mniejszy kontyngent jest w rzeczywistości częścią większego” – czytamy.

Gdy 21 maja br. prezydent Donald Trump ogłosił, że w związku z sukcesem wyborczym Karola Nawrockiego Stany Zjednoczone wyślą do Polski kolejnych 5 tys. żołnierzy, Niemcy nie kryli zaskoczenia, snując jednocześnie domysły, co tak naprawdę stoi za decyzją prezydenta USA. „W Niemczech kilka tysięcy żołnierzy USA mniej, w Polsce, co zaskakujące, kilka tysięcy więcej: czy za ostatnimi zapowiedziami prezydenta Donalda Trumpa dotyczącymi liczebności wojsk w Europie kryje się strategia wojskowa? A może Trumpowi chodzi przede wszystkim o nagrodzenie lojalności i ukaraniu krytyki?” – zastanawia się gazeta Frankfurter Allgemeine Zeitung. Dziennik zwraca uwagę, że w obietnicy Trumpa brak jest konkretnych informacji, jak chociażby tego, kiedy i skąd ci żołnierze zostaną przeniesieni do Polski. Z artykułu przebija również zdziwienie motywacją Donalda Trumpa, który „nie uzasadnił swojej decyzji strategią militarną, ani nawet wzmocnieniem wschodniej flanki NATO, lecz swoimi dobrymi relacjami z prawicowo-konserwatywnym prezydentem Polski Karolem Nawrockim.”

Tagesschau, portal informacyjny publicznego nadawcy telewizyjnego ARD, powołując się na źródła w Departamencie Obrony Stanów Zjednoczonych, stwierdził, że „Trump wprowadził zamieszanie – nawet wśród swoich ludzi”. „Jasna wypowiedź, niejasne konsekwencje” – ocenia Tagesschau, pisząc o dezorientacji, jaką miał wywołać amerykański prezydent u partnerów z NATO, w Polsce i „najwyraźniej także w Pentagonie”. „Ponieważ pomysł dodatkowych żołnierzy najwyraźniej nie został jeszcze dogłębnie przedyskutowany” – twierdzi portal. W konkluzji innego artykułu poświęconego decyzjom amerykańskiego prezydenta skutkującym zwiększeniem liczebności amerykańskich żołnierzy w Polsce i zmniejszeniem w Niemczech, Tagesschau rzuca jeszcze cięższe oskarżenie pod adresem amerykańskiego przywódcy: „Krytycy oskarżają Trumpa o to, że swoimi działaniami osłabia NATO i tym samym działa na korzyść prezydenta Rosji Władimira Putina”.

Linię narracyjną mówiącą o rzekomym braku strategii w działaniach Donalda Trumpa kontynuuje również dziennik Handelsblatt. Według gazety decyzja Trumpa o wysłaniu dodatkowych żołnierzy do Polski została podjęta bardziej z powodów politycznych niż wojskowych. To, że pomimo zamiaru ograniczenia przez USA swojej wojskowej obecności w Europie, do Polski zostanie wysłanych dodatkowe 5 tys. żołnierzy, zdaniem dziennika oznacza, że „przychylność Trumpa wobec narodowo-konserwatywnego polskiego prezydenta Karola Nawrockiego waży więcej niż czysto wojskowo-strategiczne argumenty”. Jak twierdzą autorzy artykułu, uwydatnia to „bliskość amerykańskiego ruchu MAGA do nowej prawicy w Europie Wschodniej”. Karol Nawrocki jest przy tym przedstawiony jako prezydent, który „regularnie wyhamowuje proeuropejskiego premiera Donalda Tuska”. Decyzja Trumpa może być również interpretowana jako sygnał po porażce Viktora Orbana na Węgrzech, że Waszyngton „nadal stawia na prawicowo-narodowych partnerów w Europie Wschodniej” – twierdzi dziennik. Autorzy artykułu oceniają, że „USA włączają się w coraz większym stopniu w polską politykę wewnętrzną”. W ich opinii polityka zagraniczna w czasach prezydentury Donalda Trumpa przestała być klasyczną polityką sojuszy, ale stała się „środkiem do celowego wpływu na politykę wewnętrzną zachodnich krajów demokratycznych w celu wzmocnienia partii prawicowych i równoczesnego osłabienia UE, krytykowanej od lat przez Trumpa ze względu na politykę handlową i regulacyjną”. „Sojusznicy są traktowani w sposób zróżnicowany, co pozwala wywierać na nich polityczną presję” – czytamy.

Na polityczny kontekst deklaracji Donalda Trumpa, uzależnionych od personalnych relacji prezydenta USA z przywódcami europejskimi, zwraca również uwagę tygodnik Spiegel. „Innymi słowy – jeśli Friedrich Merz krytykuje Trumpa, to ten wycofuje 5 tysięcy żołnierzy z Niemiec. A ponieważ lubi Nawrockiego, wysyła 5 tysięcy więcej do Polski” – pisze tygodnik.

Przekazy płynące zza naszej zachodniej granicy mają na celu również przekonanie opinii publicznej, że ewentualne zabranie amerykańskich żołnierzy z Niemiec i przesunięcie ich do Polski to zły pomysł. To byłoby trudne, a powodem jest geografia – pisze gazeta Frankfurter Allgemeine Zeitung, uzasadniając, że zachodnie Niemcy, gdzie znajduje się baza Ramstein, są „optymalnie oddalone” od potencjalnego przeciwnika, czyli Rosji, podczas gdy Warszawa i Berlin znajdują się w zasięgu rakiet Iskander rozlokowanych w Królewcu. Gazeta cytuje gen. Bena Hodgesa z USA, który uważa, że Ramstein jest najważniejszą amerykańską instalacją w Europie, a na stworzenie alternatywy w innym miejscu Trump potrzebowałby dziesięcioleci i miliardów dolarów. Zdaniem amerykańskiego wojskowego Trump, chcąc ukarać niemiecki rząd, szkodzi Ameryce i szkodzi potencjałowi odstraszania w Europie.

Analizę poświęconą amerykańskim planom wycofania części wojskowych z Niemiec opublikowała również Federalna Centrala Kształcenia Obywatelskiego. „Większość obserwatorów politycznych nie uważa, że przesunięcie kilku tysięcy żołnierzy poważnie zaszkodziłoby niemieckiej obronie narodowej i zdolnościom reagowania NATO. Niektórzy jednak wskazują, że posunięcie to mogłoby osłabić wiarygodność i spójność NATO. Jeśli chodzi o potencjalne odstraszanie, przynajmniej część ekspertów obawia się, że Trump nie zamierza wdrożyć porozumienia z 2024 r. między Stanami Zjednoczonymi a Niemcami w sprawie rozmieszczenia pocisków manewrujących i hipersonicznych w Nadrenii-Palatynacie” – zauważa niemiecka instytucja rządowa.

W przytoczonych powyżej publikacjach widoczne jest wyolbrzymianie rzekomego kryzysu w relacjach polsko-amerykańskich w następstwie zapowiedzi Pete’a Hegsetha o czasowym wstrzymaniu relokacji amerykańskich żołnierzy do Polski. Wydźwięk niektórych komentarzy sugerował, że Stany Zjednoczone mogą zawieść nawet najbliższych i najbardziej lojalnych sojuszników. Po zdecydowanej deklaracji Donalda Trumpa o przeniesieniu dodatkowych 5 tys. wojskowych do naszego kraju wiele mediów skupiło się z kolei na ukazywaniu nieprzewidywalności amerykańskiego przywódcy i podważaniu zaufania do Stanów Zjednoczonych jako najsilniejszego członka NATO i gwaranta światowego bezpieczeństwa. Celem identyfikowanych narracji było również wskazywanie, że decyzja Trumpa o przeniesieniu do Polski kolejnych żołnierzy była nieprzemyślana i nie została uzgodniona z Pentagonem, jest niekorzystna z punktu widzenia NATO i nie stoi za nią żadna strategia militarna (jest to ten sam kierunek zarzutów pod adresem USA, który cechował krytyczną wypowiedź kanclerza Merza dotyczącą amerykańskich działań w Iranie), a jedynie chęć wywarcia wpływu na polską sytuację polityczną i presji na Niemcy. Pojawiły się również zarzuty wobec Donalda Trumpa, jakoby kosztem stabilności NATO i europejskiego bezpieczeństwa próbował toczyć swoją rozgrywkę z Władimirem Putinem. Równocześnie niemieckie media wykorzystały decyzję nielubianego przez nich amerykańskiego przywódcy do napiętnowania prezydenta Karola Nawrockiego i konserwatywnego obozu politycznego w Polsce, opowiadających się za ścisłymi relacjami z USA. Część ośrodków podjęła się także próby przekonania opinii publicznej, że ewentualne przeniesienie żołnierzy amerykańskich z Niemiec do Polski jest niekorzystne dla bezpieczeństwa całego Sojuszu.

Z całą pewnością świat niemieckiej polityki i mediów będzie uważnie obserwował dalszy rozwój wydarzeń i nagłaśniał komentarze i wydarzenia, które mogłyby popsuć dobre relacje Polski ze Stanami Zjednoczonymi oraz storpedować ewentualne przeniesienie części amerykańskich żołnierzy z Niemiec do naszego kraju. Z monitoringu prowadzonego przez Fundację Instytut Bezpieczeństwa Narodowego wynika, że taka działalność strony niemieckiej ma charakter stały, a rozbudzanie animozji i niechęci między Polską i Stanami Zjednoczonymi jest celem aktywności niemieckich mediów oraz podmiotów państwowych. Z punktu widzenia polskich interesów ważne jest, aby maksymalnie wykorzystać sprzyjające naszemu bezpieczeństwu zapowiedzi Donalda Trumpa i nie dać się zdominować forsowanemu przez Niemców stanowisku, jakoby powiększenie liczby amerykańskich żołnierzy w Polsce, w przypadku gdy zostaną oni przesunięci z Niemiec, negatywnie wpływało na europejską architekturę bezpieczeństwa i zdolności Sojuszu Północnoatlantyckiego do odstraszania Rosji, bo jest wręcz przeciwnie.

VII. Antyamerykański dyskurs w działaniach informacyjnych Rosji

Analiza publikacji zamieszczonych w polskojęzycznym segmencie prorosyjskiej sieci stron internetowych wskazuje, że przekaz tej infrastruktury to element szerszego, rosyjskiego ekosystemu informacyjnego, którego celem jest systematyczne wzmacnianie prorosyjskiej interpretacji wydarzeń międzynarodowych, a zarazem osłabianie społecznego zaufania do Stanów Zjednoczonych, NATO oraz całej architektury bezpieczeństwa transatlantyckiego. W tym modelu poszczególne publikacje pełnią funkcję nośników powtarzalnych tez: USA są przedstawiane jako aktor niestabilny, egoistyczny i instrumentalnie traktujący sojuszników, natomiast relacje transatlantyckie jako źródło eskalacji, kosztów gospodarczych oraz zagrożenia wojną.

Szczególne znaczenie ma fakt, że przekaz ten jest kierowany do polskiego odbiorcy, a więc do społeczeństwa państwa frontowego NATO, bezpośrednio zaangażowanego w politykę odstraszania, wsparcie Ukrainy oraz wzmacnianie wschodniej flanki Sojuszu. Z tego względu propaganda nie ogranicza się do ogólnej krytyki Zachodu, lecz konstruuje komunikaty odnoszące się do konkretnych polskich lęków: ryzyka wojny z Rosją, kosztów bezpieczeństwa, obecności wojsk USA, relacji z Niemcami, zobowiązań sojuszniczych oraz potencjalnego „wciągnięcia” Polski w cudze konflikty. Mechanizm ten ma charakter psychologiczny: odbiorca ma nie tylko zakwestionować decyzje polityczne władz, ale również zacząć postrzegać własne bezpieczeństwo jako zagrożone przez sojusze, które formalnie mają je wzmacniać. Następuje więc próba zmiany percepcji rzeczywistości, a gwarancje sojusznicze i sojusznicy mają być postrzegani jako źródło problemów i zagrożeń.

Dominującą techniką widoczną w analizowanym materiale jest odwrócenie odpowiedzialności. Rosja, mimo że pozostaje źródłem agresji militarnej, presji hybrydowej i destabilizacji regionalnej, jest przedstawiana jako państwo reagujące na działania NATO, USA, Polski lub Europy. Z kolei polityka odstraszania, modernizacja obronna, wsparcie Ukrainy i wzmacnianie zdolności wojskowych Zachodu są opisywane nie jako odpowiedź na rosyjskie zagrożenie, lecz jako dowód rzekomej militaryzacji, eskalacji i przygotowań do wojny. W ten sposób propaganda próbuje rozbroić poznawczo odbiorcę: przesunąć jego uwagę z działań Rosji na rzekome błędy, ambicje lub prowokacje Zachodu.

Istotnym elementem badanych narracji jest również próba rozdzielania Polski od jej strategicznych partnerów. USA są prezentowane jako gwarant niepewny i transakcyjny, Europa jako podmiot pozbawiony sprawczości, NATO jako struktura wewnętrznie pękająca, a Polska jako państwo wykorzystywane w cudzej geopolitycznej rozgrywce. Taki przekaz ma prowadzić do erozji społecznej akceptacji dla obecności wojsk amerykańskich, współpracy wojskowej z sojusznikami, zwiększania wydatków obronnych oraz kontynuowania wsparcia dla Ukrainy. Jest to szczególnie istotne, ponieważ propaganda nie musi przekonać odbiorcy do jawnie prorosyjskiej postawy; wystarczy, że wywoła niepewność, zniechęcenie, poczucie osamotnienia i przekonanie, że zachodnie gwarancje bezpieczeństwa są niewiarygodne.

W analizowanym okresie przypadającym na przełom kwietnia i maja 2026 roku przekaz dotyczący USA i relacji transatlantyckich pełni funkcję operacji oddziaływania na percepcję strategiczną. Jego celem jest stopniowe podważanie fundamentów, na których opiera się polska polityka bezpieczeństwa: zaufania do NATO, wiarygodności amerykańskich gwarancji, solidarności sojuszniczej oraz przekonania, że odstraszanie Rosji wymaga spójności Zachodu. W praktyce oznacza to próbę osłabienia odporności społecznej państwa frontowego poprzez konsekwentne przedstawianie sojuszy jako źródła zagrożenia, a Rosji jako aktora, z którym należy „racjonalnie” odbudować relacje.

A. Wykaz narracji wymierzonych w postrzeganie USA

1. USA jako państwo wyczerpane strategicznie i militarnie

Przekaz zbudowany na tezie, że wojna z Iranem, zaangażowanie na Bliskim Wschodzie i wsparcie dla sojuszników „opróżniają” amerykańskie arsenały oraz obniżają realną zdolność USA do odstraszania i działań operacyjnych. Taka narracja nie musi wprost negować potęgi militarnej USA, lecz sugeruje, że jest ona rozproszona, przeciążona i niewystarczająca wobec wielu kryzysów jednocześnie. Jej celem jest osłabienie wiary w amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa oraz wywołanie pytania: czy USA faktycznie byłyby w stanie obronić Europę, skoro same mają rzekomo lukę zasobową?

2. USA jako hegemon, który traktuje sojuszników instrumentalnie

W przekazach dotyczących obecności wojsk USA w Europie pojawia się teza, że Waszyngton nie działa w logice solidarności sojuszniczej, ale według logiki dyscyplinowania, nagradzania i karania państw europejskich. Decyzje o przesunięciach wojsk są w tej ramie interpretowane nie jako element planowania strategicznego, lecz jako dowód arbitralnej dominacji USA nad Europą. Funkcja narracji polega na przedstawieniu relacji z USA jako relacji zależności, a nie partnerstwa. Jednocześnie ataki personalne na Prezydenta Donalda Trumpa oraz dyskredytowanie przywództwa Stanów Zjednoczonych ma sugerować, że relacje sojusznicze w Europie zależą od chwilowych nastrojów Donalda Trumpa i nie mogą dawać poczucia stabilizacji i stabilności sojuszy.

3. USA jako niewiarygodny gwarant bezpieczeństwa

Propaganda tworzy obraz napięć politycznych we wspólnocie NATO, ale także wykorzystuje realne napięcia, dotyczących obecności wojsk amerykańskich w Europie, aby rozbudować tezę o kruchości gwarancji amerykańskich. Wątek wycofania części żołnierzy USA z Niemiec oraz dyskusje o lojalności Waszyngtonu wobec NATO są przekształcane w komunikat: „Ameryka może odejść, gdy tylko uzna to za korzystne”. Celem jest nie tyle przekonanie odbiorcy, że USA już porzuciły Europę, ile zasianie trwałej niepewności wobec art. 5 i obecności USA na wschodniej flance.

4. USA jako mocarstwo wciągające Polskę w cudze wojny

W tej narracji Polska nie jest pokazywana jako państwo podejmujące suwerenne decyzje obronne, lecz jako wykonawca amerykańskiej strategii wobec Rosji, Iranu lub Chin. Przykładem szerszego wzorca jest wcześniejsza narracja odnotowana przez EUvsDisinfo, według której Donald Trump miał rzekomo przygotowywać Polskę do wojny z Chinami poprzez projekt Fort Trump. Mechanizm polega na odwróceniu sensu współpracy obronnej: zamiast odstraszania Rosji, propaganda przedstawia ją jako podporządkowanie Polski globalnym agresywnym planom USA.

5. USA jako aktor destabilizujący Bliski Wschód, a przez to bezpieczeństwo Europy

Wątki dotyczące Iranu i cieśniny Ormuz są używane do pokazania USA jako państwa, które generuje kryzysy daleko od Europy, ale przerzuca ich skutki na europejskich sojuszników. W tej konstrukcji Ameryka nie jest gwarantem porządku międzynarodowego, lecz źródłem eskalacji, wzrostu cen energii, napięć militarnych i zaburzeń logistycznych. Funkcja psychologiczna tej narracji polega na powiązaniu obecności USA z codziennym kosztem bezpieczeństwa: droższą energią, ryzykiem wojny i zależnością od decyzji Waszyngtonu. Generalizowanie zawarte w przekazie propagandowym ma wdrukować odbiorcom, że takie są skutki każdej aktywności i współdziałania z USA.

6. USA jako państwo prowadzące politykę „szantażu sojuszniczego”

Przekaz opiera się na sugestiach, że USA oceniają państwa NATO według kryterium posłuszeństwa, a nie wspólnej strategii. Informacje o sporach z Niemcami, presji na państwa europejskie czy możliwe przesuwanie wojsk są interpretowane jako dowód, że Waszyngton wykorzystuje bezpieczeństwo jako instrument nacisku politycznego. Taki przekaz służy podważeniu moralnej legitymacji USA jako lidera Zachodu i przedstawieniu ich jako mocarstwa transakcyjnego, nieprzewidywalnego i egoistycznego.

7. USA jako centrum „kolektywnego Zachodu”, odpowiedzialne za konfrontację z Rosją

Narracja nie zawsze wymienia USA bezpośrednio, lecz ukrywa je pod pojęciami „Zachodu”, „NATO” lub „anglosaskiej strategii”. W tym ujęciu wojna i napięcia z Rosją nie wynikają z rosyjskiej agresji, lecz z rzekomej ekspansji amerykańskiego systemu bezpieczeństwa w Europie. To klasyczna inwersja odpowiedzialności: agresor zostaje przedstawiony jako aktor reagujący, a system obronny jako źródło zagrożenia.

8. USA jako państwo osłabione wewnętrznie i chaotyczne politycznie

Materiały o napięciach wokół Trumpa, decyzjach Pentagonu, sporach z sojusznikami czy kryzysach wokół Iranu są używane do budowy obrazu państwa pogrążonego w chaosie decyzyjnym. W tej narracji problemem nie jest tylko konkretna administracja, ale sam amerykański model przywództwa, przedstawiany jako niestabilny, impulsywny i podporządkowany bieżącym konfliktom politycznym. Efektem ma być osłabienie atrakcyjności USA jako punktu odniesienia dla bezpieczeństwa, demokracji i ładu międzynarodowego.

9. USA jako mocarstwo, które wykorzystuje Europę do własnej rywalizacji globalnej

Wątki dotyczące Chin, Iranu i Rosji są łączone w szerszą ramę: Europa i Polska mają być zasobem w amerykańskiej grze o utrzymanie dominacji globalnej. Propaganda sugeruje, że obecność wojskowa USA w Polsce lub regionie nie służy bezpieczeństwu państw frontowych, ale przygotowaniu infrastruktury pod konflikty prowadzone w interesie Waszyngtonu. To narracja szczególnie niebezpieczna, bo uderza w społeczną akceptację dla obecności wojsk USA i dla współpracy obronnej z Ameryką.

B. Wykaz narracji wymierzonych w relacje transatlantyckie

1. NATO jako sojusz w fazie rozpadu

Propaganda wykorzystuje realne wypowiedzi europejskich liderów o napięciach w NATO, aby przekształcić je w obraz nieuchronnej dezintegracji wspólnoty transatlantyckiej. Wątek wypowiedzi Donalda Tuska o „trwającym rozpadzie sojuszu” jest użyteczny propagandowo, ponieważ pozwala pokazać kryzys NATO jako fakt potwierdzony przez same elity Zachodu. Celem jest wytworzenie wrażenia, że NATO nie jest już pewną organizacją, ani trwałą gwarancją bezpieczeństwa, lecz konstrukcją politycznie pękającą od środka.

2. Relacje USA–Europa jako układ dominacji, nie partnerstwa

Przekazy akcentują, że Europa jest zależna od decyzji Waszyngtonu w zakresie wojska, energii, polityki wobec Rosji i Bliskiego Wschodu. W tej narracji europejskie państwa nie są podmiotami wspólnoty transatlantyckiej, lecz klientami amerykańskiego systemu bezpieczeństwa. Funkcja operacyjna polega na wzmacnianiu antyamerykanizmu w Europie i przedstawianiu strategicznej autonomii jako alternatywy wobec „wasalizacji”.

3. Polska jako państwo frontowe wykorzystywane przez USA i NATO

Propaganda przedstawia Polskę jako terytorium buforowe, na którym Zachód może lokować ryzyko wojny z Rosją. Wątek obecności wojsk USA, dyskusji o przesunięciu sił z Niemiec oraz roli Polski na wschodniej flance jest interpretowany jako dowód, że Warszawa zostaje przesuwana bliżej potencjalnego konfliktu. Celem jest wzbudzenie lęku, że polsko-amerykańska współpraca obronna nie zwiększa bezpieczeństwa, lecz czyni Polskę pierwszym celem rosyjskiego odwetu.

4. Europa jako zakładnik amerykańskich decyzji o wojnie i pokoju

W tej ramie wojna w Ukrainie, napięcia z Iranem oraz polityka wobec Rosji są przedstawiane jako procesy kontrolowane przede wszystkim przez USA. Europa ma być pokazywana jako aktor pozbawiony sprawczości, który ponosi koszty amerykańskich decyzji, lecz nie ma realnego wpływu na ich kierunek. To narracja obliczona na wzmacnianie frustracji wobec USA i na osłabianie solidarności transatlantyckiej w momentach kryzysu.

5. NATO jako struktura eskalacyjna, a nie obronna

Rosyjska propaganda regularnie odwraca sens działań odstraszających NATO, przedstawiając je jako przygotowania do agresji. Najbardziej wyrazisty przykład stanowi narracja o rzekomych polsko-francuskich ćwiczeniach nuklearnych symulujących uderzenia na Rosję i Białoruś, którą EUvsDisinfo zakwalifikowało jako dezinformację; brak jest publicznych dowodów, aby takie scenariusze były elementem oficjalnych ćwiczeń Polski, Francji lub NATO. Funkcją tej narracji jest uzasadnienie rosyjskiej militaryzacji i wytworzenie przekonania, że to NATO prowokuje eskalację nuklearną.

6. Europeizacja obrony jako dowód rozpadu więzi z USA

Każda dyskusja o większej odpowiedzialności Europy za własne bezpieczeństwo jest przedstawiana nie jako uzupełnienie NATO, lecz jako dowód, że USA opuszczają kontynent. W propagandowej logice większe wydatki europejskie, rozwój przemysłu obronnego czy francuskie koncepcje odstraszania jądrowego nie wzmacniają Sojuszu, lecz potwierdzają jego kryzys. Celem jest ustawienie fałszywej alternatywy: albo USA i brak europejskiej sprawczości, albo Europa bez USA i koniec NATO.

7. Niemcy jako słabe ogniwo i źródło konfliktu w NATO

Narracja dotycząca wycofywania wojsk USA z Niemiec wzmacnia obraz Berlina jako państwa skonfliktowanego z Waszyngtonem, niewiarygodnego strategicznie i karanego za niewystarczającą lojalność. W polskim kontekście przekaz może działać dwutorowo: jednocześnie podważa spójność NATO oraz sugeruje, że jeśli Polska będzie walczyć o żołnierzy wycofywanych z Niemiec wejdzie w logikę transakcyjnego działania USA w zakresie współpracy wojskowej. To sprzyja antagonizowaniu sojuszników wewnątrz NATO i osłabianiu wrażenia wspólnego interesu bezpieczeństwa.

8. Francja i Polska jako awangarda wojny z Rosją

Propaganda buduje obraz Paryża i Warszawy jako podmiotów, które próbują przesunąć Europę z logiki odstraszania do logiki aktywnej konfrontacji z Rosją. Wątek francuskiego parasola nuklearnego, ćwiczeń nad Bałtykiem i polskiej roli rozpoznawczej jest przekształcany w sugestię przygotowań do ofensywy. Funkcja psychologiczna jest oczywista: połączyć współpracę wojskową Polski z Francją z lękiem przed wojną jądrową i odruchem sprzeciwu wobec Zachodu.

9. Rosja jako aktor defensywny, zmuszony do odpowiedzi na prowokacje NATO

W niemal wszystkich wskazanych wątkach obecna jest inwersja odpowiedzialności: Rosja będące faktycznym agresorem jest przedstawiana jako państwo reagujące na presję Zachodu. To NATO, USA, Polska i Francja są pokazywane jako inicjatorzy eskalacji, a rosyjskie groźby lub demonstracje siły jako „odpowiedź” na rzekome prowokacje. Ten mechanizm pozwala propagandzie jednocześnie usprawiedliwiać rosyjskie działania i delegitymizować zachodnie środki odstraszania.

10. Relacje transatlantyckie jako źródło kosztów gospodarczych dla Polski i Europy

Przekaz antytransatlantycki nie ogranicza się do sfery wojskowej, lecz łączy bezpieczeństwo z kosztami życia, energii, sankcji i zerwania z Rosją. W tej ramie lojalność wobec NATO i USA ma prowadzić do utraty tanich surowców, większych wydatków obronnych i podporządkowania gospodarki logice wojennej. Celem jest przekształcenie abstrakcyjnego sporu geopolitycznego w osobisty rachunek ekonomiczny odbiorcy: „to przez Zachód płacisz więcej i żyjesz w większym zagrożeniu”.

Komentarz analityczny

Analiza narracji pokazuje, że rosyjska propaganda wobec USA i relacji transatlantyckich operuje nie pojedynczymi tezami, lecz spójnym systemem interpretacyjnym. Jego podstawowym założeniem jest przedstawienie całej architektury bezpieczeństwa Zachodu jako konstrukcji niestabilnej, kosztownej, agresywnej i niezdolnej do realnej ochrony swoich członków. USA zostają w tym przekazie opisane jako mocarstwo wyczerpane, chaotyczne i egoistyczne, natomiast NATO jako sojusz, który zamiast odstraszać Rosję, ma rzekomo prowokować eskalację.

Najważniejszym celem tych narracji jest osłabienie zaufania polskiego społeczeństwa do sojuszy, które stanowią podstawę bezpieczeństwa państwa. Propaganda próbuje przekonać odbiorcę, że obecność wojsk USA w Polsce zwiększa ryzyko wojny, że NATO może nie zadziałać w sytuacji kryzysowej, że Europa ponosi koszty amerykańskich decyzji, a Polska jest wykorzystywana jako państwo frontowe w cudzej globalnej rozgrywce. Taki przekaz nie musi prowadzić do otwartego poparcia dla Moskwy; jego skuteczność polega na tworzeniu wątpliwości, zmęczenia, defetyzmu i presji na „neutralizację” polityki bezpieczeństwa.

Szczególnie istotna jest powtarzalna inwersja odpowiedzialności. Rosja jest przedstawiana jako państwo reagujące na działania Zachodu, podczas gdy działania NATO i USA są opisywane jako źródło napięć i zagrożeń. Ten zabieg ma fundamentalne znaczenie propagandowe, ponieważ pozwala odwrócić uwagę od rosyjskiej agresji, militaryzacji i operacji hybrydowych, a jednocześnie delegitymizować zachodnie działania obronne. W efekcie odbiorca ma uznać, że problemem nie jest rosyjska polityka imperialna, lecz zakotwiczenie państw Europy Środkowo-Wschodniej w strukturach i wspólnocie Zachodu.

Drugim ważnym mechanizmem jest ekonomizacja przekazu bezpieczeństwa. Propaganda łączy relacje transatlantyckie z kosztami energii, sankcji, zbrojeń i pomocy Ukrainie, sugerując, że orientacja prozachodnia przynosi społeczeństwu przede wszystkim straty. Jest to próba przełożenia geopolityki na codzienne emocje odbiorcy: lęk o poziom życia, niechęć do wydatków obronnych, frustrację wobec elit oraz przekonanie, że bezpieczeństwo militarne odbywa się kosztem bezpieczeństwa ekonomicznego. W tej logice Rosja ma zostać znormalizowana jako potencjalny partner, a Zachód przedstawiony jako źródło presji.

Trzecim elementem jest rozbijanie spójności sojuszniczej poprzez przeciwstawianie sobie USA, Europy, Niemiec, Francji i Polski. W przekazie propagandowym każde napięcie polityczne w NATO jest przedstawiane jako dowód rozpadu, każda dyskusja o większych wydatkach obronnych jako militaryzacja, a każda debata o obecności wojsk amerykańskich jako potwierdzenie zależności Europy od Waszyngtonu. Celem jest nie tylko osłabienie wizerunku USA, ale także podważenie przekonania, że państwa Zachodu mają wspólne interesy strategiczne wobec Rosji.

W wymiarze operacyjnym analizowane narracje należy ocenić jako próbę erozji odporności informacyjnej Polski. Uderzają one w zaufanie do instytucji bezpieczeństwa, racjonalność polityki odstraszania, wiarygodność sojuszy oraz społeczną gotowość do ponoszenia kosztów obrony. Są również wymierzone w zdolność państwa do utrzymywania długofalowego kursu strategicznego: wsparcia Ukrainy, wzmacniania NATO, rozwijania współpracy z USA oraz ograniczania zależności od Rosji.

Przekaz propagandowy wpisuje się w szerszą logikę rosyjskich działań informacyjnych wobec państw frontowych NATO. Nie chodzi wyłącznie o krytykę Ameryki czy Europy, lecz o stopniowe podważanie sensu zachodniej solidarności strategicznej. Propaganda dąży do tego, aby polski odbiorca zaczął postrzegać USA jako niewiarygodnego patrona, NATO jako źródło zagrożenia, Europę jako wspólnotę w kryzysie, a Rosję jako aktora, z którym należy unikać konfrontacji za wszelką cenę. Właśnie dlatego narracje te powinny być traktowane jako element długofalowego oddziaływania na bezpieczeństwo informacyjne, społeczną odporność i strategiczną orientację Polski.

VIII. PODSUMOWANIE: Opinia publiczna w Polsce jest poddawana wielopoziomowej operacji o charakterze kognitywnym, której celem jest zmiana percepcji rzeczywistości międzynarodowej oraz osłabienie wizerunku Stanów Zjednoczonych w Polsce. Jak wskazano w powyższym raporcie celem działań jest osłabienie wiarygodności sojuszniczej USA oraz zakwestionowanie strategicznego kierunku polskiej polityki w sektorze obronności i bezpieczeństwa. Działania te są prowadzone na kilku płaszczyznach manipulacyjnych oraz przy aktywności wielu zróżnicowanych podmiotów jednocześnie. W przekazie widać używanie płytkich haseł, celowe pomijanie wielu aspektów analizowanych działań administracji amerykańskiej, używanie emocjonalnego języka oraz szereg nadinterpretacji, które wskazują na złe intencje autorów prowadzonych działań. Jednocześnie w polskim dyskursie publicznym, podobnie jak w całej Europie, widać w tych tematach dużą dawkę interesów politycznych oraz uzależnienia odbioru polityki USA od wzajemnych uwarunkowań, również indywidualnych. Opisywane zagrożenia wzmacniają działania administracji amerykańskiej, która swoim podejściem do sojuszników oraz nonszalancją w dziedzinie polityki informacyjnej ułatwia możliwość realizowania szkodliwych dla wspólnoty NATOwskiej operacji.

Synergia widoczna w analizowanych działaniach wzmacnia skalę oddziaływania oraz jej skuteczność, co budzi niepokój. Z uwagi na masowy charakter działań analizowane przejawy operacji informacyjno-psychologicznej stanowią zagrożenie dla interesów RP, w tym bezpieczeństwa. Działania powyższe powinny być oceniane jako zagrożenie dla bezpieczeństwa informacyjnego RP, a możliwe skutki tych aktywności powinny być na bieżąco neutralizowane przez kampanię oddziaływania informacyjnego realizowaną przez instytucje państwa polskiego. Sytuacja wymaga bowiem skutecznej reakcji z uwagi na identyfikowane zagrożenia.

IX. REKOMENDACJE

Z uwagi na znaczenie Stanów Zjednoczonych, ich potencjał militarny oraz wywiadowczy, a także rolę dla Polski należy jednoznacznie wskazać, że w interesie RP jest znaczące wzmacnianie relacji z USA oraz działanie na rzecz zwiększania obecności amerykańskiej w wielu gałęziach polskiej polityki, gospodarki. Dotyczy to w oczywisty sposób polityki bezpieczeństwa, która z uwagi na rosnące zagrożenia rosyjskie jest priorytetowym obszarem współdziałania USA i Polski. Polskie władze powinny podejmować próby zwiększenia zaangażowania sił USA w Polsce, w tym kierować ofertę powstania w Polsce stałej bazy sił zbrojnych USA oraz pracować nad objęciem Polski atomowym parasolem ochronnym Stanów Zjednoczonych. Otwartość na takie oferty sygnalizuje Waszyngton. Jednocześnie polski rząd powinien wzmocnić działania lobbingowe w USA, w celu zwiększania wpływu na politykę amerykańską oraz możliwości nieformalnego działania na rzecz interesów Polski. W komunikacji społecznej rekomendowana jest zmiana sposobu opisywania polityki amerykańskiej i położenie akcentów na długoterminowe działania na rzecz polsko-amerykańskich interesów. Należy odejść od formułowania ocen o charakterze emocjonalnym i skupić się na analizie interesów RP i wpływu działań amerykańskich na siłę i bezpieczeństwo Polski.

Z uwagi na utrzymujący się spór polityczny pomiędzy liderami państw Europy a administracją USA, a także biorąc pod uwagę obiektywną potrzebę USA zmiany geografii zaangażowania sił amerykańskich w Europie, Polska powinna przede wszystkim działać bilateralnie, budując silną pozycję Amerykanów w Polsce. Nie zadrażniając relacji z innymi sojusznikami NATO należy wskazać jednoznacznie, że to na wzmocnieniu RP powinno najbardziej zależeć Warszawie. To Polska ma także potencjał i siłę, by po wzmocnieniu przez USA stać się najpotężniejszym krajem NATO w Europie jeśli chodzi o potencjał militarny i odstraszania. Wobec powyższego polityka zagraniczna i bezpieczeństwa musi być prowadzona w sposób stawiający przede wszystkim na interesy narodowe Polski, a w obszarach spornych czy rozmijania się interesów sojuszniczych w Europie RP powinna realizować własne interesy w kontakcie z USA. Polska nie może być zakładnikiem stanowisk politycznych czy emocjonalnego podejścia i wzajemnych animozji między Stanami Zjednoczonymi a stolicami europejskich państw.

Obecność USA nie może być rozumiana jako zastąpienie własnego potencjału i gwarancji bezpieczeństwa płynących z silnych i efektywnych Sił Zbrojnych oraz służb specjalnych. Wobec powyższego Polska musi kontynuować, a nawet przyspieszać, procesy modernizacyjne armii, a także zwiększać efektywność systemu bezpieczeństwa, w tym służb specjalnych. Co ważne, działania takie nie tylko pokażą naszym wrogom siłę i determinację do obrony naszych interesów, ale także pozwolą na bardziej partnerskie rozmowy z USA, które wielokrotnie sygnalizowały, że będą pomagać tym, którzy sami dbają o swoje bezpieczeństwo. Polska i USA mają obecnie szansę na wzmocnienie swojej współpracy, co będzie pozytywnie rzutowało na bezpieczeństwo całego Sojuszu i powinno być priorytetem w działaniu obu stolic.

Zespół Analityczny

Fundacji Instytut Bezpieczeństwa Narodowego


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *